Recenzje

2017-11-28
Björk - "Utopia"
"Björk oferuje nam niełatwą płytę. Taką, do której klimatu trzeba się przyzwyczaić, sięgnąć po nią kilka razy" - podsumowuje płytę "Utopia" Marcin Knapik. Zapraszamy do lektury całej naszej recenzji nowego albumu islandzkiej artystki.
Wykonawca: Björk
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2017

Björk – islandzka artystka znana jest m.in. dzięki kontrowersyjności. Tym słowem można opisać też okładkę nowej płyty oraz zdjęcia promocyjne do niej. Pytanie, czy pod tą toną dziwactwa jest muzyka, która może przykuć naszą uwagę?

„Utopia” to następczyni „Vulnicury” wydanej na początku 2015 roku. Ponownie artystka zaprosiła do współpracy przy swoim albumie wenezuelskiego producenta – Arcę. Zaowocowało to płytą, która nie jest łatwa w odbiorze. Pierwszy singiel – „The Gate” nie jest zbyt radiowym utworem. Ale na „Utopii” nie znajdziemy przebojów. Nie ma też na niej smutku. Dominują, jak zapowiada już tytuł albumu, utopijne klimaty. Połączenie zderzających się i łamiących bitów z efektem gry 12-osobowego zespołu flecistek. Do tego wsamplowane dźwięki przyrody – głównie ćwierkające ptaki.

Sporo na tej płycie momentów, gdy różne elementy tej układanki zderzają się ze sobą. Ćwierkające ptaki z wybuchową elektroniką w „Arisen My Senses”, zderzające się bity z fletami w „Courtship” - jednym z najjaśniejszych punktów albumu, z tempem i dynamiką, której nie ma zbyt dużo na „Utopii”. Połączenie sampli z fletami owocuje krótkim, instrumentalnym „Paradisia”, którą można obwołać hymnem pierwszego dnia wiosny. Flety odgrywają wiodącą rolę w tytułowym utworze z płyty, w „Tabula Rasa” i „Saint”. Elektronika za to dominuje m.in. w „Claimstaker” czy „Losss” charakteryzującym się agresywnymi bitami niezbyt harmonizującymi się z wokalem. Szczytowy moment antymelodyjności na albumie. Rolę oszczędniejszych, delikatniejszych momentów „Utopii” stanowią np. „Blissing Me”, „Features Creatures” czy „Future Forever” - ładne zakończenie z przytłumionym brzmieniem organów.

„Utopia” to najdłuższy album studyjny Björk. Blisko 72 minuty. I niestety to słychać i czuć. Zauważyłem u siebie podczas słuchania tej płyty następujący mechanizm. Najpierw myśl: „Pewnie za chwilę już będzie koniec”. Patrzysz, ile jeszcze pozostało do końca. Okazuje się, że to dopiero połowa płyty. Dobrze zrobiłoby „Utopii” skrócenie o kilkanaście minut, pozbawienie jej zapychaczy z pożytkiem dla całościowej jakości materiału.

Björk oferuje nam niełatwą płytę. Taką, do której klimatu trzeba się przyzwyczaić, sięgnąć po nią kilka razy. Ta niełatwość muzyki może odstraszać przy pierwszym przesłuchaniu. „Utopia” jest zbyt długą płytą, ale da się z niej wyciągnąć sporo dobrego.


Autor: Marcin Knapik