Recenzje

2015-08-14
Soulfly - "Archangel"
Dziesiąta płyta Soulfly jest, jak tłumaczy Max Cavalera, nowym początkiem dla grupy. Coś jest na rzeczy, bo „Archangel” to najlepszy album zespołu od dekady.
Wykonawca: Soulfly
Wytwórnia: Nuclear Blast
Rok wydania: 2015

To, co zwraca uwagę po włożeniu krążka do odtwarzacza, to jego czas trwania. Niewiele ponad 36 minut, ale jak tłumaczy lider – członkowie zespołu nie zastanawiali się specjalnie nad czasem trwania utworów i grali prosto z serca. Płytę rozpoczyna nagranie znane już z singla, czyli „We Sold Our Souls To Metal”. Skojarzenie z tytułem płyty Black Sabbath wydaje się nazbyt oczywiste. Muzycznie zaś niedaleko mu do klimatu... Napalm Death. Grindcore’owe partie ustępują tylko melodyjnemu refrenowi. Numer tytułowy z kolei przywodzi na myśl brzmienie Soulfly z płyty „The Dark Ages”. Co prawda ultraciężkie riffy i mocna perkusja mogą się kojarzyć nieco z ostatnimi dokonaniami Deftones, ale to i tak jedno z najcięższych nagrań popełnionych przez Soulfly w ostatnich latach. Niemniej wściekle i mocno jest „Sodomites”. Gościnnie zaśpiewał w nim Todd Jones z kalifornijskiego Nails. Trzeba przyznać, że wywiązał się ze swojego zadania pierwszorzędnie. Numer uderza ołowianym rytmem i wściekłym wokalem gościa, by pod sam koniec thrashmetalowo przyspieszyć. Zarówno„Archangel”, jak i „Sodomites” zamykają „babilońskie” outra, które przenoszą słuchacza gdzieś na Środkowy Wschód. „Ishtar Rising” za sprawą rytmu bębnów i partii gitar brzmi natomiast jak odrzut z „Prophecy”. Ton następnemu „Live Life Hard!” nadaje kolejny gość – Matt Young z King Parrot. Numer zawiera jedyną z dwóch solówek gitarowych na całej płycie, zaś spowolnienie rytmu pod koniec dodaje mu ogromnego ciężaru. Ze wszystkich „klimatycznych” utworów na „Archangel” najciekawiej wypadają „Shamash” i „Bethlehems Blood”. Sam Max przyznał, że nauczył się i dołożył do nich liczne zaśpiewy. Drugi z nich przypomina dokonania... naszego rodzimego Behemoth (te trąby!). „Titans” natomiast to typowy Soulfly - mocny riff, pędząca perkusja i charakterystyczny wokal Maxa. Płytę w wersji zasadniczej zamykają hardcore’owy „Deceiver” i mocarny „Mother Of Dragons”. Te dwa najkrótsze nagrania na krążku utrzymują wysoki poziom całości i zioną mocą nie mniejszą, niż pozostałe.

Soulfly to dziś niemalże rodzinny zespół. Sekcję rytmiczną stanowią odpowiednio Igor (bas) i Zyon (bębny) – synowie Maxa. Ojciec przyznaje, że w studiu dla obu był surowym trenerem, a nie miłym tatusiem. Surowa dyscyplina opłaciła się. „Archangel” to ciężki, bezpośredni, a jednocześnie najbardziej klimatyczny materiał Soulfly od lat.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load