Recenzje

2017-10-23
Ted Nemeth - "Ctrl C"
Czy grupa Ted Nemeth uniknęła syndromu drugiej płyty? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w naszej recenzji płyty "Ctrl C".
Wykonawca: Ted Nemeth
Wytwórnia: Mystic Productions
Rok wydania: 2017

Ctrl C. Skrót komputerowy oznaczający „kopiuj”. Niebezpieczny tytuł jak na sytuację, w jakiej znalazł się młody zespół z Łodzi. Debiut już za nimi (w listopadzie 2015 roku wydali „Ostatni krzyk mody”). Lista rzeczy, które mogłyby pójść nie tak wydłużyła się. Zwłaszcza o jedną pozycję. Możliwość wystąpienia problemu pod tytułem „syndrom drugiej płyty”. Obawa, że skrót Ctrl C zostanie zastosowany.

Patrzysz na okładkę, myślisz: The Velvet Underground. Album „The Velvet Underground & Nico”. Słychać w tym materiale też wpływy The Beatles czy styl innych grup z Łodzi (L.Stadt, Cool Kids of Death). Ale spokojnie – nie jest to ordynarne zżynanie. Ted Nemeth dokłada sporo od siebie i dodatkowo – nie kopiuje w stu procentach swojego pierwszego albumu. Próbuje czegoś nowego.

To album krótszy od debiutu. Tylko 35 minut. Ale napełnione treścią. Pozostała energia garażowego rocka, ale została ona wzbogacona. Głównie przez elektronikę. Te różnego rodzaju elektroniczne „przeszkadzajki” przewijają się przez całą płytę. Dużo na tym albumie chwytliwych utworów. „Wspólny Punkt”, „Suche Miejsca”, czy „Bezbolesny” - przebojowy rock z elektronicznymi zabawami. „Zjem Cię” przywołuje na myśl Happysad. Punk i zahaczenie wręcz o poprock dają „Okolice Płuc”. Przejście z refleksyjnego początku do popowego rytmu, a potem rocka przynosi „Ofelia”. Spokojny nastrój panuje w „Nie myśleć”. Jeszcze bardziej refleksyjnie jest w ciekawych „Zasięgach”, bo tutaj pod koniec wybudza nas z tego stanu i atakuje syntezator. To jedna z jego chwil panowania na tym albumie. Najbardziej te wpływy słychać w bardzo elektronicznym „Próbuję Się Do Ciebie Dodzwonić”. Taki utwór z nieco innej parafii z interesującym outro z wykorzystaniem dźwięków rozłączającego się połączenia telefonicznego.

Zaś z zupełnie innej beczki są zamykające płytę „Skowronki”. Piosenka niczym z koncertów unplugged. Smyczki, aż pachnie wiosną. Nastrój zmienia się pod koniec wraz z wejściem agresywnego, elektrorockowego brzmienia. I klika słów o głosie wokalisty Patryka Pietrzaka. Świetnie się słucha tego, jak wyśpiewuje teksty utworów, które dzięki temu robią się jeszcze bardziej ciekawe.

Z przyjemnością informuję, że Ted Nemeth uniknęli zjawiska „syndromu drugiej płyty”. I to w dobrym stylu. Krótko pisząc – dobre, bo polskie.


Autor: Marcin