Recenzje

2017-09-26
Lunatic Soul - "Fractured"
Piąta płyta Lunatic Soul, czyli solowego projektu Mariusza Dudy, to z jednej strony przełom, a z drugiej kolejny wyraz fascynacji artysty brzmieniami elektronicznymi.
Wykonawca: Lunatic Soul
Wytwórnia: Mystic Productions
Rok wydania: 2017

8 kompozycji, które złożyły się na „Fractured”, przynosi dość zróżnicowany klimat. Już otwierająca „Blood On The Tightrope”, zbudowana wokół zmodulowanego głosu, marszowego rytmu werbla uderza dynamiką, która mniej więcej w połowie utworu zostaje wzbogacona urzekającą partią zloopowanego fortepianu oraz zmodyfikowanego basu. Singlowy „Anymore”,  okraszony przejmującym tekstem, do którego teledysk znajduje się poniżej, płynie w rytmie charakterystycznej partii basu, a przede wszystkim minimalistycznego, zagłuszonego bitu. Do tego analogowy klawisz z lat 80 i mamy idealną prezentację Lunatic Soul Anno Domini 2017.  Na tym tle zaskakuje balladowy, „Crumbling Teeth And The Owl Eyes”, wzbogacony partiami orkiestrowymi, który w drugiej części może kojarzyć się trochę ze wczesnymi dokonaniami Porcupine Tree. Jeszcze ciekawiej wypada elektroniczny i „cykający” „Red Light Escape”, który idealnie pasowałby do ścieżki dźwiękowej jakiegoś mrocznego thrillera. Zaś utwór tytułowy to z jednej strony minimalistyczny bit podbity perkusją, a z drugiej elementy już znane, jak mocna partia gitary basowej i rozmywający się głos Mariusza. Natomiast „A Thousand Shards Of Heaven” to piękna ballada, ponownie wzbogacona partiami orkiestrowymi oraz partiami saksofonu Marcina Odyńca, która równie dobrze mogłaby się znaleźć na ostatniej płycie Riverside. Kulminacją krążka jest „Battlefield”. Delikatny bit okraszony elektronicznymi pejzażami i gęstszą partią perkusyjną, stanowi malownicze tło dla głosu Dudy. Co ciekawe utwór powstał na bazie melodii… bluesowej. Całość zamyka natomiast kompozycja „Moving On”, mocno zakorzeniona w stylistyce Depeche Mode. Nawet głos Mariusza zwłaszcza w refrenie jest tu zbliżony nieco do barwy Dave’a Gahana.

Lunatic Soul wciąż jest polem doświadczalnym Mariusza Dudy. To właśnie tutaj może dać upust swoim fascynacjom muzycznym, które niekoniecznie pasują do Riverside. W przypadku „Fractured” próżno szukać elementów orientalnych, znanych z poprzednich krążków i pod tym względem novum. Album jest też dużo bardziej zwarty i mocniej osadzony w rytmie. Pozostaje czekać na kolejne odsłony tego projektu oraz upragnione, wyczekiwane od samego początku jego istnienia koncerty.


Autor: Maciej Majewski