Recenzje

2015-10-25
Killing Joke - "Pylon"
Killing Joke od lat w niezmiennie wysokiej formie. Nowy album "Pylon" to kolejny znakomity krążek tego zespołu.
Wykonawca: Killing Joke
Wytwórnia: Spinefarm Records
Rok wydania: 2015

Killing Joke jest jak wino - im bardziej dojrzały tym lepszy. To niesamowite, jak Jaz Coleman i jego koledzy, pomimo upływających lat potrafią grać z energią i pasją rodem z przełomu lat 70. i 80., gdy zaczynali karierę. Mało tego, "Pylon" jest pierwszą płytą Killing Joke, która brzmieniowo i klimatycznie zbliża się do wydawnictw tego zespołu sprzed trzech dekad. Z jednej strony mamy tu mocne, transowe czady zbudowane na ciężkich riffach gitary Jeordiego, ale z drugiej strony, nawet te najmocniejsze kompozycje mają w sobie "ejtisowy" pierwiastek. I jest to nie tylko zasługa gitarzysty, ale także chłodno brzmiących instrumentów klawiszowych oraz "zamglonego", nostalgicznego klimatu tych kompozycji. Najlepszy przykład to znakomite i najlepsze na płycie "New Cold War", "Euphoria" oraz "Big Buzz". Jeśli lubisz takie płyty Killing Joke jak "Killing Joke" (1980), "Brighter Than A Thousand Suns" (1986) czy "Extremities, Dirt And Various Repressed Emotions" (1990) to "Pylon" na pewno przypadnie Ci do gustu. Ale także fani bardziej industrialno-metalowego wcielenia Killing Joke znajdą tu sporo dla siebie ("I Am The Virus", "Euphoria", "New Jerusalem", "Dawn Of The Hive"). Doskonałym uzupełnieniem muzyki są apokaliptyczne, ponure teksty Jaza Coelmana będące w dużej mierze echem niewesołych wydarzeń, jakie były udziałem tego artysty w minionym roku. Znakomita płyta, długimi momentami ocierająca się o miano "najlepszej płyty Killing Joke w XXI wieku". 

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load