Newsy muzyczne

Wywiad: Controlled Collapse

Mroczni electro-industrialowcy z Controlled Collapse powrócili właśnie ze swoją czwartą i jak na razie najlepszą płytą „Post Traumatic Stress Disorder”. O okolicznościach jej powstania opowiedzieli nam perkusistka Paulina Lewek i lider grupy Wojtek Król.

MM: Słuchając „Post Traumatic Stress Disorder” mam wrażenie, ze ten album jest konceptem, jakąś opowieścią…

WK: Koncept był taki, by uczynić ten materiał spójnym. Tak, by kwestia wizualna, muzyczna i liryczna miały sens i jakiś wspólny mianownik.

PL: Dodatkowo chcieliśmy oddać to, co się działo przez ten czas jaki minął od poprzedniej płyty, a było tego sporo, bo to okres 4 lat.

MM: Wydawało mi się, że to w pewnym sensie opowieść o człowieku, bo „Create The Change” w warstwie lirycznej brzmi dość motywacyjnie. Podobnie jest z utworem „Unhappy”.

WK: Można do tego jeszcze dodać „Thoughts And Dreams”, który jest opowieścią o człowieku, powstałym w mojej głowie. Tematyka samobójstwa, która się w nim przewija jest tylko punktem wyjścia, bowiem zwracam uwagę, że pomimo ciemnych myśli, to nie jest właściwa droga.

MM: Te numery są nie tylko nośne, ale i dość taneczne. Tak jest np. z utworem „Lust” Czemu postanowiliście zmodyfikować go w stosunku do wersji z singla?

PL: Taki był zamysł. Bardzo chciałam, żeby na płycie ten utwór był żywszy, mocniejszy, bardziej soczysty.

WK: Wersja z singla jest automatyczna, klubowa. Perkusja jest w niej bardziej „martwa”. Zaprogramowaliśmy automat perkusyjny i dlatego tak to brzmi. Natomiast rzeczywiście w wersji na płycie już zagrała Paulina i ta wersja ma więcej życia.

MM: A o czym pierwotnie miało być „Does It Hurt To Be Alone”? I czyj to wokal?

WK: Ten utwór, a także „Loop” oraz wspomniane „Thoughts And Dreams”, to jedyne numery na płycie, które są prawie w 100% elektroniczne. Pomysł na nie był trochę innych, niż na resztę kawałków. Gdy ustaliśmy, że cała płyta będzie żywa, z gitarami, perkusją i energią, doszedłem do wniosku, że chcę zrobić właśnie takie elektroniczne numery. A ponieważ wyszły one tak podobnie brzmieniowo do pozostałych, uznałem, że nie ma sensu zostawiać ich dla jakiegoś innego projektu. Klimat został zachowany. Wokal natomiast jest mój, podobnie jak wszystkie inne płycie.

MM: Słychać tu różne rzeczy – Placebo, Marilyn Mansona, czy Roba Zombie. Zastanawiam się, czy ta elektroniką nie przykrywacie po prostu gitar, czy raczej odwrotnie, bo ciężar brzmieniowy tych utworów pozostaje zachowany?

PL: Nie chcemy niczego przykrywać. Raczej wydobywać. To wynika z tego, że Controlled Collapse się zmieniło. Dużo więcej robimy , dajemy od siebie i to słychać. To nowa jakość w tym zespole. Przenieśliśmy po prostu doświadczenia z koncertów na płytę.

WK: Wcześniej mieliśmy z tym trochę problem, bo wszystkie poprzednie albumy były stricte elektroniczne. Ludziom się podobały koncerty, natomiast niekoniecznie mieli do czynienia z ich energią, gdy włączali sobie nasze płyty.

MM: Natomiast we wspomnianym „Thoughts And Dreams” słychać trochę Pet Shop Boys. Ten numer najbardziej odstaje od reszty.

WK: Jest parę takich nazwisk i nazw, z którymi mój wokal jest kojarzony m.in. Brian Molko, Marilyn Manson, natomiast o Pet Shop Boys wspomniał zdaje się mój ojciec. Pozostaje mi jedynie podziękować (śmiech). Natomiast nie słyszę, żeby on zbytnio odstawał od reszty. To jest prosty numer, nic nie jest w nim przekombinowane, a mimo to sporo się dzieje.

MM: Wojtek Szczawiński z Knockdown zagrał na basie w „Adios”. Jak do tego doszło?

WK: Wojtek jest moim wieloletnim przyjacielem. Zawsze chciałem zrobić coś takiego, jak technobilly. Jeden rockandrollowy na płycie brzmi ciekawie, więc spróbowaliśmy właśnie z Wojtkiem i jego basem. Z przyjemnością się tego podjął.

MM: Wspomniałeś też o „Loop”, który zamyka płytę. Po tej energetycznej ten utwór brzmi właściwie jak ambient.

WK: I tak miało być. Pomysł pierwotny zakładał zakończenie utworem „Adios”, gdyż już sam jego tytuł wskazuje na pożegnanie. Postanowiliśmy jednak dodać „Loop” jako taki suplement w nieco innym klimacie. Opowiada o pewnej powtarzalności, zapętleniu i sugeruje, że to nie koniec i dalej będziemy robili to, co robimy.

PL: Po takiej intensywności jaką niesie reszta płyty dobrze jest się wyciszyć. To pasuje do Twojej teorii o koncepcie, jako zamkniętej całości.

MM: To, co jednak uderzyło mnie najmocniej podczas słuchania „Post Traumatic Stress Disorder” , to produkcja, która jest absolutnie na poziomie światowym. Zupełnie nie słychać, że jesteście z Polski.

WK: To bardzo miłe, co mówisz. Bardzo dziękujemy. Myślę, że od zespołów w Polsce należy trochę wymagać. Osobiście jestem przeciwnikiem polskich akcentów w języku angielskim. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś zajmuje się muzyką, to ma słuch i jest w stanie nauczyć się akcentów poprawnie. Oczywiście możemy dyskutować, czy ma być to akcent brytyjski, czy amerykański. To już kwestia upodobań. Jeśli jednak już się za to bierzemy, to fajnie, by brzmiało to poprawnie. Mnie to idzie całkiem dobrze, zresztą w całej czternastoletniej historii CC były tylko dwa utwory po polsku, zaśpiewane w formie eksperymentu. Jednak nie czuję się pewnie w języku polskim, więc nie chcę zrobić lipy. Natomiast jeśli chodzi o produkcję, to album jest dziełem nas wszystkich. Gdyby nie to, że każdy z nas przyniósł coś swojego do tej płyty, pomysły, umiejętności, wiedzę, wpływy, to na pewno by tak nie brzmiała. Bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy na taką formę działania. Do tego oczywiście ogromna praca Kamila Łazikowskiego. Efekt jest taki, jak słychać. Cieszy mnie bardzo dobry odbiór tej płyty. Dla mnie to sukces.

MM: Rozumiem, że teraz skupiacie się na koncertach?

WK: Przed nami trasa i koncerty festiwalowe. Wystąpimy w tym roku m.in. na Castle Party w Bolkowie. Kolejne koncerty będą na bieżąco dochodziły.

MM: Dziękuję za rozmowę.

PL i WK: Dziękujemy również.

Autor: Maciej Majewski