Recenzje

2018-01-30
Machine Head - "Catharsis"
"Catharsis" to dziewiąty album w dyskografii Machine Head. Płytę zrecenzował dla nas Marcin Knapik.
Wykonawca: Machine Head
Wytwórnia: Nuclear Blast / Mystic Production
Rok wydania: 2018

Już przez premierą albumu zrobiło się wokół niego głośno. To dzięki reakcji zespołu na negatywną recenzję w amerykańskim czasopiśmie „Decibel”. Reakcja była dosadna. Kapela pod dowództwem Robba Flynna musi być bardzo zakochana w swoim nowym materiale, skoro jego krytyka jest przyjmowana jak personalny atak.

Zdaniem Flynna, ta płyta „ma dla Machine Head szczególne znaczenie i ogromne szanse, żeby przeniknąć do mainstreamu”. Przeniknięcie do mainstreamu. Taka słowna zbitka uruchamia obawy o pójście w dół poziomu muzycznego w celu zdobycia większej popularności. I niestety tutaj mamy z tym do czynienia.

Nie jest to płyta koszmarna. Są na niej naprawdę dobre momenty: thrashowe „Beyond The Pale” i „Razorblade Smile”, „Screaming at the Sun” łączący metalową moc z zaśpiewami kojarzącymi się z orientalnym klimatem. Najjaśniej świeci – wybijający się wśród innych kompozycji także długością (prawie 9 minut) – „Heavy Lies The Crown”. Podniosły początek, budowanie napięcia, melodyjny metal przechodzący w thrash, ładna solówka. Mieszanka, która została bardzo dobrze połączona i bardzo dobrze brzmi.

Niestety, sporo jest na „Catharsis” momentów przeciętnych i słabych. Przekładają się one na to, że płyta ta męczy słuchacza podczas słuchania. Zawarcie na albumie aż 15 utworów nie pomaga. Dużo tu nu-metalu, czego najbardziej jaskrawy przykład słyszymy w „Triple Beam”. Tytułowy utwór z płyty miał chyba w zamyśle być odą (wstawki z elektroniką i podniosłymi śpiewami), a wyszedł utwór wręcz poprockowy. W tą stronę na całego skręca „Bastards”, gdzie dostajemy połączenie poprocka z metalowymi szantami. Może na statku pełnym metalowców ta piosenka byłaby hymnem? „Behind A Mask” jest nawet niezłą balladą akustyczną, ale po Machine Head oczekujemy więcej niż ballady z gitarą przypominającą tę z „Have You Ever Really Loved A Woman?” Bryana Adamsa, którego z metalem nie kojarzymy. Na zakończenie wstawiono usypiający „Eulogy”. Miał wyjść podniosły koniec, a słuchamy rozwlekłej kompozycji.

Już wiemy, że ludziom z Machine Head płyta się bardzo podoba. Jeśli nie jesteś członkiem kapeli, możesz poczuć się rozczarowany. Ciekawe, jak zespół będzie się wypowiadać za kilka lat na temat „Catharsis”. 


Autor: Marcin Knapik