Recenzje

2018-02-06
Pornografia - "1989-1990"
Po 28 latach, po raz pierwszy w wersji CD, ukazały się archiwalne nagrania łódzkiej Pornografii. Oto jak to wydawnictwo ocenił dla nas Jakub Oślak.
Wykonawca: Pornografia
Wytwórnia: Requiem Records
Rok wydania: 2018

Dziś przede mną trudne zadanie. Przyszło mi bowiem ocenić płytę, która ocenom podlegać nie powinna. Jest to praktycznie jedyny zarejestrowany materiał muzyczny łódzkiego zespołu Pornografia; jednego z jakże wielu, które najpierw zmagały się z fazą agonalną PRL-u, a następnie dzikim zachodem Europy Środkowo-Wschodniej, jakim był okres transformacji.  Tak się złożyło, że po 30 latach od tamtego czasu powracają do życia niektóre formacje, jakim było dane wówczas grać. Nie jest to fala retro-sentymentów, lecz raczej chęć szerszego odkrywania polskiej muzyki alternatywnej, której przyszło istnieć w tamtych niełatwych czasach. Działają Variete i Made In Poland, działa 1984, winyle Kryzysu i Siekiery osiągają zawrotne ceny na rynku wtórnym; tylko patrzeć, aż ktoś odnajdzie Madame. Wśród tej tendencji do odkrywania skarbów które długo leżały pod ziemią, znalazł się czas i miejsce dla „1989-1990” Pornografii: zbioru nagrań, jakie zespół dokonał w tamtym czasie, a jakie ujrzały światło dzienne jedynie na kasetach magnetofonowych o bardzo ograniczonym nakładzie.

Po co? Czy po 30 latach ma to sens? Czy muzyka, która rezonowała pewien czas i stan umysłu społeczeństwa, odnajdzie się w świecie, który dla ówczesnych ludzi był czystym science-fiction? Nie ma to żadnego znaczenia. Ta płyta to coś więcej niż prosty przekaz artystyczny. To dokument pewnej rzeczywistości, której szarzyzna i zdziczenie było przyczynkiem dla wielu nieocenionych zespołów. Gdy dziś słuchamy „1989-1990” można uśmiechać się pod nosem. Tak, panowie słuchali dużo The Cure, Joy Division i Sisters of Mercy, a Tytus de Ville śpiewa po angielsku jak wokalista weselny. Tak może stwierdzić ktoś, kto dziś ma możliwość wyskoczyć sobie do Londynu na weekend za 250 złotych, a 180-gramowa reedycja „Pornography” stoi na jego półce w folii, bo słucha ze streamu. Wtedy Londyn istniał na mapie i w filmach z Jamesem Bondem, a zachodnia muzyka nagrywana była z radia na kasety, na które pierwotnie nagrano Krawczyka, Rodowicz albo Kabaret Pod Egidą. To, że tych trzech śmiałków w ogóle coś zagrało i zarejestrowało należy uznać za wyczyn sam w sobie.


Przechodząc jednak do rzeczy, jak słucha się dziś „1989-1990”, pomimo jego oczywistych ułomności? Jeśli o mnie chodzi – wspaniale. To podróż do czasów, które wciąż pamiętamy, ale na coraz bardziej wyblakłych kliszach wspomnień. To muzyka czasu i miejsca w których żyliśmy, to przekaz ludzi, którzy żyli obok nas. To mroczne, poetyckie, ale jakże trafne i nadal imponujące słowa Tytusa. To te przenikliwe zimno post-punkowych gitar stojących w opozycji do pudel-metalu i prog-rocka. To ten wysoki, rytmiczny bas, jaki opatentowali Peter Hook i Simon Gallup. To wreszcie automat perkusyjny, który nigdy się nie myli, a którego zmienny puls współgra z niespokojem serc zespołu. I największy skarb tych nagrań – Anja Orthodox i jej glosolalia, nadające muzyce tajemniczego, romantycznego powabu. Jak wiele wspomnień, tych niezbyt kolorowych, przywoła nasz umysł na dźwięk tej muzyki,  nawet jeśli nie znaliśmy jej wcześniej? Jak wiele ponurych obrazów wydobędą te słowa, malujące świat w odcieniach szarości, w oparach potajemnie uwalnianego gazu, w milczeniu palonych lasów?

Słuchając Pornografii, podobnie jak Siekiery czy wczesnych nagrań Variete, nie sposób oprzeć się sile depresyjności i beznadziejności świata, w którym powstały. Czy były wołaniem o pomoc kogoś, kto jeszcze wierzy w ratunek, czy wprost przeciwnie? A może miały dodawać animuszu i nadziei, że jeszcze będzie przepięknie? A skoro świat ten bezpowrotnie minął (oby), to co te nagrania robią w roku 2018? Otóż ten świat jeszcze długo istnieć będzie, w naszej pamięci, w pewnych nieodwracalnych nawykach, w sposobie myślenia i wartościach. Poza tym, nawet jeśli dziś jest inaczej, science-fiction stało się faktem, a wielkie domy rosną równie szybko co ich ceny – czy nikt już nas nie dusi gazem, nie truje wód i nie wycina lasów? W muzyce Pornografii można odnaleźć tyle aktualności, ile tylko chcemy. „Kolory”, „Drzewa”, „Elektrownie Atomowe”, a nade wszystko „Biała Farba” pozostają w swojej mocy silnymi i aktualnymi odami do niepokoju. I nawet jeśli brzmią jak „A Forest” czy „One Hundred Years”, to należy ich wysłuchać po wielokroć, podziwiać i cenić. 

Autor: Jakub Oślak