Recenzje

2016-03-17
Undertheskin - "Undertheskin"
"Here I am king, I decide everything, I let no one in" – to fragment refrenu jednej z mniej popularnych piosenek Depeche Mode. Właśnie on przychodzi mi do głowy po wysłuchaniu debiutanckiego albumu projektu Undertheskin, za którego maską czai się Mariusz ‘Void’ Łuniewski.
Wykonawca: Undertheskin
Wytwórnia: Alchera Visions

Tu ja jestem królem, tu ja o wszystkim decyduję – i zamiast komponować materiał na nową płytę Deathcamp Project decyduję się na bardziej osobiste, autorskie wydawnictwo. To bardzo modna ostatnimi czasy metoda, aby za całą płytę odpowiedzialny był od początku do końca jeden człowiek. O dziwo, efekty tej samotnej, długodystansowej pracy przerosły moje oczekiwania – przestałem już liczyć ile razy w przeciągu ostatnich kilku dni obróciłem sobie w głowie tą białą kasetę na drugą stronę.

Wypada rzucić hasłami takimi jak darkwave, post-punk, electro-goth; dobrze jednak wiemy jak sztuczne i mylne bywają to określenia. Nie da się ukryć – Void czerpie pełnymi garściami chociażby z dorobku wczesnego The Cure czy Clan of Xymox. Aczkolwiek, to co udało mu się osiągnąć z tym materiałem, to chłodny powiew świeżości – nie tylko w zastałe, pokryte kurzem i pajęczynami gotyckie nisze, ale rodzimą muzykę w ogóle. Zimna gitara, rytmiczny bas, automat perkusyjny, klawisze z lat 80 oraz ponury głos i intonacja a’la Ronny Moorings. To wszystko zostało poskładane w dosyć minimalistyczne, acz niezwykłe układanki, gdzie niepokój miesza się z elegancją, a podmiot liryczny wciąga słuchaczy w ucieczkę przed niczym, donikąd. 

Jest w tej muzyce element „postępowej nostalgii”, czyli paradoksalnej rewitalizacji dawnych wartości w nowych, zglobalizowanych czasach. Nie mówię tu o tej nieszczęsnej kasecie, ale o brzmieniu, które sięga pamięcią gdzieś daleko, kiedy jedynym lekarstwem na zeitgeist była muzyka. W labiryncie zimnych, słabo oświetlonych korytarzy dało się usłyszeć nutę nadziei i przełożyć ją na pełne niewątpliwego uroku i zaskakującej dojrzałości kompozycje. Uważam, że są one częściową odpowiedzią na wciąż powracające pytania o współczesne wartości społeczne i kulturalne (względnie ich miałkość lub brak). Nade wszystko, to niezła zachęta do ponownego nura w gatunki muzyki odstawione na bocznicę czasu, gdzie wśród stert kiczu i plastiku wciąż można trafić na takie perły.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load