Recenzje

2018-04-12
Ffrancis - "Off The Grid"
Misia Furtak i Hatti Vatti stworzyli projekt Ffrancis, który właśnie wydał debiutancką płytę. U nas możecie przeczytać recenzję tego wydawnictwa.
Wykonawca: Ffrancis
Wytwórnia: U Know Me Records
Rok wydania: 2018

To już staje się obowiązującym standardem. Ona przy mikrofonie, on przy maszynach. Z jej nagłośni dobiega charakterystyczny, „obojętny” głos, a jego maszyny produkują dobrze dopasowane, powolne, ostudzone tło. Polskie i angielskie słowa szybko zamieniają się w poezję, która rozpisana na kanwie muzyki pachnie czymś dobrym, oryginalnym i bardzo współczesnym. Młode pokolenie polskich muzyków, z niemiałym już doświadczeniem, czuje muzykę inaczej niż ich zimni i gniewni ojcowie i wujowie. Muzyka zawsze była manifestem generacji albo niszy społecznej, ich znajomą piaskownicą, gdzie znajdują wolność, zrozumienie i okazję do rzucania piachem w oczy obcym. Jeśli to prawda, debiut płytowy duetu Ffrancis to nie tylko głos pokolenia, ale i miejsca: wielkomiejskiej Polski, wokół której nie stoją już mury kulturowe, językowe, społeczne i artystyczne.

Niezależna ekspresja Misii Furtak (très.b) spotyka się na „Off the Grid” z nowym elektronicznym rzemiosłem Piotra Kalińskiego (Hatti Vatti). Trochę jak Goldfrapp, trochę jak The Knife, owoc ich pracy to krok naprzód dla rodzimej sceny muzycznej, która wychowana w nowym świecie potrafi coraz więcej i lepiej. Już nie słuchamy Zachodu i imitujemy go nad Wisłą, ale proponujemy coś, co zostało zrodzone tu i teraz – a co z owym Zachodem może spokojnie konkurować. Śpiewany angielski wreszcie brzmi naturalnie, a zestawiony na tej samej płycie z polskim tworzy ciekawy, barwny miks. Słowa to sprytne rejestracje subiektywnej, intymnej rzeczywistości, często nieprzeniknione dla niewtajemniczonych, ale z pewnością zagadkowe i intrygujące. Elektronika nareszcie nie parzy w palce, usta i uszy, ale staje się pełnoprawnym, naturalnym środkiem wyrazu.


Właśnie to uważam za najsilniejszy punkt „Off the Grid” – jej naturalność. Brzmi tak, jakby zgromadzone tu piosenki były dla Misii i Piotra czymś zupełnie oczywistym, rutynowym, co pisze się samo, odruchowo, przy kawie i placku wiśniowym. Jednakże, biorąc pod uwagę, że duet zbierał się do nagrania tego krążka aż trzy lata – należy docenić ich pracę i wysiłek.  Brzmienie tego krążka to rzecz równie intrygujące, co relaksujące; jego naturalnym otoczeniem jest przestrzeń miejska, w której jednostki walczą o więcej kolorów, dźwięków i smaków. To rzecz do barów – kafejek, kanapkowni, miejsc z wegańskimi burgerami i piwem kraftowym. To owoc czasu w którym żyjemy - jego pozytywnej, pokojowej strony, z problemami innej natury, niż wtłaczanymi do głów przez masowy przekaz. To wykorzystana dźwiękowa przestrzeń, o której istnieniu mogliśmy wcześniej nie wiedzieć.

Jak każdy dobry album, tak i „Off the Grid” jest dziełem, które lubi być słuchane w całości. Mimo to, chciałbym wyróżnić dwa numery. Po stronie polskojęzycznej – „Spektakularnie”, którego słowa, brzmienie i ogólny puls szybko przywodzą na myśl solową Nosowską. Strona anglojęzyczna – „Less of Everything” – z tanecznym, powolnym rytmem, niczym electro w zwolnionym tempie. Wartością płyty nie jest jednak suma ich utworów, lecz ogólne wrażenie, jakie pozostawia na słuchaczu – wrażenie przyjaznego, ciepłego miejsca o coraz lepiej zarysowanej duszy i własnym, indywidualnym tętnie. Oczywiście, inspiracji możemy doszukać się bardzo łatwo (Bjὂrk, Roisin Murphy, Fever Ray); tylko po co? „Off the Grid” to kolejna płyta, do której młodzi polscy muzycy doszli sami, bez podpowiedzi i nachalnego wzornictwa, z ufnymi duszami pełnymi dobrych pomysłów.

Autor: Jakub Oślak