Recenzje

2017-05-18
L.Stadt - "L.Story"
"Po premierze „Oczu kamienic” – utworu promującego płytę spodziewałem się spokojnego albumu. I „L. Story” zaczyna się dźwiękami pianina. Ale po nich pojawia się zgrzyt i wszystko się zmienia. Jakby zespół chciał powiedzieć: „Myśleliście, że będzie tylko ckliwie i spokojnie? To jesteście w błędzie”" - tak zaczyna recenzję nowej płyty łódzkiego L.Stadt nasz recenzent Marcin Knapik.
Wykonawca: L.Stadt
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2017

Ostatnia płyta L.Stadt ukazała się w 2013 roku. Na „You Gotta Move” znalazły się covery utworów artystów z Ameryki. Poprzednim prawdziwie premierowym krążkiem zespołu jest więc „El.P” sprzed ponad 6 lat. Płyta „L.Story” ma swoją historię. W 2016 roku zespół nawiązał współpracę z Konradem Dworakowskim – dyrektorem łódzkiego teatru Pinokio. Miał to być jednorazowy projekt. Występ we Wrocławiu wspólnie z Wielkim Chórem Młodej Chorei (grupą powstałą w 2011 roku przy łódzkim teatrze Chorea) w ramach Koalicji Miast (przedsięwzięcie związane z Europejską Stolicą Kultury). Wyszło tak dobrze, że zdecydowano się na nagranie płyty.

„L.Story” to pierwsze dzieło łódzkiego zespołu, gdzie mamy wyłącznie polskie teksty. Dopisujemy więc L.Stadt do listy artystów, którzy wcześniej śpiewali głównie po angielsku, a teraz podążyli drogą śpiewania w ojczystym języku. To cieszy. Ale z pewnością nie byłoby tego bez Dworakowskiego – autora tekstów do tej płyty. Opowiadają o przeszłości, o wspomnieniach. O mieście, w którym są jeszcze ślady dawnych zdarzeń. W wielu wzbudzą one wspomnienia i refleksje.

Muzycznie dostajemy pełen wachlarz brzmień. Już na dzień dobry dostajemy najbardziej rozbudowany utwór – „Strumień Świadomości”. Transowe, hipnotyzujące nagranie. Hipnotyzowanie słuchacza potęguje melorecytacja Łukasza Lacha. Przełamuje ją podniosły refren z Wielkim Chórem Młodej Chorei w roli głównej. I jeszcze część instrumentalna, gdzie do syntezatorów i perkusji dołącza jeszcze gitara. Potem refleksyjna ballada „Oczy kamienic” z pianinem (pojawiającym się zresztą w większości utworów) i gitarą akustyczną. „Halo” zupełnie inne stylistycznie, bardzo elektroniczne. Spokojniejszy, transowy „Most” – połączenie pianina z rytmem wybijanym przez syntezatory. Pierwsza połowa albumu – zestawienie czterech różnych muzycznie utworów. „Pozwól Zasnąć/Idzie Sen”, jak sugeruje już tytuł, podzielony jest na dwie części. Pierwsza – nienachalna elektronika z domieszką saksofonu, druga – oszczędniejsza dźwiękowo, niczym kołysanka. Najbardziej eksperymentalnym utworem na płycie jest „Gdybym”. W nim zamiast Łukasza Lacha śpiewa Adam Lewartowski. Zaś zespół wgłębia się w muzykę etniczną. Pomaga w tym ciekawe instrumentarium, m.in. cigar box guitar, czyli gitara z pudełka po cygarach i shakery. Do tego zapach dawnych czasów dzięki brzmieniu. I śpiew Wielkiego Chóru Młodej Chorei, który robi na całej płycie kawał dobrej roboty. Logiczne byłoby zakończenie albumu „Strumieniem”, czyli repryzą utworu otwierającego płytę. Ale zespół zostawił jeszcze coś na koniec. Bogatą brzmieniowo kompozycję o nowym otwarciu – „Od Nowa”.

„L.Story” to płyta inna od poprzednich dokonań L.Stadt. Dojrzalsza, zaglądająca w bardzo różne muzyczne rejony. Tekstowo – nostalgiczna, ale też zastanawiająca. Dobrze, że projekt, który miał być jednorazową przygodą zaowocował albumem. Mającym w sobie to „coś”, co sprawia, że chce się wracać do tych 36 minut. Na ten moment – jedna z najlepszych polskich płyt tego roku.


Autor: Marcin Knapik