Recenzje

2017-07-29
Nine Inch Nails - "Add Violence"
Nine Inch Nails uraczyło fanów drugą ep-ką wydaną w ciągu ostatnich 8 miesięcy. Jakie to wydawnictwo? Na to pytania postarał się odpowiedzieć nasz recenzent Jakub Oślak.
Wykonawca: Nine Inch Nails
Wytwórnia: The Null Corporation
Rok wydania: 2017

W ubiegłym roku Trent Reznor po raz kolejny zaszczycił swoich fanów nowym wydawnictwem, w postaci EP'ki "Not the Actual Events". Ten format jest zwykle wydawany wtedy, gdy chce się coś wydać, ale nie ma czego. Mija kolejny rok, a Reznor publikuje następną, bliźniaczo podobną EP'kę, pt. "Add Violence". I, podobnie jak poprzedniczka, zostawia ona wrażenie nie tyle niedosytu, co - mówiąc krótko, ściemy. Pierwszy utwór - "Less Than" - brzmi bardzo dobrze, jak dyskoteka od New Order: żywo, tanecznie, popowo; tylko, że zamiast marzycielskiego głosu Bernarda Sumnera słyszymy wrzaski Reznora przez wokoder. Dalej, "The Lovers" - zupełnie jak Massive Attack, czyli bardzo podobnie do "Not the Actual Events". Kolejne dwie kompozycje - nijakie, do zapomnienia. Natomiast ostatnia zapada w pamięć głównie dzięki rozbudowanej, post-industrialnej końcówce: elektronicznym hałasie pod wysokim napięciem, wstępem do power electronics dla najmłodszych. 

Nine Inch Nails zawsze w moim przypadku było tematem problematycznym. Nawet ich arcydzieła takie jak "The Downward Spiral" czy "Fragile" przyjmuję bardzo sceptycznie; są one, moim zdaniem, po prostu za długie i irytujące. Wrzaski Reznora, wiecznie takie same, oraz tematyka jego słów - ból i cierpienie nadwrażliwego odludka - są zwyczajnie niewiarygodne. On sam to niewątpliwie duża postać, która w studiu potrafi ulepić ciekawą płytę ("With Teeth"), oraz napisać piosenkę wybitną - "Hurt". Co najbardziej oczywiste, Reznor jest mistrzem autokreacji - opakowania, szumu, otoczki i anturażu - podczas gdy merytoryczna zawartość pozostaje boleśnie wtórna i nieciekawa. Nie inaczej jest z "Add Violence", który nie wiem do czego prowadzi, ale jest to mało ekscytujący kierunek.


Autor: Jakub Oślak