Recenzje

2015-03-19
Marcus Miller - "Afrodeezia"
Marcus Miller debiutuje w barwach legendarnej wytwórni Blue Note Records albumem, będącym prawdziwym wulkanem brzmień i rytmów, a jednocześnie nie traci przy tym charakterystycznego stylu swojej muzyki.
Wykonawca: Marcus Miller
Wytwórnia: Blue Note Records
Rok wydania: 2015

Kup w

Punktem wyjścia do nagrania płyty było nagranie „Gorée”, które znalazło się na poprzedniej płycie Millera – „Renaissance” (wydanej w 2012 roku – przyp. MM). Utwór powstał po wizycie artysty w Domu Niewolników na wyspie Gorée. Niedługo potem UNESCO ogłosiło Marcusa Artystą dla Pokoju, a także rzecznikiem projektu Szlaku Niewolników (Slave Route Project). Wtedy po raz pierwszy pojawił się pomysł na album „Afrodeezia”. Muzyczno-historyczne tło stanowi tutaj główną oś, po której poruszamy się wraz z poszczególnymi utworami na płycie. Otwiera ją „Hylife” z gościnnym wokalnym udziałem Alune’a Wade’a i Cherifa Soumano. Posiadający funkowy sznyt przenosi nas jednocześnie w klimat rytmicznej nigeryjskiej muzyki Highlife. Charakterystyczne wokalizy dzielą solówki Lee Hogana na trąbce i partie fortepianu Bretta Williamsa. Blisko siedmiominutowy utwór skutecznie wciąga do tańca. Następnie „B's River”, w którym Marcus zagrał na Gimbri – instrumencie, będącym afrykańskim przodkiem gitary basowej. Utwór zainspirowała opowieść żony basisty – Brendy o rzece „zbyt pięknej do opisania jej słowami”. Dźwięki Gimbri poprzetykane basem Millera sprawiają, że mamy do czynienia z ciekawą lekcją historii. Stary afrykański instrument wspaniale wzbogaca jak zwykle mocny basowy „klang” Marcusa. „Preacher's Kid (Song For William H)” to hołd Marcusa dla jego ojca Williama, który był organistą, pianistą i dyrygentem chóru. Miller podkreśla, że miał on na niego największy wpływ ze wszystkich ludzi. Spokojna partia akustycznego basu delikatnie prowadzi utwór, a damski chór w tle przepięknie go dopełnia.

„We Were There” to kolejny hołd. Tym razem adresatami są zmarli niedawno George Duke i Joe Sample. Słychać w nim wpływy muzyki brazylijskiej, samby i bossanovy. Nagrany przy udziale wokalistek Aline Cabral, Andrei Dutra i Christiane Corrêi utwór przynosi też jeden z najweselszych refrenów na płycie. Na tym tle zastanawia nieco obecność klasycznego „Papa Was A Rolling Stone” z repertuaru grupy The Temptations. Marcus tłumaczy, że to jedna z wzorcowych linii basowych. Miejskie brzmienie sięgające przez Karaiby, aż po południowe Stany Zjednoczone potęguje wartość tego wielokrotnie już przecież ogrywanego przez wielu artystów utworu. W tej wersji słyszymy trąbkę Patchesa Stewarta, gitarę Keb’ Mo, a rewelacyjne perkusjonalia dołożył  Munyungo Jackson. Z kolei “I Still Believe I Hear” to najsmutniejszy utwór na całym krążku. Przejmująca partia wiolonczeli Bena Hoga tworzy tutaj główną część. Ozdobiona lekkim rytmem instrumentów perkusyjnych, fortepianu i stłumionym nieco basem Marcusa wyjątkowo porusza. Zaś „Son Of Macbeth” to głównie udział Roberta Greenidge’a - muzyka calypso, który oprócz partii rytmicznych w tle „wycina” rewelacyjne solo. Do tego mocna gitara, funkujący bas Millera i jest kolejny hit. „Xtraordinary” to hołd dla koszykarza NBA, a zarazem basisty Waymana Tisdale’a. Mający w sobie coś z muzyki gospel i prowadzony przez fortepian, bas i partie instrumentów dętych, a pod koniec także przez wibrafon jest najpiękniejszą balladą na „Afrodeezia”. Natomiast „Water Dancer” z gościnnym Roddiego Romero na akordeonie i Michaela Douceta na skrzypcach pulsuje i tętni rytmem. Zagrany w metrum 12/8 odsłania kolejne oblicze wpływów afrykańskich, wykorzystane przez Marcusa Millera na tej płycie. Całość wieńczy „I Can't Breathe” z gościnnym udziałem rapera Chucka D z Public Enemy. Utwór odnosi się do traktowania przez amerykańską policję czarnoskórych mężczyzn. Funkowo-hiphopowy numer odstaje nieco od reszty zawartości płyty. Przypomina natomiast dokonania Marcusa Millera z lat lat 90. ubiegłego wieku.

„Afrodeezia” to wspaniała wizytówka niezwykle otwartego artysty, który przecież nic już nie musi udowadniać, a który tym albumem pokazuje, że tak jak jego „brat bliźniak” Miles Davis wciąż chce pozostać twórczy i odkrywać nowe, ciekawe muzyczne terytoria.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load