Newsy muzyczne

Wywiad: Ania Szarmach

W kwietniu ukazał się nowy album Ani Szarmach zatytułowany "Shades of Love". Artystka opowiedziała nam między innymi o: powstawaniu tej płyty, niezwykłych miejscach w Warszawie, w których została on zarejestrowana, a także o byciu artystką niezależną oraz telewizyjnych talent-shows.

- Na Twój nowy album czekaliśmy aż 4 lata. Dlaczego tak długo?

- To wyglądało nieco inaczej z mojej perspektywy. O nowych utworach myślałam już po zakończeniu pracy nad poprzednim albumem czyli „Pozytywką” z 2012 roku. W 2013 roku pisałam muzykę ,a także graliśmy koncerty, między innymi z Frankiem McCombem, który pojawił się na „Shades Of Love”. W 2014 roku zaczęliśmy się spotykać i pracować nad nowymi piosenkami. Sam proces nagrywania tej płyty trwał rok.

- Na „Shades of Love” wystąpiła cała plejada gwiazd. Oprócz wspomnianego już Franka McComba także między innymi Marcin Wasilewski, Adam Bałdych, a produkcją zajęli się Jabco i Envee. Jak wyglądała praca nad tym albumem? Odnoszę wrażenie, że była nagrywana na tak zwaną „setkę”…

- Zgadza się. Album był nagrany właśnie w taki sposób. Korzystaliśmy z instrumentów analogowych, bo chcieliśmy by płyta była organiczna, brzmiała naturalnie i była zagrana przez żywego człowieka. Dlatego zainwestowaliśmy w instrumentarium rodem z lat 80 i 90 - Roland Juno 106 , Korg Polysix, Yamaha DX 7, Oberheim DX, Korg Poly 61. Rhodes Mark II, Yamaha TX 802. Nasycenie brzmienia i ciepło, które generują te instrumenty są nie do uzyskania przy korzystaniu z cyfrowych instrumentów. Oprócz elektroniki korzystaliśmy z instrumentów akustycznych – wibrafon, fortepian, sekcja dęta. Chciałam, by „Shades of Love” brzmiało naturalnie, ale jednocześnie miałam pragnienie „zepsucia” czegoś oraz chciałam aby album był nowoczesny. Potrzebowałam do tego odpowiedniej osoby, którą był się Maciej „Envee” Goliński. Dzięki niemu zrewolucjonizowaliśmy nasze myślenie o tym albumie.

Podczas nagrywania „Shades of Love” przychodziliśmy sobie do studia jak do pracy. Osiem godzin, od 8 do 16 lub od 16 do późnej nocy. Najlepiej pracowało nam się rano. Przynosiłam do studia piosenki i tam je wspólnie aranżowaliśmy. Było też tak, że te kompozycje dostarczałam do Grzegorza „Jabca” Jabłońskiego i tworzyliśmy szkic aranżu – wgrywaliśmy harmonię i melodię jak również programowaliśmy do tych kompozycji bębny, bas , czasami jakiś jeden charakterystyczny i potrzebny motyw czy instrument – gitara czy sekcja dęta. Po czym zanosiliśmy taką bazę do studia , do Envee’go. Jeśli uznaliśmy, że któraś z części w piosence ma potencjał by ją wydłużyć lub skrócić, to zmienialiśmy jej formę. Nie chciałam kierować się klasycznym podejściem, że formy mają być określone i zamknięte. Nie obchodził nas zupełnie czas trwania tych utworów. Ważna była muzyka i to, aby ona miała szansę zapulsować. Chcę podkreślić, że nie było to zamierzone działanie. Po prostu: jak nas poniosło, to szliśmy za muzyką.

- Na płycie pojawiły się też odgłosy miasta…

- Envee, który zna chyba wszystkie zakątki Warszawy powiedział, że istnieje tunel, którym można przejść z Saskiej Kępy do brzegu Wisły. Nad tym tunelem jeżdżą samochody, a w tunelu jest niesamowity pogłos. Poszliśmy tam którejś nocy z Enveem oraz Markiem Borettim i nagraliśmy te partie Marka, gdzie czyta on fragment poezji do utworu „Shades of Love”. Wieczorem trafiliśmy też nad ognisko, przy którym siedziało ze 20 osób. Mark zaczął czytać, ludzie zamilkli wsłuchani w niego, a my rejestrowaliśmy przepiękny głos czytającego Marka i te odgłosy ogniska. Innego dnia trafiliśmy do Parku Skaryszewskiego. Zaczynała się wiosna, śpiewały ptaki. Wiesz, to są tylko drobne elementy na tej płycie, ale jakże prawdziwe i naturalne. I ile klimatu i energii nam wniosły!

- Do kogo należało ostatnie słowo w studiu nagraniowym? Pytam o to, bo jak już wspomnieliśmy w powstawaniu albumu brało udział kilkunastu znanych muzyków oraz producentów….

- Pomysłodawcą całego projektu jestem ja. Podpisuję się pod tym, piszę piosenki i teksty. Jednak w trakcie sesji nagraniowych panowała demokracja. Wszyscy mamy bardzo silne charaktery i na początku bałam się konfliktów na tle osobowościowym. Gdy jednak naturalnie postawiliśmy sobie jako główny cel muzykę, to ciekawość i chęć poznania nowej koncepcji i nowych pomysłów drugiej osoby była zawsze istotna.

Staram się być otwarta na pomysły innych ludzi i udało się to także Envee’mu i Jabcowi. Dlatego, gdy któreś z nas mówiło, że dany dźwięk czy pomysł nie jest w porządku bądź nie pasuje, to pozostała dwójka starała się to zrozumieć. Jednak jeśli dwie osoby bardzo się nie zgadzały z opinią trzeciej osoby, to ta trzecia osoba nie miała szans (śmiech). Miałam tak fantastycznych instrumentalistów i współpracowników, że kilka dni po wydaniu „Shades Of Love”, gdy słucham tej płyty, wiem już, że nasze edycyjne dyskusje podczas pracy nie miały większego znaczenia; pytania - czy dźwięk był taki czy też trochę inny… Ważne jest ogólne wrażenie ale jak jesteś w studio to wkręcasz się i doprecyzowujesz każdy dźwięk. Natomiast nie zmienia to faktu ,że dla nas podczas rejestrowania poszczególnych instrumentalistów ważny był „spontan” i prawda.

- Jest to Twoja pierwsza płyta zaśpiewana niemal w całości po angielsku. Dlaczego zdecydowałaś się na język Szekspira?

- Decydujące w pewnym stopniu było spotkanie z Frankiem McCombem. Pierwszą piosenką, jaka powstała był utwór „Rolling Stones”, w którym zaśpiewaliśmy w duecie. Jest to utwór opowiadający o historii naszego spotkania. Gdy zaczęłam pisać kolejne piosenki, a pamiętam, że „By Your Side” było drugie, a „Shades Of Love” trzecie, miałam fragmenty polskich tekstów. Gdy przyszłam do studia to zaczęliśmy się zastanawiać, że może spróbowalibyśmy dać angielskie teksty, aby ta płyta była zrozumiała także dla obcokrajowców. Tym bardziej, że mieliśmy różne sytuacje podczas koncertów, które nas do tego skłaniały. Na przykład ludzie z jakiegoś chóru gospel nagrali naszą próbę (graliśmy cover jednego z utworów The Eagles) telefonem komórkowym i pytali się później skąd jesteśmy (śmiech). Z kolei na koncercie w Szczecinie zespół z Londynu, który nas supportował, nagrywał cały nasz koncert. Zaprosili do stolika jakąś dziewczynę i podczas występu tłumaczyła im na angielski wszystkie moje ,polskie teksty, które śpiewałam (śmiech). Te sytuacje poniekąd przyczyniły się do decyzji, że warto nagrać album z tekstami po angielsku.

- Jesteś absolwentką prestiżowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Jak myślisz: gdybyś jej nie skończyła, to Twoja kariera muzyczna potoczyłaby się inaczej? Byłabyś teraz może w innym miejscu?

- Trudno powiedzieć. Myślę, że wiele rzeczy się stało, bo tak miało się stać. Nie wszystko można zaplanować, ale jeśli czegoś bardzo chcesz, to nic nie stanie na przeszkodzie. Moja Mama powiedziała mi po egzaminach do Akademii w Katowicach, że jeśli się tam nie dostanę, to i tak będę robiła to, co będę chciała robić. Będę studiowała może coś innego, ale i tak nadal będę miała swój zespół. Zresztą wtedy już grałam koncerty z moim pierwszym zespołem. Mój pierwszy band założyłam w wieku 15 lat . A potem, kiedy cały czas z tym zespołem graliśmy trudno mi było rozstać się z nimi. Lecz pojechałam do Katowic. Natomiast rzeczywiście- spotkanie wielu wybitnych muzyków na studiach w Katowicach wywarło na mnie ogromny wpływ. To była wielka nauka. Pamiętam, że po przyjściu do tej szkoły nie mogłam uwierzyć, że można poświęcać tyle czasu tylko swojej pasji. W każdej chwili można było sobie grać na fortepianie albo innym instrumencie w odosobnieniu - akademik bowiem był połączony z uczelnią i dosłownie w kapciach można było iść do ćwiczeniówki i pracować. Niesamowite. Co ciekawe - na roku byłam z Grzegorzem „Jabco” Jabłońskim, z którym pracuję do dziś.

- Płyta ma przepiękną okładkę, która świetnie współgra z zawartością muzyczną oraz tekstową tego albumu. Kto był autorem tej okładki?

- Autorem projektu jest Maciej Hajnrich, natomiast zdjęcia robił Paweł Grabowski. Z Maćkiem współpracuję od pierwszej płyty. Robił wszystkie okładki moich albumów, bardzo dobrze mnie zna, choć widzieliśmy się 3 albo 4 razy w życiu (śmiech). Natomiast na pewno przegadaliśmy kilka lat przez słuchawkę! Maciek zawsze poznaje koncept muzyczny u źródła. A ponieważ jest osobą szalenie kreatywną i operatywną w temacie wizualizacji, doskonale rozumie moje przenośnie gdy mówię o muzyce. On od razu przenosi to na obrazy. To Maciek dostał pierwsze wersje piosenek, by się przysłuchiwać klimatowi albumu. Wiedział, że płyta jest inspirowana latami 80/90. Pamiętam, że zadzwonił do mnie i powiedział mi, że słowo-klucz, które będzie określać okładkę i które również słyszy w muzyce to „wielowarstwowość”. Wiele warstw miłości, wiele warstw zawartych myśli, wiele warstw muzycznych. A wszystko będzie się przenikać…Maciek to wielki artysta!

- W książeczce dołączonej do płyty zamieściłaś pozdrowienia dla wszystkich artystów niezależnych. Jak ważna jest dla Ciebie niezależność w muzyce?

- Najważniejsza. Mam naturę, która nie może być zależna od drugiego człowieka. Trudno mi sobie wyobrazić, aby ktoś nakazywał mi pójście w kierunku muzycznym, w którym iść nie chcę. Mam swój gust i wiem, co jest dla mnie najlepsze. Natomiast nie wyklucza to moich wątpliwości i chęci podejmowania dyskusji czy pójścia na kompromis z moimi autorytetami, którymi są muzycy, z którymi współpracuję czy osobowości , które cenię i podziwiam. To z nimi chcę coś budować i dawać im dużo swobody oraz wolności. Bycie artystą niezależnym może wyzwolić i rozwinąć osobowość muzyka. Póki co mam ku temu szanse, więc chcę z siebie wykrzesać jak najwięcej potrafię. Coraz bardziej przekonuję się do słuchania innych, gdyż chcę, by ktoś pozmieniał coś we mnie. Nie chcę by moja muzyka brzmiała zawsze tak samo. Chętnie poddaję się temu, by muzyka mnie przetwarzała. Muzyka uczy i czyni mnie coraz lepszą.

- Jesteś artystką, która od kilkunastu lat osiąga sukcesy dzięki ciężkiej pracy. Jaka jest Twoja opinia na temat talent-shows?

- To nie jest droga dla mnie. Chodzenie na skróty to trochę nie jest w porządku dla mnie samej. Niedawno moja przyjaciółka powiedziała mi fajną rzecz, a mianowicie: „jeśli się nie natrudzisz w związku z własnym rozwojem, to nie poczujesz, że się rozwijasz ”.  Według mnie pokazywanie siebie w formie ekspresowej jest jakimś wyjściem, ale… nie dla mnie. Natomiast jeśli ktoś, kto taki program wygra ma wystarczająco dużo siły, by potem jeszcze się utrzymać na topie i wykorzystać swój sukces, to jego sprawa. Być może jest to najlepsza droga dla tego kogoś. Poza tym chyba byłoby mi ciężko jako artyście niezależnemu śpiewać piosenki narzucone mi z góry. Nie czułabym tego. Wszystko musi mieć swój czas. Te programy i ich „szybka”, ekspresowa forma są przystosowane dla wygody telewidza, a nie artysty. Przykro mi to mówić, ale tam nie chodzi o muzykę. Tam chodzi o oglądalność.

- Dziękuję za rozmowę. 

Autor: Grzegorz Szklarek

Pokrewne wątki:

A_GIM stworzył soundtrack do gry

2020-09-26

A_GIM wraca z nowym materiałem. Tym razem założyciel formacji Öszibarack i Nervy, a ostatnio jedna z kluczowych postaci polskiej sceny techno, nagrał soundtrack do gry „This is the Zodiac Speaking”.

Czytaj więcej...

25 lat debiutanckiego albumu Rammstein

2020-09-26

Debiutancki album Rammstein „Herzeleid” w nowej limitowanej wersji.

Czytaj więcej...

Royal Blood wrócili z nowym singlem

2020-09-25

Pierwsza zapowiedź wyczekiwanego przez fanów nowego albumu, który planowany jest na wiosnę 2021 roku.

Czytaj więcej...

Pierwsza zapowiedź nowego albumu Lunatic Soul

2020-09-25

„The Passage” to pierwsza muzyczna odsłona z nadchodzącego albumu Lunatic Soul, zatytułowanego „Through Shaded Woods”. Tym razem Mariusz Duda zabiera nas w muzyczną podróż zainspirowaną skandynawskim i słowiańskim folkiem.

Czytaj więcej...

Nowy singel Pixies

2020-09-25

Grupa kierowana przez Franka Blacka podzieliła się nowym utworem "Hear Me Out".

Czytaj więcej...

Mr. Bungle wyda nową wersję demo z 1986 roku

2020-09-25

Ukazał się nowy singel supergrupy Mr. Bungle, w składzie której jest m.in. Mike Patton z Faith No More.

Czytaj więcej...

Pink Freud zapowiada nowy album

2020-09-24

Najbardziej rockandrollowy zespół jazzowy wraca po kilkuletniej przerwie z nową płytą. Album „piano forte brutto netto” ukaże się już w październiku 2020 nakładem wytwórni Mystic Production.

Czytaj więcej...

Al Jourgensen na nowym singlu Static-X

2020-09-24

Lider grupy Ministry użyczył swojego wokalu w kompozycji "Dead Souls" grupy Static-X.

Czytaj więcej...

Rosyjskie Shortparis wydało nowy utwór

2020-09-24

Utwór "CluckCluckCluck (Structures Don't Take To The Streets)" to pierwszy zwiastun nowej muzyki od czasu wydania albumu z 2019 roku zatytułowanego “Thus The Steel Was Tempered”.

Czytaj więcej...

Nowy teledysk od Stevena Wilsona

2020-09-24

Były lider grupy Porcupine Tree kontynuuje promocję solowego albumu "The Future Bites" wydanego w czerwcu tego roku.

Czytaj więcej...

Koniec treści

Brak więcej stron do załadowania