Recenzje

2017-08-08
Alice Cooper - "Paranormal"
Dwugłowy Alice Cooper patrzy na nas z okładki swojego najnowszego albumu. Choć sam mówił przed premierą, że nie jest to straszna płyta. Czy naprawdę jest się czego bać?
Wykonawca: Alice Cooper
Wytwórnia: eAR Music / Mystic
Rok wydania: 2017

Jego ostatnia jak dotychczas płyta "Welcome 2 My Nightmare" ukazała się w 2011 roku (po drodze zadebiutowała grupa Hollywood Vampires, gdzie występuje wraz z Joe Perrym z Aerosmith i Johnnym Deppem). Produkcją albumu ponownie zajął się Bob Ezrin, zaś zestaw muzyków pojawiających się na nim – zacny. Na bębnach Larry Mullen Jr. z U2. W tytułowym utworze na basie – Roger Glover z Deep Purple. W „Fallen in Love” na gitarze – Billy Gibbons z ZZ Top.

Alice Cooper uznawany jest za twórcę horror-rocka. Mroczna atmosfera przewija się w tekstach, choć jak podkreśla sam artysta, nie ma na tej płycie myśli przewodniej. Muzycznie – nie ma czego się bać. Jest kilka utworów, które trzeba wyróżnić. Przede wszystkim otwierający album, pokręcony „Paranormal” ze zmianami tempa. Powolny wstęp, nabranie tempa i tak na zmianę. I jeszcze solówka. Poza tym chwytliwe „Fireball”, „Paranoiac Personality” i kończący płytę, spokojny „The Sound of A” z nieco pinkfloydowskim brzmieniem. Na albumie znajdziemy też „Dead Files” z kanonadą bębnów, oparte na chwytliwym riffie „Fallen in Love”, amerykańsko brzmiące „Dynamite Road” i „Private Public Breakdown” czy radosny swing – „Holy Water”. Utwory niezłe, ale większość z nich nie przyciąga większej uwagi.

Do jaśniejszych punktów płyty należy też „Rats” – jeden z utworów, gdzie grają członkowie oryginalnego składu zespołu Alice’a Coopera sprzed lat: Dennisa Dunawaya, Neala Smitha i Michaela Bruce’a. Artysta po raz kolejny w ostatnich latach zaprosił ich do współpracy. Efektem tego oprócz „Rats” są znajdujące się na drugiej płycie dobre „Genuine American Girl” oraz „You and All of Your Friends”. Poza tym Dunaway gra na basie w „Fireball” i „The Sound of A”. Na bonusowym krążku możemy też posłuchać sześciu nagrań z koncertu (już z obecnym zespołem) w Columbus z maja zeszłego roku, m.in. "No More Mr. Nice Guy", "Feed My Frankenstein" i "School's Out". Krótko mówiąc, namiastka „the best of”.

„- Fajny film wczoraj widziałem. - Momenty były? - No masz.” Ten kabaretowy dialog przypomniał mi się podczas słuchania nowego dzieła Coopera. Jak na prawie 70-latka, daje sobie radę nieźle. Fajna płyta, momenty są. Ani słaba, ani świetna, dobrze się jej słucha. Taki album środka.


Autor: Marcin Knapik