Recenzje

2018-01-03
Moonlight - "Nate"
Grupa Moonlight kilka lat temu reaktywowała się w formie koncertowej. Teraz uraczyła nas pierwszym od 12 lat albumem zatytułowanym „Nate”.
Wykonawca: Moonlight
Wytwórnia: dMode
Rok wydania: 2018

Skład zespołu stanowią dziś wokalistka Maja Konarska, klawiszowiec Daniel Potasz, basista Paweł Gotłas i gitarzysta Marek Pokorniecki. Brak perkusisty jest wyczuwalny, bowiem materiał został w dużej mierze oparty o sample i automat.  W związku z tym zespół brzmi dzisiaj dużo bardziej elektronicznie i… przestrzennie. Krążek otwiera robotyczny i dynamiczny „Bio”, okraszony intensywnym, a jednocześnie zwiewnym głosem Mai. Nieco ciekawiej brzmieniowo prezentuje się „Off” z samplami smyków, spokojniejszą warstwą muzyczną, klimatycznym wokalem oraz gościnnym udziałem Łukasza Drapały z grupy Chevy.  Mrocznie brzmiący „Sex” buduje nastrój niepokoju, głównie za sprawą cięższego soundu gitary. Kawałek psuje trochę „krajobrazowa” wstawka klawiszowa, która załamuje klimat na kilkadziesiąt sekund. Pod koniec numer jednak do pierwotnej formy. Zaś nowa wersja „Kiedy myśli mi oddasz” zyskała głównie dzięki dodatkowemu brzmieniu bębnów i gitary. Z kolei „Lili” to najbardziej poruszająca kompozycja na płycie. Delikatny klawisz, nienachalne ozdobniki w postaci akustycznej gitary i „orkiestrowego” tła oraz klimatyczny głos Konarskiej, tworzą ujmującą aurę. Ciekawe, bo sąsiadujący z nim, a zbliżony stylistycznie „Ciężar”, cofa już raczej do dawnych dokonań zespołu z przełomu wieków. Zaś nowa wersja „Col” została wygładzona i nie razi topornością rytmiczną jak na „Yaishi”.

Ze wszystkich odświeżonych kompozycji najlepiej wypada jednak „Asuu”, które uderza solidną dynamiką i sporą przestrzenią. „Sensitive” jawi się w tym zestawie jako niezły łamaniec, natomiast „Zabić siebie” kojarzy się nieco z dokonaniami Sweet Noise z okresu „Czasu Ludzi Cienia”. Zaskakująco wypada „Roads”, który swoim folkowym zabarwieniem idealnie sprawdziłby się jako soundtrack do filmu fantasy. Płyta wieńczy natomiast „Kołysanka” – zgodna z tytułem oraz długa wersja „Meren Re dobranoc” na żywo, która brzmi bardzo closterkellerowo. Bonus stanowi angielska wersja „Off”.

„Nate” to taka trochę wizytówka-zbitka. Kilka nowych kompozycji sygnalizujących: wróciliśmy i mamy się nieźle oraz kilka starszych w nowych wersjach. Czekam już jednak na wydawnictwo Moonlight z pełnym premierowym materiałem.


Autor: Maciej Majewski