Recenzje

2018-04-09
Polpo Motel - "Cadillac Hearse"
"Nowa płyta Polpo Motel to spore przeżycie i chyba najlepsza z dotychczasowych płyt tego polskiego duetu" - napisał nasz recenzent Jakub Oślak we wstępie do recenzji nowej płyty duetu Olga Mysłowska - Daniel Pigoński.
Wykonawca: Polpo Motel
Wytwórnia: Lado ABC
Rok wydania: 2018

Operowy, teatralny głos Olgi Mysłowskiej oraz surowe, sterylne syntezatory Daniela Pigońskiego, to, cytując słowa otwierającej album piosenki, a match made in purgatory. Pozornie niekompatybilne, w rzeczywistości uzupełniają się w nieludzko trafny, pociągający sposób. W ich brzmieniu słychać doświadczenie obu artystów – scenę sztuki poważnej (opera, teatr), oraz bardziej rozrywkowej (rock, elektronika, muzyka na żywo ilustrująca film). Jednakże, sednem tej płyty jest teren, na którym te dwa odrębne talenty dokonały artystycznego mezaliansu. Głos i śpiew Olgi Mysłowskiej dystansuje o mile świetlne wszelkie śpiewające podupadłe anioły, a przestrzeń kreowana przez maszyny Pigońskiego wykracza poza sztampowe ramy synth-popu czy darkwave.


Wspólnymi siłami, Polpo Motel wykreowali coś na kształt groteskowej muzyki ze snu, tam gdzie zza czerwonej kotary wyrastają gałęzie jaworu, a za hotelowym barem stoi małomówny Edgar Allan Poe. Bez wątpienia uczestniczymy w przedstawieniu, scenicznym rytuale aktorów i widowni, w którym wszelkie role i granice zacierają się do jednolitej, odrealnionej postaci. Muzyka Polpo Motel to pożywka dla wyobraźni; bez trudu usłyszymy w niej krajobrazy dostępne śmiertelnikom jedynie po zaśnięciu, w groteskowych pół-koszmarach inspirowanych krukami, ośmiornicami i aromatem opium. Głos Olgi Mysłowskiej hipnotyzuje i wodzi na pokuszenie – tam, gdzie czeka melancholia zwiastująca nieuchronny, smutny koniec. Z kolei syntetyczna, nieludzka muzyka skutecznie buduje izolującą kloakę eskapizmu, wewnątrz której uwięzione dusze trwają w zatrzymanym na godzinę czasie.

I im dalej w mroczny, zimny las, tym kompozycje stają się coraz lepsze i jaśniejsze. Jako album „Cadillac Hearse” jest świetnie poprowadzony i rozplanowany, serwując nam co lepsze kęsy miarowo i bez pośpiechu. W stosunku do poprzednich krążków kompozycje stały się bardziej konkretne, zwarte i świadome. Już nie poszukujemy, gdyż już to znaleźliśmy. Sztuka niesamowitego, niepokojącego głosu jak u Diamandy Galas, Jarboe czy nawet Siouxie Sioux, rozbrzmiewająca na rozpoztartym syntetycznym, groteskowym tle, rodem z najlepszych horrorów lat 70. i 80. Gdyby Giorgio Moroder pracował z Johnem Carpenterem, myślę, że mogliby dojść do takich samych wniosków, jak choćby ta niesamowita końcówka utworu „Brainmelt”, gdy Mysłowska znika w chwale za czerwoną kotarą, a na otumanionych obliczach widowni spoczywają pasma trupiego światła.

Autor: Jakub Oślak