Recenzje

2017-09-25
Closterkeller - "Viridian"
Closterkeller powrócił z pierwszym od 6 lat studyjnym albumem. Czy pogłoski o artystycznym wypaleniu zespołu były prawdziwe? Na to pytanie odpowiedział nasz recenzent Marcin Knapik.
Wykonawca: Closterkeller
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2017

Zieleń. A żeby być dokładnym – odcień między zielenią a błękitem, zbliżony do koloru morskiego. Taka jest wiodąca barwa dziesiątej studyjnej płyty zespołu Closterkeller. Coś bardziej ożywczego od szarówki dominującej w ostatnich dniach za oknami. I nie taka oczywistość. Mamy do czynienia z legendą polskiego rocka gotyckiego – gatunku  kojarzącego się z czernią, ostrą czerwienią itp. Ale najważniejsza wiadomość jest taka, że zespół w końcu wydał nowy album.

Trzeba się było na niego naczekać. 2011 rok – to data ostatniego studyjnego krążka kapeli zatytułowanego „Bordeaux”. Tylko raz w historii zespołu zdarzyła się podobna przerwa w wydawaniu pełnowymiarowych albumów (2003 – 2009). 6 lat to całkiem sporo. A skład Closterkellera nigdy nie należał do przesadnie stałych rzeczy. Nie inaczej było tym razem. Po kilku zawirowaniach obecny, odmłodzony skład zespołu to: klawiszowiec Michał Rollinger, basista Aleksander Gruszka, gitarzysta Michał Jarominek, perkusista Adam Najman. I Anja Orthodox, której głos ciężko pomylić z jakimkolwiek innym.

Album „Viridian” to ponad godzinny materiał. 11 utworów. Zróżnicowanych. Z jednej strony „Inkluzja” – najbardziej mroczny utwór. Z upiorną atmosferą, pogrzebowym chórem, dźwiękiem dzwonu lub może zegara odliczającego czas. Z drugiej strony „Kolorowa Magdalena” – najoczywistszy wybór na singla, co zresztą uczyniono. Mroku tu za bardzo nie ma. Rock plus trochę rumby, trochę bossa novy. Ale to jedyny tak bardzo odróżniający się od reszty utwór.

A pomiędzy skrajnościami? Nie brakuje dynamicznych, rockowych kawałków. Należą do nich „Król jest nagi” i „Matka Ojczyzna” – dwa utwory z tekstami społeczno-politycznymi. Pośrodku ustawiłbym „Nocne polowanie”, które nie jest aż tak mrocznym nagraniem, jak wskazywałby na to tytuł. A dla przeciwwagi dla dynamicznych fragmentów ciężkie granie – zaczynająca płytę, blisko dziewięciominutowa „Viridiana”, „To albo to” „Pokój tylko mój” czy zamykająca całość z nutą dramatyzmu „Strefa ciszy”. Utwory na płycie łączy obecność charakterystycznego klimatu objawiającego się w ten czy inny sposób. A to mroczny wstęp („Viridiana”, „To albo to”), a to spokojniejszy fragment („Matka Ojczyzna”), a to klawisze, a to klimatyczna partia gitary się zdarzy. I jeszcze jeden łącznik – melodyjność.

Po zmianach w zespole fani mogli sobie zadać pytanie, w jaką stronę pójdzie zespół. Na „Viridian” dostajemy odpowiedź. Jest klimat, jest charakterystyczny głos Anji Orthodox, czyli dwa najbardziej rozpoznawalne elementy DNA kapeli. Mało na tej płycie słabych momentów. Pogłoski o muzycznym wypaleniu Closterkellera okazały się mocno przesadzone.

Autor: Marcin Knapik