Newsy muzyczne

Recenzja: Slowdive - Slowdive

Album "Slowdive" to pierwsze wydawnictwo grupy Slowdive z premierowym materiałem od 22 lat.

Czy w świecie roku 2017 można jeszcze czekać na jakąkolwiek płytę? Mieliśmy już nowych Floydów, Zeppelinów, Kraftwerk, Gunsów, a nawet Visage. Była nowa Valentynka, Jesus & Mary Chain, a za chwilę pojawi się nowy Ride. Nie było jeszcze nowych The Stone Roses ani Sisters of Mercy, nie było też powrotu Genesis, ani znaku życia od Talk Talk, choć na to bym osobiście nie liczył. Ale i tak żadna z tych płyt nie jest tak ważna, jak nowy album Slowdive. Byli objawieniem na starcie lat 90-tych (to był dobry czas dla muzyki). Dwa lata później wydali swoje opus magnum („Souvlaki”), a w 1995 album-samobójstwo, czyli „Pygmalion”. To była fantastyczna płyta, ale zbyt poszukująca, więc wytwórnia się obraziła, prasa miała żer; ostatecznie zespół rozszedł się po kątach (patrz Mojave 3). Tak jakby tematu nie było. Ale fani pamiętali; co więcej, pojawiali się nowi. Świat zaczął gromkimi brawami wywoływać zespół na bis. Po 20 latach, stało się. Slowdive wraca, bilety wyprzedane, także w Polsce. O nowym krążku nie mówiło się wcale, ale to była kwestia czasu; a ten jak wiadomo szybko mija.

I oto jest. Już sam ten fakt zapiera dech i budzi niedowierzanie, zupełnie jak trzeci sezon Twin Peaks, który już za miesiąc (nawiasem mówiąc, Twin Peaks i Slowdive to rówieśnicy). Osiem utworów, surowa okładka, tytuł bez tytułu. Mija kilkanaście sekund otwierającej piosenki, „Slomo”. Dreszcze i uśmiech mówią wszystko – tak, jest dobrze. Jest fantastycznie! Dokładnie tak, jak miało być. Żadnych eksperymentów, żadnych skoków przez rekina. Te dzieciaki po prostu mają talent i pomysł na siebie, który od tamtej pory nie uległ przedawnieniu. Przepraszam, to już nie są dzieciaki z modną wtedy fryzurą na pieczarkę, tylko poważni dorośli ludzie. Gdy oglądałem ich na żywo, na Off-Festival, cieszyłem się, że po prostu ich widzę. Tak jakby wrócili na ziemię po uprowadzeniu przez U.F.O., albo wieloletniej sekluzji w ogrodzie za domem. Naturalnie, głos Neila Halsteada obniżył się, ale uśmiech Rachel Goswell pozostał ten sam. You say life and it sounds so good, you say love and it sounds so sweet, drżał głos Neila. Ich radość wielkością ulegała tylko energii, jaką uderzali w nich fani.

Płyta „Slowdive” jest tego naturalną konsekwencją. Ci artyści ponownie odnaleźli radość z grania muzyki we własnym gronie. Długo im to zajęło, ale na płyty wybitne warto jest czekać.  Dla fanów zespołu jej brzmienie nie będzie niczym nowym; znowu jesteśmy w dynamice „Souvlaki” - słodko-gorzkiej radości życia i tęsknocie za uleciałymi marzeniami. Ich styl przyjęło się nazywać shoegaze, od tworzących go skrępowanych nastolatków patrzących na swoje buty podczas występu na scenie. Ale muzyka za którą kryją swoje słabości jest niesamowita. To soniczny krzyk z trzewi ego, pięści wyciągnięte w kierunku słońca i czarno-biały sen samotnych marzycieli, wspominających przedwczorajszy śmiech. Ich przetworzone gitary oraz głębia i echa wokaliz to podróż paralotnią nad ogrodami Anglii, gdzie letnie słońce kołysze umęczone dusze do snu. „Slowdive” to głos miłości, pewnego modus operandi, które sprawia, że budzimy się szczęśliwi, pomimo szaleństwa czasu. To triumf muzyki z odległych lat i wartości, które niosła: eskapizmu, komunii, braterstwa i dziecięcości.

Slowdive należą do tych wyjątkowych zespołów, które już na starcie odnalazły swoją drogę, jaką nie szedł nikt przed nimi, ani po nich. Jasne, są dłużnikami My Bloody Valentine, Sonic Youth oraz Cocteau Twins; ale ów dług wynika z inspiracji, klasycznie rozumianej jako natchnienie, a nie kradzież sampli czy riffów. Oni sami zainspirowali dziesiątki innych zespołów, oraz rozbudzili wyobraźnie tysięcy słuchaczy na całym świecie, w różnych czasach. A nowy krążek to radosny powrót na stare śmiecie, które nadal bawią – nie przez sentyment, lecz drżące powieki i wypieki na twarzy. Najlepsze płyty to te, które zatrzymują czas i których chce się słuchać i podziwiać na okrągło. Nieważne co było wcześniej, nieważne co zrobią dalej – to, co liczy się tu i teraz to że „Slowdive” jest - i jest pięknie.


Autor: Jakub Oślak

Pokrewne wątki:

"T.Cover" od wczoraj w sprzedaży

2018-11-17

Bednarek & 5 Element oraz Pola Rise promują "T.Cover".

Czytaj więcej...

Nowy singel Frontside

2018-11-17

Zespół Frontside prezentuje nowy teledysk promujący wydany we wrześniu album "Zmartwychwstanie".

Czytaj więcej...

Sofi Tukker po raz pierwszy w Polsce

2018-11-16

Nowojorski duet Sofi Tukker zagra 25 marca w warszawskiej Proximie.

Czytaj więcej...

Shining na dwóch koncertach w Polsce

2018-11-16

Norweska grupa Shining zagra w lutym dwa koncerty w Warszawie i Wrocławiu.

Czytaj więcej...

Noibla z teledyskiem do "Atlantis"

2018-11-16

Klip do utworu "Atlantis" promuje album "Hesitation" krakowskiej formacji Noibla.

Czytaj więcej...

Zobacz debiutancki klip białostockiego White Noise

2018-11-16

"i Find Myself" to tytuł nowego singla białostockiej formacji White Noise.

Czytaj więcej...

Madrugada wystąpi w Warszawie

2018-11-15

20 marca w warszawskim klubie Niebo wystąpi ceniona norweska grupa Madrugada w oryginalnym składzie.

Czytaj więcej...

Dance with the Dead powróci do Warszawy

2018-11-15

Po prawie rocznej przerwie od ostatniego koncertu w Polsce jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w świecie synthwave’u, czyli Dance With The Dead wróci do Warszawy.

Czytaj więcej...

dEUS zagra w Gdańsku

2018-11-15

Jedna z największych gwiazd belgijskiej sceny alternatywnej wystąpi 2 maja w gdańskim B90.

Czytaj więcej...

Muchy pełne "Miłości"

2018-11-14

Miłość” to pierwszy singiel zapowiadający nową płytę Much, nad którą zespół pracuje w pierwotnym składzie: Michał Wiraszko, Piotr Maciejewski, Szymon Waliszewski i Stefan Czerwiński (dołączył do zespołu w 2013).

Czytaj więcej...

Koniec treści

Brak więcej stron do załadowania