Recenzje

2017-06-25
Ray Wilson - "Time and Distance"
"Time and Distance" to nowy album koncertowy byłego wokalisty grup Stiltskin i Genesis. Płytę zrecenzował dla nas Marcin Knapik.
Wykonawca: Ray Wilson
Wytwórnia: Musicom
Rok wydania: 2017

Ray Wilson w ostatnim czasie bardzo rozpieszcza swoich fanów. Wydaje płyty jedna po drugiej, z prędkością niewiele mniejszą od karabinu maszynowego. Po dwóch albumach studyjnych w 2016 roku („Song For A Friend” i „Makes Me Think of Home”) teraz przyszła pora na wydawnictwo koncertowe – „Time & Distance”.

Nagrania znajdujące się na dwóch płytach to fragmenty trzech koncertów: z Markthalle w Hamburgu, Cultuurpodium Boerderij w Zoetermeer oraz Holland and the Parkstad Limburg Theatre w Heerlen. Pewnie był to jeden z powodów, przez które formuła tego wydawnictwa jest inna niż np. zestawu „Genesis vs Stiltskin - 20 Years and More”. Kluczem jest to, w jaki sposób podzielono materiał z występów.

Pierwsza płyta (13 utworów) poświęcona jest zespołowi Genesis. Artysta nie odżegnuje się od tego epizodu w karierze, zresztą od kliku lat firmuje projekt Genesis Classic i wykonuje także wcześniejsze kompozycje grupy. Najwięcej utworów (cztery) pochodzi z płyty „Calling All Stations”, na której śpiewał. Ale znajdziemy też takie przeboje z dawniejszych lat jak „Home by the Sea”, „Follow You Follow Me” czy „Mama”. Dopełnieniem jest hołd dla solowych dokonań członków zespołu: „In Your Eyes” Petera Gabriela, „Another Day of Paradise” Phila Collinsa, gdzie główną rolę odgrywa fortepian i „Another Cup of Coffee” Mike + The Mechanics z dźwiękami niczym z Afryki. Wilson radzi sobie we wszystkich repertuarach, do których sięga. Na szczególne wyróżnienie zasługują „Calling All Stations”, zbitka utworów z „A Trick of the Tail” – „Entangled” i „Ripples” oraz świetna wersja „Mamy”.

Drugi krążek to przegląd solowej twórczości Raya Wilsona. Co oczywiste, solidną reprezentację mają zeszłoroczne dzieła Raya: „Song for a Friend” i „Makes Me Think of Home” – łącznie pięć utworów. Ale zestaw 12 utworów to przekrój przez wszystkie solowe płyty artysty przyprawiony kompozycjami z albumu „Unfulfillment” zespołu Stiltskin, którego liderem jest Wilson. Ma się wrażenie, jakbyśmy słuchali innego koncertu. Ray opowiadający między utworami o ich historii. Można się poczuć jakbyśmy byli naprawdę na koncercie. Spokojniejsza, bardziej intymna atmosfera niż na pierwszej płycie, choć np. o „Ought To Be Resting” czy „Bless Me” nie da się powiedzieć, że to delikatne utwory. A „truskawkami na torcie”, jakby to powiedział Tomasz Hajto, są „Makes Me Think of Home” i „First Day of Change”. Chce się tego słuchać raz za razem.

Dwie płyty i w zasadzie dwa różne koncerty. Wszechstronność repertuaru w 2,5 godziny. Dla fanów Raya Wilsona „Time & Distance” to pozycja obowiązkowa. Ale polecam zapoznanie się z zestawem także tym, którzy niezbyt dobrze znają twórczość tego muzyka. Np. podczas jazdy samochodem. Może nie w trakcie nerwowych godzin szczytu, ale podczas spokojniejszej drogi. Powinno dobrze grać.


Autor: Marcin Knapik