Recenzje

2017-11-14
Lost Horizons - "Ojalá"
Były basista grupy Cocteau Twins przypomniał o sobie nowym projektem Lost Horizons, który wydał debiutancką płytę "Ojalá".
Wykonawca: Lost Horizons
Wytwórnia: Bella Union
Rok wydania: 2017

30 lat temu Simon Raymonde (Cocteau Twins) i Richard Thomas (Dif Juz) brali udział w jednym z najważniejszych projektów w historii muzyki alternatywnej – This Mortal Coil. Pod surowym okiem Ivo Watts-Russella zebrano muzyków związanych z wytwórnią 4AD, aby wspólnie dokonać trzech niebywałych płyt. Była to komunia w muzyce - celebracja pewnych wartości, niezwykłych talentów, wrażliwości i chemii. Wiele osób dałoby naprawdę dużo, aby tą komunię ponownie przywrócić do życia, choćby na chwilę. Częściowo udało się to już wcześniej samemu Watts-Russellowi, który zmontował The Hope Blister – po czym udał się na emeryturę. Każdy, kto kiedykolwiek usłyszał This Mortal Coil wie, że jego życie stało się dzięki temu bogatsze, bardziej natchnione i wrażliwe.

Wiedział to także Simon Raymonde, gdy 20 lat temu założył swoją własną wytwórnię Bella Union. Jest to jeden z prawdziwych bastionów pięknej, alternatywnej muzyki – poławiaczy pereł i znaku jakości. To dzięki nim możemy cieszyć się płytami Fleet Foxes, Midlake czy Beach House – brzmieniem nowego pokolenia ludzi myślących o muzyce inaczej, czyściej. Wzorem swojego mentora Watts-Russella, tak samo Raymonde zajął się łowieniem talentów, samemu odstawiając muzykowanie do poczekalni. Oczywiście do czasu; pierwszą jaskółką był projekt Snowbird, w którym Raymonde po raz pierwszy od wielu lat przekazał światu autorski materiał. A teraz  nadeszło Lost Horizons – od tak dawna wyczekiwane objawienie dziedzictwa This Mortal Coil oraz The Hope Blister.

Recepta jest ta sama – Raymonde i Thomas skomponowali szereg piosenek, z których każda została powierzona do wykonania innemu wokaliście. Są to nazwiska mało znane, dopiero wschodzące lub nigdy nie odkryte. Właśnie na tym polega sens tego projektu – ukazać muzykę bez otoczki sławy, blichtru, oczekiwań, oraz surowych, anonimowych ocen. Dzięki ich wysiłkom powstała „Ojalá” – płyta piękna, pasjonująca, wielowymiarowa, mieszająca style, barwy, temperatury, aromaty i scenariusze. To owoc pasji, talentu, natchnienia, oraz różnych dróg życia i emocji. To modernistyczne, zagadkowe, ujmujące rękodzieło, które chce się przeżywać raz po raz w najwrażliwszych momentach życia. Raymonde i Thomas celebrują tym samym te wartości, jakie przyświecają Bella Union od 20 lat.

„Ojalá” to jedna z tych płyt, które mimo różnorodności swojej treści zachowują logiczną, jednolitą linię brzmienia i wyrazu. Tak jak u This Mortal Coil, jest to album, który „trwa w nieskończoność”, a każda kolejna kompozycja przynosi nowy ładunek emocji i niezapomniane wrażenia. Do pewnego stopnia jest to wręcz męczące; słuchając go odnoszę wrażenie, że nie poświęcam dostatecznie dużo uwagi jednemu dziełu, gdyż tuż za rogiem czeka następne. Tym bardziej, ze „Ojalá” nie gra wciąż do tej samej bramki, ale prowadzi korytarzami przez coraz mniej rzeczywiste, senne komnaty. To jedno z tych dzieł muzyki, któremu należy poświęcić czas; w przelocie, ginie – albo w ogóle go nie słychać. „Ojalá” to triumf Raymonde, Thomasa oraz całej Bella Union; idealny prezent na taką okazję. 


Autor: Jakub Oślak