Recenzje

2017-07-14
Decapitated - "Anticult"
Pochodząca z Krosna grupa deathmetalowa Decapitated wydała siódmy album studyjny. Płytę zrecenzował dla nas Marcin Knapik.
Wykonawca: Decapitated
Wytwórnia: Nuclear Blast Records / Mystic
Rok wydania: 2017

Zanim zaczniemy podróż – ostrzeżenie dla tych, którzy po raz pierwszy spotykają się z nazwą Decapitated (bo może są takie osoby). Najlepszym rozwiązaniem jest bardzo mocne zapięcie pasów. Nie oszukujmy się – nie jest to muzyka dla mieszkańców domu spokojnej starości lub grzecznych dzieci. Bardziej prawdopodobna jest sytuacja, gdy babcia poskarży się rodzicom swojego kochanego wnuka, jakich to rzeczy słucha dziecko. A widząc iście metalową okładkę płyty, na pewno to zrobi. Jeśli już wszyscy gotowi, to zaczynamy.

Założony w Krośnie zespół Decapitated jest jedną z wizytówek polskiego death metalu. Można zaryzykować stwierdzenie, że są bardziej popularni za granicą niż w swojej ojczyźnie. Dowód – w angielskiej wersji Wikipedii już znajdziemy artykuł o nowym albumie. A w polskiej? Nie dość, że takowy dotąd nie powstał (przynajmniej do momentu napisania tej recenzji), to w artykule dotyczącym zespołu nie ma nawet wzmianki o jego tegorocznym dziele.

Siódmy album studyjny – „Anticult”. Jest ostro, szybko, konkretnie. Ostre riffy, blasty. Bardziej mięsiście niż na poprzedniej płycie „Blood Mantra”. Całość – niecałe 40 minut. Zespół ma tu włączone dwa tryby, które naprzemiennie wykorzystuje: „ciężkie granie” i „rzeź”. Cytując komentatora walk bokserskich Andrzeja Kostyrę, na albumie padają na słuchacza bomby cięższe niż te, które Amerykanie zrzucali na Afganistan. Nie ma miejsca na spokój i cackanie się. To jazda 200-300 km na godzinę lub więcej. Albo ostrzał z karabinu maszynowego.

Nawet gdy nie jest szybko, to granie i tak jest ciężkie. Najlepiej to widać w kończącym płytę wolnym, instrumentalnym „Amen”, ale ta zasada stosowana jest w każdej kompozycji. Przy tym utwory są chwytliwe. Większość z nich ma ciężki początek, po czym przechodzi w tryb „rzeź”. Wyjątkiem jest „Anger Line”, gdzie to ustawienie zostaje włączone już od startu. To wszystko zostało polane krzykiem wokalisty Rafała „Rasty” Piotrowskiego i świetnymi solówkami gitarowymi Wacława „Vogga” Kiełtyki. Wizytówkami płyty są rozpoczynający ją „Impulse”, „Earth Scar” z potężną kanonadą na końcu i najbardziej rozbudowany utwór – „Never” z mrocznym riffem zaczynającym i zamykającym kompozycję. Ale na albumie nie ma słabego punktu.

„Anticult” to maszyna rozjeżdżająca słuchacza. Decapitated ugruntowują swoją pozycję na - nie bójmy się słów – światowej scenie deathmetalowej. Z taką płytą po prostu nie ma innej możliwości.


Autor: Marcin Knapik