Newsy muzyczne

Relacja: Nick Cave & The Bad Seeds w Warszawie

We wtorek 24 października w warszawskim Torwarze fantastyczny koncert zagrała grupa Nick Cave & The Bad Seeds. Zapraszamy do lektury recenzji autorstwa Jakuba Oślaka.

Koncerty bywają lepsze i gorsze, epickie i rutynowe, ulotne i niezapomniane. Istnieje też kategoria tych zupełnie wyjątkowych, które będą wspominane tak długo, jak żyją ich uczestnicy. Są to te koncerty, które mogę porównać do przeżycia wysoce duchowego; komunii, w trakcie której obcując z muzyką i artystami stajemy się lepszymi ludźmi, oczyszczonymi ze złych emocji i brudu doczesności. Takie wydarzenia działają na mnie jak budka telefoniczna na Clarka Kenta. Warszawski występ Nicka Cave’a i jego nieodłącznych The Bad Seeds był właśnie takim uduchowionym spektaklem; terapią dusz po obu stronach fosy - wspólnotą sceny i widowni, których granica została wczoraj przecięta. Jeżeli muzyka posiada jakąś utylitarną funkcję, inną niż ładunek artystyczny i estetyczny, tego właśnie dnia dostąpiliśmy jej objawienia w pełnej mocy. Tego dnia udaliśmy się w podróż duszy.

Nick Cave objawiał się Warszawie już trzykrotnie – 20 lat temu dwakroć w Sali Kongresowej, oraz 9 lat później, podczas kameralnego występu urządzonego w hallu jednego ze stołecznych biurowców. Tym razem miejscem rytuału stała się hala Torwaru – przaśna, duszna, bez klimatu - lecz mimo to będąca nierozerwalną częścią historii muzyki na żywo w naszym kraju. To wbrew pozorom duże miejsce, służące wydarzeniom sportowym, spektaklom, oraz tym koncertom, które w przeszłości zwykło się określać mianem spędów. Położona drzwi w drzwi ze stadionem Legii, jest kojarzona z rozrywką masową, chociaż przeszłość ma wielką, by wymienić tylko takie nazwy jak: Carlos Santana, Depeche Mode, The Cure, Leonard Cohen, Oasis, Tangerine Dream, Rage Against the Machine, Pearl Jam czy R.E.M. Tuż po ogłoszeniu koncertu pojawiły się wątpliwości: czy muzyka Nicka Cave’a zadziała w miejscu o zapachu popcornu i rozlanego piwa?

Drugą z wątpliwości był sam Cave, a konkretnie jego kondycja psychiczno-emocjonalna. Czy po tragedii jaka spotkała go dwa lata temu będzie on zdolny dać z siebie tyle, ile dawał zawsze? Czy, tak czysto po ludzku, nie będzie to przykry widok człowieka złamanego, nieobecnego, wysłanego na ślepo w trasę, wypchniętego niewidzialnymi rękami na scenę wbrew sobie? Czy pośpiesznie wydana płyta „The Skeleton Tree” oraz przedziwny film dokumentujący kulisy jej powstawania nie były wystarczającą oznaką tego, że romans z ciemnością przerodził się w jego życiu w koszmar na jawie? Czy nie będziemy świadkami czegoś w rodzaju niesławnych „występów” Jima Morrisona lub Amy Winehouse, których zamglone zmysły wielokrotnie ośmieszały na oczach tłumów? Rozwiewam wątpliwości nieobecnych: Nie; wszelka ciemność jaka nawiedziła Cave’a została zamieniona w siłę.

Nick żyje muzyką, sztuką, miłością tłumu. Wszystko co pisze i wyśpiewuje jest naznaczone niewyczerpanym natchnieniem licznych muz, oraz kłębowiskiem uczuć jakie wywołują w jego sercu. Za coraz bardziej opadającą maską upiora w operze kryje się człowiek, który tak samo pragnie ciepła i dotyku, co każdy z nas. Większość koncertu spędził nie przy fortepianie, ale w tłumie, głaszcząc wyciągnięte w jego strone dłonie jak dziko rosnące róże lub liście na młodych gałęziach lipy. Mogę tylko domniemywać jak wielką wagę ma dla niego ta trasa pod kątem terapeutycznym, jak i rewizji dotychczasowego życia. Czy w wieku 60 lat, w nieodłącznym garniturze, w gronie równie leciwych przyjaciół od muzyki nadal nosi w sobie tą samą charyzmę, maestrię słów, elektryzujący głos? Czy jego artystyczny głód nie został zduszony wraz z mocą mediowania między wymiarami?

Setki czerwonych prawych dłoni wyciągniętych w jego stronę nie może się mylić. Cave nadal jest sobą, silniejszym niż kiedykolwiek. Doskonałość jego dwóch ostatnich krążków nadal obowiązuje, a wykonane prawie w całości „The Skeleton Tree” świadczy o osobistej wadze tych piosenek. Owszem, wolałbym, aby zamiast „I Need You” wykonał „Rings of Saturn”, ale konkretny repertuar nie miał tego dnia większego znaczenia. Siła Cave’a jako artysty na scenie płynie nie tyle z doboru materiału, co ze sposobu wykonania. Wtrącenia, przeniesienie akcentów, improwizacje, zmienione instrumenty, zmienione słowa, ciągłe interpretowanie samego siebie i przeżywanie tych piosenek razem z zespołem, obecnym tu i teraz. Nade wszystko, przeżywanie ich razem z ludźmi, którzy znają każde słowko „Stagger Lee” jak z bajki na dobranoc, lub dośpiewanego chóralnie „Into My Arms”.

Czy ktokolwiek z obecnych tej nocy w Torwarze osób widział kiedykolwiek, aby Nick Cave tak często się uśmiechał? Albo jeszcze bardziej – otwarcie śmiał? Maska upiora-mistyka, natchnionego poety lub spirytysty w transie spada coraz bardziej, a spod niej wygląda spojrzenie człowieka, jednego z nas. Jego dłoń zaciśnięta na dłoniach urzeczonych widzów z pierwszych rzędów mówi wyraźnie: potrzebuje tego jak tlenu; jeżeli cokolwiek sprawia, że wstaję rano z łóżka, to muzyka i miłość. Nie wierzę w boską moc sprawczą, ale wierzę w miłość. Słowa piosenek Cave’a wciąż rezonują, a wiele z nich nabiera jeszcze więcej sensu. Niektórzy twierdzą, że to tylko rock’n’roll, ale to dostaje się wprost do twojej duszy. I pewnie tam zostaje. Właśnie dlatego Cave oczarowuje tłum, przekazując moc czarnej magii, poezji, piękna, sztuki emocjonalnej, sztuki spirytystycznej – aby została i w nas.

Na pewno została w urzeczonej fance, która wielokrotnie przeszywała swoim krzykiem atmosferę, niczym Laura Palmer w finale trzeciego sezonu Twin Peaks. Na pewno została w chłopaku, który domagał się usłyszeć „Fifteen Feet of Pure White Snow” (spróbujcie to wykrzyczeć, powodzenia). Na pewno została w siostrach-bliźniaczkach, które razem z Nickiem odpychały niebo. Na pewno została w tych, którzy na „Higgs Boson Blues” obdarzyli Cave’a kwiatami. Na pewno została w wesołym tłumie, który nawiedził scenę celem wspólnego przeżycia „Stagger Lee”. Na pewno została w Warrenie Ellisie, który ciął smyczkiem skrzypce nie gorzej, niż Pete Townsend gitarę. Na pewno została w Martynie Casey rozdającym całusy przy schodzeniu ze sceny. Na pewno zostanie też w samym Nicku, który dał tego wieczoru poczuć, wszystkim i każdemu z osobna, jak bije mu serce.

W ten chłodny, jesienny dzień, w Torwarze zebrały się duchy i dusze, ogrzewając własnym ciepłem. Każdy kolejny przystanek naszej podróży przynosił nowe emocje, nowe kolory: „Jesus Alone”, „From Her to Eternity”, „Tupelo”, „Red Right Hand”, „Distant Sky”. Ponad wszystko, „The Weeping Song”. Wspaniała publiczność doskonale uczestniczyła w przedstawieniu, wiedząc kiedy sztuka domaga się jej wrzasku, a kiedy absolutnej ciszy i skupienia. Wszystko w odcieniach czerni oraz czerwieni, jak w Czarnej Chacie, gdzie zebrały się Sowy. Egzorcyzmu demonów dopełniło „Push the Sky Away”, największy triumf spośród współczesnych piosenek Nicka. Po czymś takim, w nastroju ludzkiej wspólnoty obcującej z dobrą siłą muzyki, nie było już nic do dodania. Ofiara spełniona, dusze mogą się udać do domu, ale wcześniej mogą sobie pogratulować słusznego wyboru i wielkiego przeżycia.

Cantara Music dedykuje powyższą relację pamięci zmarłego niedawno naszego Przyjaciela, znakomitego fotografa koncertowego Rafała Klęka. 

Autor: Jakub Oślak
Foto: Tomasz Stachera

Pokrewne wątki:

Michelle Gurevich wystąpi w Warszawie

2018-11-19

Kanadyjska artystka zaprezentuje się 23 maja w warszawskim klubie Niebo.

Czytaj więcej...

Koncertowy album od Meller/Gołyźniak/Duda

2018-11-19

30 listopada ukaże się koncertowe wydawnictwo będące zapisem jedynego występu jednego z najbardziej niezwykłych polskich projektów rockowych ostatnich lat.

Czytaj więcej...

Disturbed zagra w Warszawie

2018-11-19

Amerykańska formacja Disturbed zaprezentuje się 20 czerwca w warszawskiej hali Torwar.

Czytaj więcej...

Rod Stewart przyjedzie do Krakowa

2018-11-19

Rod Stewart wystąpi 21 czerwca w krakowskiej Tauron Arenie.

Czytaj więcej...

"T.Cover" od wczoraj w sprzedaży

2018-11-17

Bednarek & 5 Element oraz Pola Rise promują "T.Cover".

Czytaj więcej...

Nowy singel Frontside

2018-11-17

Zespół Frontside prezentuje nowy teledysk promujący wydany we wrześniu album "Zmartwychwstanie".

Czytaj więcej...

Sofi Tukker po raz pierwszy w Polsce

2018-11-16

Nowojorski duet Sofi Tukker zagra 25 marca w warszawskiej Proximie.

Czytaj więcej...

Shining na dwóch koncertach w Polsce

2018-11-16

Norweska grupa Shining zagra w lutym dwa koncerty w Warszawie i Wrocławiu.

Czytaj więcej...

Noibla z teledyskiem do "Atlantis"

2018-11-16

Klip do utworu "Atlantis" promuje album "Hesitation" krakowskiej formacji Noibla.

Czytaj więcej...

Zobacz debiutancki klip białostockiego White Noise

2018-11-16

"i Find Myself" to tytuł nowego singla białostockiej formacji White Noise.

Czytaj więcej...

Koniec treści

Brak więcej stron do załadowania