Recenzje

2017-10-14
Believe - "VII Widows"
"Trzeba się w tę płytę wsłuchać. Przysiąść do niej. Ale poświęcenie czasu na wysłuchanie „Seven Widows” zostanie wynagrodzone. I to w jaki sposób" - tak podsumował recenzję nowej płyty Believe nasz recenzent Marcin Knapik. Zapraszamy do lektury całości.
Wykonawca: Believe
Wytwórnia: Believe
Rok wydania: 2017

Album koncepcyjny – album muzyczny, na którym zawarte utwory tworzą całość pod względem literackim lub muzycznym i są skupione wokół pozamuzycznego tematu. Tak  brzmi definicja na Wikipedii. Za tę formę wziął się tym razem zespół Believe. Nie robił jeszcze tego w swojej działalności. Krótkie wprowadzenie dla osób, które widzą tę nazwę po raz pierwszy: od początku w jego składzie są dwaj byli członkowie zespołu Collage – gitarzysta Mirek Gil i basista Przemysław „Przemas” Zawadzki. Od rozpoczęcia działalności (2004 r.) towarzyszy im japońska skrzypaczka Satomi.

Koncept album. Przedstawia on siedem historii wdów żegnających swoich bliskich. Teksty napisał Robert Sieradzki. Tytuły to prostu liczby rzymskie. Od „I” do „VII”. 65 minut. Kompozycje trwają po osiem, dziesięć, dziesięć, a nawet prawie dwanaście minut. Krytycy często zarzucają artystom grającym rock progresywny rozwlekłość utworów. Sztuką jest nie wywołać u słuchacza takich skojarzeń, nie zanudzić go. W tym przypadku to się udało.

Przez okres od ostatniej studyjnej płyty grupy („The Warmest Sun in Winter” - 2013 r.) zmienił się wokalista. Nowym głosem Believe został Łukasz Ociepa. Okazuje się to bardzo dobrym wyborem. Jego głos świetnie uzupełnia się z graną muzyką. Jak w „IV”, gdzie śpiew brzmi jak wołanie. Temat tego albumu zwiastowałby, że będzie to płyta przeniknięta smutkiem, grozą. Trochę tak jest. Na przykład „I” zaczyna się mrocznym intro, ale potem pojawia się grająca na skrzypcach Satomi i przenosimy się do świata celtyckiego folku i swego rodzaju zwiewności. W przekroju całej płyty ten instrument smyczkowy potrafi tworzyć także smutny, mroczny klimat. Gra Japonki pełni funkcję nie tylko uzupełniającą. Cudownie brzmią połączenia gitary Gila i skrzypiec Satomi, jak choćby w „II”. W tworzeniu atmosfery utworów duży wkład ma perkusista Robert „Qba” Kubajek – też nowa twarz w Believe (jest jego członkiem od 2016 r., wcześniej grał w zespole Closterkeller). A to gra w „IV”, która w połączeniu z skrzypcami tworzy wręcz filmowe tło, a to patent perkusyjny wieńczący „VI” i wprowadzający płynnie do „VII”. Ukoronowaniem gry Przemysława Zawadzkiego są zaczepny bas w „III” i basowa solówka w „V”. Do tych wszystkich wymienionych składników dodajemy jeszcze piękne, melodyjne solówki Mirka Gila. Pięknie płynące. Ta w „VII” wieńcząca utwór i całą płytę to po prostu popis gry.

Każdy członek zespołu dołożył do tego dzieła sporo od siebie. Dostajemy płytę, w której to wszystko świetnie się uzupełnia. I potrafi zaskakiwać. Celtyckie brzmienie „I”. Gęstniejący klimat w „II”, w którym ni stąd ni zowąd pojawia się gitara akustyczna. „III” zaczynająca się zwiewnie, potem robi się ciężko. Gdy wydaje się, że utwór będzie się kończyć, pojawia się solówka przechodząca w dźwięki burzy. „IV” z głosami na początku, budzącymi pinkfloydowskie skojarzenia, klawiszami budującymi napięcie i wspomnianym już wcześniej „filmowym tłem”. Ciężka „V” z atmosferą powagi. Początek „VI” kojarzący się z Anathemą czy pierwszymi płytami Riverside – szepczący wokalista, mroczne klawiszowe tło. W dalszej części nastrój wzmacniają jeszcze kościelne organy. „VII” z wybuchem gitar na rozpoczęcie, nakładającymi się pięknie wokalami i stopniowaniem napięcia. Piękne zakończenie.

Trzeba się w tę płytę wsłuchać. Przysiąść do niej. Ale poświęcenie czasu na wysłuchanie „Seven Widows” zostanie wynagrodzone. I to w jaki sposób.

Autor: Marcin Knapik