Recenzje

2015-09-01
A-ha - "Cast In Steel"
Wspaniały powrót grupy A-ha po 5 latach przerwy. Nowy album to dzieło nawiązujące do najlepszych dokonań zespołu z lat 80.
Wykonawca: A-ha
Wytwórnia: Universal
Rok wydania: 2015

Nie czas i miejsce na rozważania na temat powodów, dla których A-ha obudzili się z pięcioletniej hibernacji. Zapewne istotną rolę spełniła zachęta finansowa. Dla fanów norweskiego trio najistotniejsza jest wiadomość, że zespół powrócił w znakomitej formie i nagrał album, z którego muzycy A-ha mogą być dumni.

5 lat to zarówno w życiu, jak i muzyce szmat czasu. Zespół miał z pewnością świadomość, że nie ma większych szans na zdobycie młodej publiczności, a na ich powrót czekają przede wszystkim fani, którzy są z zespołem od od 20-30 lat. Co więc w takim przypadku należy zrobić? Ano wydać płytę, która trafi do serc przede wszystkim takiej właśnie grupy odbiorców. Pracując nad "Cast In Steel" A-ha stąpało po cienkim lodzie, gdyż w przypadku nagrania słabej płyty, na ich głowy posypałyby się gromy. Jednak Norwegowie to klasa sama w sobie i nagrali piosenki, które będą cieszyć uszy słuchaczy przez wiele miesięcy po wydaniu "Cast in Steel".

Album przypadnie do gustu zwłaszcza tym fanom zespołu, którzy pokochali A-ha za pierwsze płyty z lat 80. Tych 12 nowych kompozycji to ukłon w stronę klasycznego synthpopu i pięknych ballad z romantycznie śpiewającym Mortenem Harketem. Co najważniejsze, każda z tych piosenek zbudowana jest na świetnej, wpadającej w ucho melodii. Nie ma tu hitów na miarę "Take On Me", "The Living Daylights", "Manhattan Skyline" czy "The Sun Always Shines On TV", gdyż takie utwory nagrywa się tylko raz. Ale niemal każdy piosenka na "Cast In Steel" przywołuje skojarzenia z jakimś utworem z zamierzchłej przeszłości A-ha (najlepszy przykład to "She's Humming A Tune" brzmiący jak echo "Scoundrel Days") i nie ma tu mowy o auto plagiacie ani o chociażby sekundzie znużenia. Płyta ma odpowiednie tempo, dramaturgię, nostalgiczno-mroczny klimat oraz świetnie brzmi. Piosenki są w większości dynamiczne, a ballady stoją na tym wydawnictwie bardziej na uboczu. Ale jak A-ha już je zagra to dostajemy produkt prima sort ("Under The Make Up", "Living At The End Of The World", "Goodbye Thompson").

Mam nadzieję, że "Cast In Steel" jest dla A-ha następcą płyty "Minor Earth Major Sky" z 2000 roku. Tamten krążek także ukazał się po kilkuletniej przerwie i był dla Mortena Harketa oraz jego kolegów początkiem udanego, dziesięcioletniego etapu w działalności A-ha. Czy tym razem także tak będzie? Trzymajmy za to kciuki. Naprawdę warto. 


Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load