Newsy muzyczne

Relacja: Nick Cave w Londynie

Nasz współpracownik Jakub Oślak był na londyńskim koncercie Nicka Cave'a. Oto co się na nim wydarzyło.

„Udaj się nad rzekę, mój synu, i spójrz na płaczące tam kobiety” - nakazał mi Nick Cave słowami jednej ze swoich najbardziej poruszających piosenek, śpiewanej w tej właśnie sali w 1997. Muzyki słuchałem wtedy z kaset, a londyński Royal Albert Hall wydawał się równie odległy co konstelacja Kasjopei. Zapis tamtego koncertu, choć niekompletny, wywołał burzę w moim sercu, a niezawodna, wyobraźnia od razu podpowiedziała jak niezwykle i dramatycznie musiał ten występ przebiegać. Kilkanaście lat później miałem zaszczyt przekonać się o tym na własne, załzawione oczy.

Londyn tego weekendu żył innymi wydarzeniami. Na świat przyszła księżniczka Charlotte, kończył się sezon piłkarski, a pogoda, jak na Anglię, była wyjątkowo szczodra. Droga do wyłaniającej się zza szeregu drzew Royal Albert Hall, wiodąca niezwykle elegancką Kensington Road, upływała mi w sielankowej, pełnej uśmiechu atmosferze. Tak jakby nikt z obecnych nie był świadom tego, że za chwilę pewien fantasmagoryczny mistyk rozerwie nam serca na strzępy swoimi długimi, szpiczastymi palcami.

Była to moja pierwsza wizyta w tym prestiżowym miejscu, dlatego warto zatrzymać się na chwilę, aby westchnąć nad majestatem i pięknem tej wiktoriańskiej sali. Jej foyer i widownia wciąż wygląda, jakby na codzień odwiedzali ją brytyjscy lordowie w cylindrach i monoklach. Tymczasem pod sufitem dyskretnie czuwają nad wyborną akustyką ultra-nowoczesne dyfuzory, wyglądające jak kokony do przemycania obcych na naszą małą planetę. Innymi słowy, jest to miejsce gdzie Ellen Ripley mogłaby spotkać Kubę-Rozpruwacza, o ile udałoby im się zdobyć bilet na ten wyjątkowy koncert.

Nie bez powodu zachwycam się samą salą, jako że jej wygląd i atmosfera miały swój wpływ na odbiór przedstawienia. Wciąż pamiętam ubiegłoroczny występ Cave’a i jego kompanii w mniejszym, bardziej intymnym i dekadenckim Koko w dzielnicy Camden. Wtedy dosłownie pływał w ludziach, co można zobaczyć we fragmentach filmu „20 000 dni na Ziemi”. Teraz, odniosłem wrażenie, wziął sobie do rozbuchanego serca powagę miejsca, chociaż nie powstrzymało go to od tradycyjnego zaproszenia ludzi jak scenę, jak i spaceru z mikrofonem wzdłuż rzędów, niczym zombie Franka Sinatry.

W teorii miał być to występ solowy (bez The Bad Seeds). W praktyce, Cave’owi towarzyszyli na scenie Warren Ellis, Barry Adamson, Thomas Wydler i niestrudzony Martyn Casey, czyli większość obecnego składu Niezłych Ziółek. Można gdybać, czy brak Micka Harvey i oczywiście Blixy Bargelda wpływa na wartość tego zespołu. Maestro wyraźnie tęskni za nimi, chociaż jednocześnie podkreśla niezwykły charakter i talent brodatego Warrena Ellisa, który udanie zastąpił Blixę w randze pierwszego oficera na pokładzie.

Repertuar był tego wieczoru zachwycający. Obok stałych punktów programu otrzymaliśmy chociażby mniej „oczywisty” "Love Letter" czy w zasadzie cały bis pełen niespodzianek, ozdobiony coverem Leonarda Cohena. Osią koncertowej narracji pozostała jednak mieszanka nowych, wyśmienitych kompozycji z płyty „Push the Sky Away” z historycznymi klasykami. Jedna z nowych piosenek, "Higgs Boson Blues", już na stałe weszła do koncertowego repertuaru Cave’a jako popis jego hipnotyzerskiego stylu i mistrzostwa ceremonii uwodzenia serc na wieczne pokuszenie. Część utworów wykonywał cały zespół, a część sam Cave na fortepianie. I to właśnie w takiej samotnej wersji zaserwował "The Weeping Song" – piosenkę po którą tu przyjechałem. Już na wstępie, przy drugim utworze, ustawił mnie do końca koncertu w poczuciu zachwytu i spełnienia. Zaraz po niej żelazny "Red Right Hand", z tym dzwonem i tymi organami. A za chwilę – „To będzie piosenka o pewnej kaplicy tu niedaleko” – i już wiadomo, że czeka nas "Bromtpon Oratory"; niby o kaplicy, a tak naprawdę o kobiecie. Przecież to Cave.

Co jeszcze, co jeszcze? Czy będzie Henry Lee? A może "Are You The One I've Been Waiting For"?.. A co z "Lime Tree Arbour"? Wyobraźnia w takich chwilach wariuje, ale głód na tym etapie koncertu został zaspokojony. Teraz pozostało łakomstwo, które jak wiadomo prowadzi do piekła. Ale Cave już w nie nie wierzy – i serwuje najpierw wzruszającą, jakże prostą w słowach pieśń o tęsknocie i miłości („Love letter, love letter... go get her, go get her”), a potem poddaje się egzekucji na krześle elektrycznym w "The Mercy Seat". Publiczność jest oczarowana i stara się wykrzykiwać swoje kolejne życzenia pod adresem artysty, które on jednakowoż z gracją ignoruje. Z jednym wyjątkiem – "Tupelo", dla matki jednego z fanów. „W tym wieku spotykam już ludzi proszących o piosenki dla swoich rodziców”, żartuje Cave. W jego obecnym stylu jest dużo więcej dystansu do samego siebie i dużo poczucia humoru. A gdy cała publiczność już na sam koniec stoi pod sceną, ku zgrozie eleganckich strażników Albert Hall, następuje wyciszenie. Tytułowa kompozycja z „Push the Sky Away” – to chłodna, idealna koda; and some people say it's just rock'n roll, oh but it gets you right down to your soul.

Mimo upływu lat Cave pozostaje sobą – niepisanym dziedzicem Leonarda Cohena, Williama Faulknera i Klausa Kinski; mistrzem romantyzmu i eschatologii, opiewającym niespełnioną miłość i nieuchronną śmierć, zachwyt nad pięknem i ból ludzkiej zguby. Jego upiorna elegancja i głęboki głos z zaświatów hipnotyzują kobiety nie gorzej niż Bela Lugosi w latach 30-tych. Jako wszechstronny twórca jest z powrotem na fali wznoszącej: „Push the Sky Away” to jego najlepszy album od lat, o ile nie najlepszy w ogóle. Do tego film, ścieżki dźwiękowe, proza, wiersze... jak gdyby spieszył się spełnić wszystkie swoje twórcze zachcianki, zanim wyczerpią się jego siły doczesne. Tak jak ja spełniam swoje. Długo nie mogłem „wyjść” z tej sali po tym niezapomnianym koncercie.

  1. Water's Edge
  2. The Weeping Song
  3. Red Right Hand
  4. Brompton Oratory
  5. Higgs Boson Blues
  6. Mermaids
  7. The Ship Song
  8. From Her to Eternity
  9. Stranger Than Kindness
  10. Love Letter
  11. Into My Arms
  12. West Country Girl
  13. Tupelo
  14. Black Hair
  15. The Mercy Seat
  16. Jubilee Street

--------------------------------------------------

  1. Avalanche
  2. And No More Shall We Part
  3. Breathless
  4. Jack the Ripper
  5. Up Jumped the Devil
  6. The Lyre of Orpheus

--------------------------------------------------

  1. Push the Sky Away

Autor: Jakub Oślak

Pokrewne wątki:

Waterparks zagrają w Warszawie

2020-10-20

Grupa Waterparks z Teksasu zagra 8 lipca w warszawskiej Proximie.

Czytaj więcej...

Autobiografia Mikołaja Trzaski w listopadzie

2020-10-20

25 listopada do sprzedaży trafi książka "Wrzeszcz. Autobiografia" - zapis wywiadu z Mikołajem Trzaską przeprowadzonego przez Tomasza Gregorczyka i Janusza Jabłońskiego.

Czytaj więcej...

Marcin Pająk zapowiada premierę trzeciego albumu

2020-10-19

W drugiej połowie listopada do sprzedaży trafi trzeci solowy album mieszkającego w Wielkiej Brytanii polskiego gitarzysty Marcina Pająka.

Czytaj więcej...

Patrycja Kosiarkiewicz wyda nowy album

2020-10-19

28 października ukaże się premierowa płyta Patrycji Kosiarkiewicz "Ogólnie Chodzi O To".

Czytaj więcej...

Bleed From Within zagra w Warszawie

2020-10-19

Szkocka metal core'owa grupa Bleed From Within zagra 9 listopada przyszłego roku w warszawskiej Hydrozagadce.

Czytaj więcej...

Henry David’s Gun wraca po 2 latach z serią koncertów

2020-10-19

22 października rozpocznie się krótkie tournee trio Henry David's Gun po naszym kraju.

Czytaj więcej...

Zmarł Gordon Haskell

2020-10-18

Były wokalista grupy King Crimson odszedł na zawsze w wieku 74 lat.

Czytaj więcej...

Praczas wyda 'Opus Minimum'

2020-10-18

Sygnowany pseudonimem Praczas (Rafał Kołaciński, m.in. Masala, Village Kollektive, współpraca z Pablopavo) album „Opus Minimum” to efekt wieloletniej fascynacji muzyką w jej najszerszym rozumieniu: od klasyki, przez elektronikę, po death metal. Premiera - 23 października.

Czytaj więcej...

Wardruna pokazała 'Białego Kruka'

2020-10-17

Słynna norweska grupa zaprezentowała porywający klip do utworu "Kviravn" (Biały Kruk).

Czytaj więcej...

Scott Stapp w Warszawie dopiero w 2022 roku

2020-10-17

Wokalista grupy Creed przełożył swój warszawski koncert na luty 2022 roku.

Czytaj więcej...

Koniec treści

Brak więcej stron do załadowania