Recenzje

2017-06-21
Cigarettes After Sex - "Cigarettes After Sex"
"„Cigarettes After Sex” to fonograficzny debiut zespołu o takiej samej nazwie, chociaż istnieją już blisko 10 lat. Ich dream-popowa muzyka to coś, co powstało dzięki wpływom Cocteau Twins czy Slowdive, ale dopiero w dzisiejszych czasach stała się rzeczą normalną, nie objawieniem" - napisał Jakub Oślak w recenzji nowej płyty Cigarettes After Sex. A już 7 grudnia zespół wystąpi w warszawskiej Progresji na jedynym koncercie w naszym kraju.
Wykonawca: Cigarettes After Sex
Wytwórnia: PIAS
Rok wydania: 2017

Powstali w Teksasie, mieszkają w Nowym Jorku, ale duchowo bliżej im do zachodniego wybrzeża. Kalifornia nocą, w swoim nieruchomym majestacie, zaklęta w usypiających balladach o pięknie i bólu. Albo bardziej na północ, gdzie więcej śniegu, kawy i lasów, gdzie w barach wciąż wolno palić, a na klubowych scenach umierają nieświadome anioły. Tamta strona świata w ostatnich latach lubuje się w tego typu estetyce – dźwiękach spowalniających czas, w ciemności, bez ruchu, gdzie skumulowane myśli zaczynają wymykać się spod kontroli i przybierają postać snu. Sprawom nie pomaga lider zespołu Greg Gonzalez, śpiewający najbardziej kobiecym głosem od czasu Jonsiego Birgissona. Cała ta płyta sprawia, że jej słuchacz usypia, śni, wiruje w podświadomości i opada w bezwładzie.

„Cigarettes After Sex” to fonograficzny debiut zespołu o takiej samej nazwie, chociaż istnieją już blisko 10 lat. Ich dream-popowa muzyka to coś, co powstało dzięki wpływom Cocteau Twins czy Slowdive, ale dopiero w dzisiejszych czasach stała się rzeczą normalną, nie objawieniem. To powolne brzmienie, senne wizje i stan nieważkości, to nic nowego dla tych, co znają chociażby Beach House lub Felt, czy nawet śpiew Julee Cruise nie z tego świata. A mimo to ta muzyka czaruje, relaksuje, usypia i zwyczajnie obezwładnia. To nastrój, jaki wielu z nas chce czuć po stresującym dniu, gdy jedyną rzeczą jaka pozostaje jest leżenie i patrzenie w sufit. W tekstach zespół usiłuje mówić coś o złamanych sercach i miłosnej tęsknocie – ale dobrze wiemy, że tu chodzi o miękki reset głowy na noc.

To jak ta płyta brzmi, jaką porusza estetykę i co usiłuje przekazać stoi w kompletnej opozycji do dzisiejszego świata, jednocześnie trzymając go ukradkiem za rękę. Być może to eskapizm, albo nauka stoicyzmu; żyjemy jednak w świecie, który panicznie bojąc się kolizji nieuchronnie ku niej zmierza. Może wzorem orkiestry z Titanica należy resztę uciekającego życia poświęcić temu, co zawsze sprawiało nam radość, czyli słuchaniu muzyki. „Cigarettes After Sex” brzmi jak coś, co w takich chwilach – melancholii, spleenu i weltschmerzu – może przyjść z pomocą. Pomimo iż nie potrafię się z nią utożsamić, to jednak te stare, elektryczne gitary brzmią jak kojący, świadomy sen. Jest to płyta, która wpisuje się  w pewien trend – dźwięków radia z rozbitego cadillaca o zachodzie słońca. 


Autor: Jakub Oślak