Recenzje

2014-06-17
Lana Del Rey - "Ultraviolence"
Lana Del Rey celująco zdała test "drugiego albumu".
Wykonawca: Lana Del Rey
Wytwórnia: Universal Music
Rok wydania: 2014

Kup w

Po wydaniu debiutanckiej płyty "Born To Die" i ogromnym sukcesie jaki ten krążek odniósł na całym świecie dzięki przebojom "Video Games" i "Blue Jeans", Del Rey stanęła przed problemem, który zakończył kariery wielu artystów. A mianowicie: co zrobić, aby nie okazać się artystką jednego sezonu i jednej płyty? Del Rey miała do wyboru: albo zakończyć karierę muzyczną (co zresztą początkowo zapowiadała), albo nagrać album, którym zatka usta wszystkim krytykom i udowodni, że sukces "Born To Die" nie był przypadkowy.

Gdy kilka miesięcy temu Lana poinformowała, że nowy album będzie genialny, ale tak mroczny, że może wpędzić w depresję, wydawało się, że artystka jest na dobrej drodze do popełnienia komercyjnego i artystycznego samobójstwa. A tymczasem...okazało się, że z produkcyjną pomocą Dana Auerbacha (The Black Keys) Del Rey nagrała znakomity album. Płyta rzeczywiście jest mroczna i utrzymana w nostalgicznym klimacie, nawiązująca do stylistyki retro rodem z lat 50. i 60. ubiegłego stulecia. Dużo tu gitar, aranżacji orkiestrowych, refreny brzmią majestatycznie. Kompozycje utrzymane są w wolnych bądź umiarkowanych tempach i świetnie nadawałyby się do wykorzystania w jakiejś produkcji Davida Lyncha bądź filmie drogi. Melodie są przepiękne, chwytające za serce, ale jednocześnie pełne smutku i nostalgii. "Ultraviolence" to także popis wokalny Del Rey, która nie mając przecież genialnych umiejętności wokalnych idealnie dopasowuje swój delikatny śpiew do klimatu płyty. Słucha się jej z ogromną przyjemnością.

Jest na "Ultraviolence" kilku kandydatów na potencjalne przeboje. Ot, chociażby "Brooklyn Baby", "Sad Girl" czy "West Coast", ale nie jestem przekonany, czy Del Rey zależy nawet na tym, aby wypromować jakiekolwiek przeboje. To album trudniejszy w odbiorze niż "Born To Die", a pomimo to w pierwszym tygodniu sprzedaży w USA wydawnictwo to znalazło ponad 200 tysięcy nabywców. I po co przeboje radiowe? Del Rey znakomicie obywa się bez nich. A jednocześnie rozpala zainteresowanie: jaką drogą pójdzie dalej? Co zaprezentuje na trzecim albumie? "Ultraviolence" rozbudza apetyt na kolejne wydawnictwa tej artystki.

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load