Recenzje

2013-07-04
Editors - "The Weight Of Your Love"
Grupa Editors nagrała najbardziej "amerykański" album w swej karierze.
Wykonawca: Editors
Wytwórnia: Play It Again Sam / Mystic
Rok wydania: 2013

Kup w

Warto było czekać 4 lata na nową płytę Editors. Na "The Weight Of Your Love" grupa nazywana "brytyjską odpowiedzią na Interpol" nadal czaruje słuchacza mrocznym, niepokojącym nastrojem, ale jednocześnie wpuściła do swej twórczości dużo świeżego, "amerykańskiego powietrza". I wyszło jej to na dobre, gdyż dzięki temu powstała płyta miejscami znakomita. 

Poprzedni album Editors "In This Light On This Evening" był próbą unowocześnienia stylu zespołu i nie do końca udanym flirtem z nowymi brzmieniami. Wyglądało to także na próbę zerwania z "interpolowym" ciężarem. Wszystko wskazuje na to, że przez te 4 lata przerwy zespół przemyślał poważnie strategię na przyszłość i doszedł do wniosku, że co jak co, ale granie na gitarach wychodzi im znacznie lepiej. Syntezatory i samplery poszły w kąt, na producenckim stołku zasiadł Jacquire King znany ze współpracy z Kings Of Leon i Tomem Waitsem, sesje nagraniowe odbyły się w Nashville, w między czasie z zespołem rozstał się gitarzysta Chris Urbanowicz. I co? I jest super! 

"The Weight Of Your Love" to najbardziej dojrzała płyta w dorobku Editors. I przynosząca kilka miłych dla ucha niespodzianek. Z jednej strony mamy tu klasyczny, "editorski" mroczny klimat podkreślany niskim śpiewem Toma Smitha. Nasuwają się skojarzenia z Joy Division i (znowu) Interpol. Z drugiej strony, zespół poszedł w stronę klimatów a la R.E.M. i...Bruce Springsteen! Tak, to nie pomyłka. I zrobił to w znakomitym stylu. Takie utwory jak "A Ton Of Love", "Honesty", "Two Hearted Spider", "The Phone Book", "Bird Of Prey" z powodzeniem mogłyby znaleźć się na jednej z płyt R.E.M. Z kolei zaśpiewana niemal a capella piękna ballada "Nothing" brzmi jak klasyk Bruce'a Springsteena. Posłuchajcie śpiewu Toma Smitha w tym utworze. Jeśli już o nawiązaniach mowa, to Editors bardzo chętnie korzystają tu z patentów a la Coldplay: chórki, wykorzystanie instrumetów smyczkowych, przestrzenne brzmienie gitar. Pewnym nowum jest także śpiew Toma Smitha. Muzyk ten zaczął na tej płycie bawić się swym głosem, co także jest ważnym elementem ubarwiającym "The Weight Of Your Love". Wspominałem już "Nothing", ale prawdziwy popis Smith daje w "What Is This Thing Called Love", "Two Hearted Spider" i "A Ton Of Love". Wyobrażacie sobie Toma śpiewającego falsetem? Nie? To posłuchajcie "What Is...". 

Wartość "The Weight Of Your Love" polega też na tym, że od tej płyty nie można się oderwać. Są tu kapitalne melodie, odpowiednie tempo, nie ma ani chwili na nudę, a ile emocji i wzruszeń! Jak dla mnie jedna z płyt tego roku (jak do tej pory). 


 

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load