Recenzje

2017-11-10
Kortez - "Mój Dom"
"(...) Kortez po debiutanckim krążku, który odniósł wielki sukces nagrał jeszcze lepszy album" - tak ocenił album "Mój Dom" nasz recenzent Marcin Knapik.
Wykonawca: Kortez
Wytwórnia: Jazzboy
Rok wydania: 2017

Jeden utwór („Zostań”). Jedna płyta („Bumerang”). Tyle wystarczyło, by Kortez szybko zyskał ogromną popularność. Wdarł się do serc i umysłów wielu osób. Choć nie roztacza wokół siebie gwiazdorskiego blichtru. Teraz wydał swój drugi studyjny album. Dwa lata po debiucie ponownie zaprasza nas do swojego świata.

„Mój dom”. Na okładce zainspirowanej tą z „Bluesa” zespołu Breakout widzimy artystę wraz ze swoim synem Joe. Na płycie dziewięć utworów opowiadających historię związku. Z początku idealnego. Ale od „Dobrego momentu” to się zmienia. Idylliczna atmosfera znika. Zaczyna się proces rozpadu związku. Postępujący coraz bardziej.

Kortez sam przyznaje w wywiadach, że „Mój dom” to historia o nim. O tym, co dzieje się w jego życiu. Główną autorką tekstów na płycie jest Agata Trafalska, która pracowała nad nimi z artystą. Ta współpraca owocuje słowami trafiającymi w punkt. „Mój dom” jest jeszcze bardziej osobisty od „Bumerangu”. Opowiada na początku o pięknych chwilach, o radości. A potem o niełatwych przeżyciach. O miłości rozsypującej się jak domek z kart. O myślach pojawiających się w głowie. Teksty walące obuchem w głowę. Dla mnie np. w „Dziwnym śnie”. Choćby taki fragment: „Znowu mam ten dziwny sen/Nasze łóżko i nasz dom/Rozpaczliwie tulisz mnie/Tak oglądam swoją śmierć”. Robi się strasznie.

Na swoim drugim studyjnym albumie Kortez w zasadzie nie zaskakuje nas brzmieniowo. Ale jednocześnie jest to płyta lepsza muzycznie niż debiutancki krążek. Bardziej pod tym względem dopracowana. Muzyka kreująca nastrój. Nie znajdziemy tu patosu, pompatyczności, ale też nachalnej tandety współczesności. Taki przykład zdobywania popularności w świecie, w którym wydaje się, że wszystko, w tym muzyka musi być szybsze, głośniejsze, jeszcze bardziej kolorowe. Jak widać, wielu poszukuje odskoczni od tego, co sączy się na co dzień zewsząd. Muzyka zazębia się tu z tekstami. Radosne brzmienie w „Dobrze, że cię mam”, knajpiany klimat w „We dwoje”. Nastrój zmienia się wraz ze zmianą wydźwięku tekstów. Melancholia „Dobrego momentu” czy „Trudnego wieku”. I po tym wszystkim na sam koniec dostajemy utwór z innej muzycznie bajki - „Wyjdź ze mną na deszcz”. Syntezatorowe brzmienia lat osiemdziesiątych. Motyw, który wchodzi w głowę i zostaje tam na długo. Może to zapowiedź pomysłów na przyszłość?

Na koniec recenzji mógłbym tradycyjnie pokusić się o podsumowanie „Mojego domu” sprowadzone do słów: bardzo dobry lub świetny. Bo Kortez po debiutanckim krążku, który odniósł wielki sukces nagrał jeszcze lepszy album. Ale wydaje mi się, że w przypadku tej płyty jest jeszcze inny, ważniejszy wymiar jej odbioru. Moim skromnym zdaniem, najważniejszą  przyczyną sukcesu Korteza jest to, że wyśpiewuje historie, z którymi identyfikuje się wielu ludzi. W jednym okresie życia utwory te mogą być nam obojętne, ale w innym nie dają nam spokoju. Robią to „coś”. Dlatego wielu z nas w tym albumie, w tych tekstach odnajdzie samych siebie. Albo teraz, albo za jakiś czas.


Autor: Marcin Knapik