Newsy muzyczne

Wywiad: So Slow

Grupa So Slow pomimo różnych zawirowań personalnych, czy wydawniczych, wciąż poszukuje i tworzy. Najnowsza propozycja zespołu, to płyta „3T”, zwracająca się w stronę transu. O zmianach jakie zaszły w zespole i najnowszym dziele grupy opowiedział mi jej perkusista, Arek Lerch.

MM: Zacznę nietypowo: co się stało?

AL: Po nagraniu „Nomads” zaczęliśmy się zastanawiać, w którą stronę to wszystko ma pójść. Miało to też związek z koncertami promującymi ten materiał. Pytaliśmy się nawzajem, czy chcemy grać czady, noise, czy trans. Okazało się, że najlepiej wychodzi „Księga Rogera”, która jest w pełni transowa. Od słowa do słowa, zaczęło nas to coraz bardziej wciągać. Podczas zgrywania z Michałem Głowackim okazało się, że taki kierunek nam absolutnie pasuje. Nie ma w tym jednocześnie grama premedytacji, ani tego, że wszyscy wokół grają teraz właśnie w ten sposób. Domyślam się, że będzie sporo porównań pod tym względem, natomiast w naszym przypadku wyszło to zupełnie naturalnie. Do tego doszły zmiany w składzie. Ostatni koncert „w starym stylu” zagraliśmy w ubiegłym roku na Off Festivalu. Te rysy zaczęły pojawiać się już jednak wcześniej. Było to po części związane z kierunkiem, w którym zmierzaliśmy i z życiowymi sytuacjami. W przypadku Adama Sanockiego (gitarzysty - przyp. MM) głównym powodem odejścia z zespołu było założenie poważnej firmy. Jego czas drastycznie się skurczył, wskutek czego w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły. Nagrał jednak na „3T” dwa utwory. W przypadku basisty Łukasza Szymańskiego sytuacja była podobna, bo założył on studio tatuażu, które całkowicie go pochłonęło i po prostu poinformował nas, że nie jest w stanie ciągnąć tych dwóch rzeczy na raz. Wówczas na moment zostaliśmy triem, przypomniałem sobie jednak moją rozmowę z Łukaszem Lembasem z krakowskiego Bad Light District. Zadzwoniłem do niego i okazało się, że mieszka już w Warszawie. Wpasował się w nasze brzmienie idealnie, dodają jednocześnie fajny flow. Zresztą, uważam, że dziś So Slow brzmi najlepiej w swojej historii, z całym szacunkiem dla wszystkich składów, w których graliśmy.

MM: A nie było tak, że straciliście do siebie zaufanie?

AL: To jest trudna kwestia. Nie nazwałbym tego jednak brakiem zaufania, bo nigdy w zespole nie było jakichś szczególnych "kwasów", obrażania się na siebie, czy trzaskania drzwiami. Powiedziałbym, że była to raczej utrata zaufania do możliwości wykonywania materiału z „Nomads” na żywo i wyjścia z nim do ludzi. Wyglądało to tak, że po dołączeniu Michała, zaczęliśmy ruchy promocyjne. I okazywało się, że tu nas nie zaproszono, tam coś nie wyszło, czegoś nie dopilnowaliśmy itp. Wpadliśmy w taką spiralę, w której zaczęliśmy się zastanawiać, co dalej zrobić. Czy grać dalej, czy nie? A może nie da się tego pociągnąć? Pamiętam, że jak nagrywaliśmy "Tranz III - Ucisk/Uścisk”, powiedzieliśmy sobie: „Nagrajmy i zobaczymy, co wyjdzie. Nie mamy już nic do stracenia.” Podczas nagrań wytworzyła się jakaś magiczna atmosfera. Ze wszystkich trzech numerów, które znalazły się na „3T”, przy nagrywaniu tego, grało nam się najlepiej. Aranż tego numeru nie jest jakoś wybitnie skomplikowany. Po prostu weszliśmy do studia i zaczęliśmy grać, po czym Marcin Klimczak, nasz realizator, powiedział wprost, że to ma sens. Kolejne dwa utwory powstały w bardzo podobny sposób. Ten drugi, czyli „Tranz II: Tryboluminescencja” miał na początku tylko temat gitarowy, do którego na którejś próbie Michał zapodał bit techno. Weszliśmy do studia, mając w zasadzie tę gitarę, moją stopę i parę sampli. Zrobiliśmy go za pierwszym podejściem, a dzisiaj wydaje się być naszym ulubionym kawałkiem.

MM: Mam wrażenie, że na tej płycie Michał z wielkiego improwizatora zmienił się w wielkiego elektronika.

AL: Michał z typowego wokalisty zaczął się przesuwać w stronę totalnej afirmacji różnych, kosmicznych zabawek, samplerów, efektów.Na początku, wiedząc, że elektronika musi w tym zespole pozostać, kupiliśmy jeden mały sampler (nie mając za dużego pojęcia co z tym zrobić...), potem świetnego, klasycznego Rolanda 404, a następnie Michał złapał "zajawkę" i zaczął się sam „zbroić”. W tej chwili ma cały ‘pedal board’ wypełniony elektronicznymi zabawkami.  Po nagraniach doszliśmy do wniosku, że on na tej płycie praktycznie nie śpiewa (śmiech). Jego głos jest dodatkowym instrumentem, co z resztą nam pasuje, bo chcieliśmy też odejść od formuły albumów koncepcyjnych, tematycznych. Zależało nam też na tym, żeby okładka - w stosunku do dwóch poprzednich - zmieniła tonację. Nie chcieliśmy, żeby to było napuszone, tylko ciepłe i naturalne. I tu z pomocą przyszedł Rafał Wechterowicz - on nigdy nie rysuje odgórnie. Poprosił o muzykę, posłuchał i namalował. Wyszło mu coś takiego (śmiech).

MM: Wiem, że jako dziennikarz, nie cierpisz porównań, ale te części techno , czy raczej – elektroniczne, kojarzą mi się z Radiohead między „Kid A” i „Amnesiac”.

AL:  Takie słowa to miód na moje serce (śmiech). Jestem fanem Radiohead, chociaż długo się do nich przekonywałem. Kiedy usłyszałem „Kid A”, to zastanawiałem się, co to za gówno (śmiech). Dopiero po jakimś czasie się przekonałem i dzisiaj jestem totalnym fanatykiem. Lubię ich manieryczność i taką blazę, a jednocześnie podejście do faktury muzycznej. Natomiast przekleństwo porównań będzie istniało zawsze (śmiech).

MM: Podobnie jak w przypadku „Nomads”, tu też czuję pewien niedosyt. Tak jakby brakowało jeszcze jednej kompozycji, domykającej i niejako podsumowującej nową odsłonę So Slow.

AL.: Zastanawialiśmy się, czy trzy numery to nie jest za mało.Powiem Ci wręcz, żeTryboluminescencja” miała być tylko łącznikiem między „Tranz I: JJ” i „Tranz III Ucisk/Uścisk”. Grało się jednak tak dobrze, że zrobiliśmy z tego pełny numer. Wiadomo, zawsze można dołożyć intro, outro, czy jakieś interludia, więcej pokombinować. Staramy się jednak, żeby na żywo te wszystkie sample i brzmienia były obecne, dlatego zdecydowaliśmy się, aby płyta składała się z tych trzech numerów, które można w całości bez problemów odtworzyć i jeszcze dodatkowo rozwinąć. Cały czas pracujemy nad jak najlepszym wykorzystaniem wszystkich elementów, które pojawiają się w tych kompozycjach; w „Tranz I” są na przykład sample skrzypiec, które nagrała moja żona. Dla wygody Michał wgrał później te próbki do samplera i odpala podczas wykonywania tego numeru, dzięki czemu na koncertach będzie to wyglądało jeszcze płynniej i pełniej, bez konieczności rozszerzania składu.

MM: Ogromne wrażenie zrobił też na mnie klip do „Tranz I: JJ”

AL: Od pierwszej płyty chcieliśmy mieć klip, ale zawsze albo nie było kasy, albo czasu, albo możliwości. Tym razem się uparliśmy, że musi być video. Były koncepcje, że wycinamy z któregoś kawałka trzy minuty i robimy do tego klip. Doszliśmy jednak do wniosku, że skoro to jest nasza praca, czas, pot i energia, to nie będziemy tego ciąć. Bierzemy całość, albo nie bierzemy wcale. Wtedy okazało się, że Michał ma kolegę Pawła Czarneckiego, który jest prawdziwym artystą. Zajmuje się kręceniem filmów, współpracuje z muzeami itd. Michał puścił mu ten kawałek i Paweł tak się zajarał, że zaproponował zrobienie klipu. Początkowo obawialiśmy się, że jak zwykle nic nie wyjdzie, ot, taka nasza karma. Po jakichś dwóch tygodniach Paweł przesłał siedmiominutowy fragment. Obejrzeliśmy i opadły nam szczęki. W zasadzie gotowy klip! Okazało się, że Paweł wszystko sam nakręcił, zorganizował ludzi, wykonał ogromną pracę. Wyszło genialnie. Będziemy mu za to wdzięczni do końca życia, bo powstał obraz, który jest w zasadzie małym dziełem sztuki do wielorazowego użytku.

MM: Co dalej?

AL: Mam nadzieję, że to wszystko będzie na siebie pracowało. Chcemy z nowym materiałem wyjść do ludzi bardziej niż miało to miejsce podczas promocji poprzednich płyt. Będą koncerty - najbliższy 6 czerwca w „Hydrozagadce”. Potem 11 czerwca zagramy w „NRD” w Toruniu przed Blindead i 17 czerwca na plaży Brzeźno w Gdańsku w ramach festiwalu Fląder Fest. Potem będą jeszcze róbSZUM (29 lipiec, Międzychód), Soundrive Fest (2 wrzesień), a jesienią większa trasa, ale o tym poinformujemy za czas jakiś...

MM: Dzięki za rozmowę.

 

Autor: Maciej Majewski