Recenzje

2017-07-07
Stone Sour - "Hydrograd"
"Corey Taylor bardzo zachwala „Hydrograd”, mówiąc, że jest to najlepsza płyta, jaką nagrał z kolegami ze Stone Sour" - napisał Marcin Knapik w recenzji nowego albumu Stone Sour. Jaka jest opinia naszego recenzenta? Zapraszamy do lektury.
Wykonawca: Stone Sour
Wytwórnia: Roadrunner Records
Rok wydania: 2017

Zmiany, zmiany, zmiany. Tak można podsumować czas od ostatniego autorskiego dzieła Stone Sour – składającego się z dwóch części „House of Gold & Bones”. Z zespołu odszedł gitarzysta Jim Root. Jego miejsce zajął Christian Martucci. Do kapeli dołączył też basista Johny Chow. Dwa lata temu ukazała się EPka z coverami utworów innych artystów “Meanwhile in Burbank…”. W ostatnim czasie lider zespołu – Corey Taylor (będący równocześnie frontmenem Slipknot) wymieniał „uprzejmości” z wokalistą Nickelback – Chadem Kroegerem. Zainteresowani znajdą bez problemu w Internecie tę barwną wymianę zdań.

Jako że to portal muzyczny, a nie plotkarski – przejdźmy do zawartości nowej płyty Stone Sour. Nosi tytuł „Hydrograd”. Jest pierwszym pełnowymiarowym albumem studyjnym zespołu od 4 lat i od zmian, o których mowa powyżej. Składa się z 15 utworów i trwa 65 minut.

„Hallo, you bastards” – takim powitaniem wygłoszonym z rosyjskim akcentem zaczyna się album. Już od początku bez cackania się. W płytę wprowadza instrumentalne intro „YSIF”. Dalej seria trzech mocnych utworów z konkretnym, hardrockowym łojeniem. „Taipei Person/Allah Tea” ubogacona o krzyki Taylora, „Knievel Has Landed” z chwytliwym zaśpiewem i tytułowy „Hydrograd”. Lżejszą kompozycją jest „Song #3”- typowy, rockowy przebój. Nie dziwne, że wybrano go na singla, choć to jeden ze słabszych momentów albumu. Po nim „Fabuless” z krzykami napędzanymi przez agresywne riffy i perkusję. Potem robi się spokojniej. Wolniejsze „The Witness Tress” i „Rose Red Violent Blue (This Song Is Dumb & So Am I)”. Zaczynają one część płyty, gdzie robi się mniej ciekawie. Przynajmniej dla mnie. Wpływ na to może mieć to, że lubię od czasu do czasu (raz częściej, raz rzadziej) posłuchać sobie cięższego grania, ale nie towarzyszy mi ono zawsze i wszędzie. Pewnie też dlatego album wydaje mi się za długi. Choć bardziej prawdopodobna wersja jest taka, że rzeczywiście tak jest. 65 minut – to jest wyzwanie.

Pierwszym, oczywistym kandydatem do odstrzału jest „St. Marie”. Nie pasujący do reszty zapychacz pasujący bardziej do składanki z muzyką hawajską niż tutaj. W dalszej kolejności: „Thank God It’s Over” i „Mercy” – niezłe, ale niewyróżniające się niczym utwory. Wracamy na dobre tory przy „Whiplash Pants”. Tajemniczy początek, a potem już łojenie z krzykami, werblami itd. Plus do tego solówka. Sporo ich na tej płycie. Nowy gitarzysta – Christian Martucci chce się pokazać. I wychodzi mu to bardzo dobrze. „Friday Knights” charakteryzuje się zmianami nastroju. I hałas i nastrojowe, spokojne fragmenty na przemian. Jazdę bez trzymanki zapewnia „Somebody Stole My Eyes”. Na koniec zaś zupełna zmiana nastroju – spokojna ballada „When The Fever Broke”. Bardzo udana. Wypada ona milion razy lepiej niż „St. Marie”.

Corey Taylor bardzo zachwala „Hydrograd”, mówiąc, że jest to najlepsza płyta, jaką nagrał z kolegami ze Stone Sour. Można być innego zdania, ale fani mocnego grania z satysfakcją jej wysłuchają. Osoby słuchające takich brzmień od czasu do czasu też powinny posłuchać. Opłaca się to, mimo trudności spowodowanych długością albumu.


Autor: Marcin Knapik