Recenzje

2013-10-01
Moby - "Innocents"
Nowy album Moby'ego to jedno z najbardziej intymnych i wyciszonych wydawnictw tego artysty.
Wykonawca: Moby
Wytwórnia: Warner Music Poland
Rok wydania: 2013

"Innocents" to kolejna płyta nagrana niemal w całości przez samego Moby'ego. Jest to jednocześnie krążek będący dalszym ciągiem tego, co ten artysta zaprezentował nam na dwóch poprzednich krążkach: "Wait For Me" (2009) i "Destroyed" (2011). Moby postawił na "Innocents" na klimat, intymność, spokój. W przeciwieństwie do poprzednich wydawnictw, tym razem zaprosił do gościnnych występów znanych wokalistów: Wayne'a Coyne'a (The Flaming Lips), Marka Lanegana, Cold Specks i Skylar Grey.

Rewolucji na tej płycie nie ma i chyba nikt by jej nie oczekiwał od Moby'ego. Wykorzystuje on na "Innocents" patenty znane z przeszłości i bardzo sprawnie miesza ambient, neo-gospel, electro, trip-hop, akustyczne brzmienia. Jest tu miejsce na nostalgię i zadumę, ale także na optymizm i radość z życia. Mamy tu tak dwa skrajnie różne utwory jak pogodne, "gospelowe" "The Perfect Life" z udziałem Wayne'a Coyne'a i "nocne", ambientowe "The Lonely Night" z Markiem Laneganem. Pierwsza z tych piosenek to murowany kandydat do miana "jeden z klasycznych utworów Moby'ego".

Moby zawsze był mistrzem w pisaniu świetnych melodii. I tym razem także nie zawiódł. "Innocents" to skarbnica kapitalnych, wpadających w ucho piosenek. Oprócz wspomnianego już "The Perfect Life", na długo w głowie zostają chociażby: "Saints" które brzmi jak kopia "Unfinished Sympathy" Massive Attack (i nie jest to zarzut), "Almost Home", "Don't Love Me" czy chyba najlepsze na płycie "A Long Time". To wszystko sprawia, że "Innocents" to jeden z najlepszych albumów w dyskografii Moby'ego, choć trochę mu brakuje, aby dosięgnąć poziom niezapomnianych "Play" i "18".

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load