Recenzje

2016-04-05
Pet Shop Boys - "Super"
"„Super” to bardzo logiczna i naturalna kontynuacja tematów, jakie Pet Shop Boys rozwinęli na pierwszym albumie pod banderą x2, „Electric”" - tak o nowej płycie brytyjskiego duetu pisze nasz recenzent Jakub Oślak.
Wykonawca: Pet Shop Boys
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2016

Zacznijmy od końca. Nowa płyta najsłynniejszego duetu w historii muzyki pop kończy się słowami: Imagine how free we will be if we'd disappear. To nie tylko idealna puenta samego albumu „Super”, ale także punktu w karierze Pet Shop Boys, którego jest on owocem. Od kiedy w 2012 zespół zakończył długoletni kontrakt z mainstreamową wytwórnią Parlophone ich droga zatoczyła krąg. Utworzyli własny label o nazwie x2, w którym, zgodnie ze słowami Neila Tennanta, wszystko jest możliwe. Oto bowiem wydali własnym nakładem już drugi longplay pod dyktando tylko i wyłącznie własnych aspiracji i inspiracji twórczych. I nic nie wskazuje na to, aby mieli na tym poprzestać.

„Super” to bardzo logiczna i naturalna kontynuacja tematów, jakie Pet Shop Boys rozwinęli na pierwszym albumie pod banderą x2, „Electric”. Jest to ich powrót do korzeni, do pierwotnych idei jakie przyświecały Tennantowi, gdy razem z Chrisem Lowe postanowili wspólnie tworzyć muzykę. I nie mam tu na myśli ich niezniszczalnych przebojów, z jakimi są typowo kojarzeni przez muzycznych every-manów. Zarówno „Electric”, jak i „Super” to powrót do klubów i dyskotek, gdzie Pet Shop Boys zaczynali, zanim odkryła ich muzyczna rzeczywistość popu lat 80. To ponowne zanurzenie się w świat bez videoklipów i zdjęć promocyjnych, za to z całą masą elektryzujących parkiety maxi-singli.

Ten zespół od zawsze kroczył podwójną ścieżką muzyczną. Jedna z nich to doskonale znana plejada evergreenów typu „It’s a Sin” czy „Go West”. Ta druga to świat fantastycznych remiksów przeznaczonych DJ’om oraz ich publiczności zgromadzonej na parkiecie. Pet Shop Boys od samego początku bardzo mocno inspirowali się muzyką i kulturą klubową i wielokrotnie starali się zwracać ku niej uwagę słuchaczy chociażby albumem „Introspective” czy serią „Disco”. Teraz, gdy „zniknęli” z oczu mediów, uczynili z tego swój własny główny nurt. Trzeba bowiem zrozumieć skąd przychodzą i dokąd zmierzają, zanim ocenimy „Super” jako arcydzieło lub katastrofę.

„Super” to płyta bezkompromisowa. Podobnie jak „Electric” jest to prawdziwa petarda błyskotliwych melodii i porywających rytmów jakie tylko można wyczarować przy pomocy elektronicznych klawiszy. Już po pierwszym przesłuchaniu połowa numerów zostaje w głowie, zachwycając ostrą jak  brzytwa produkcją, świeżością i czystością kompozycji, oraz jak zawsze idącymi z duchem czasu słowami. Neil Tennant ponownie udowadnia, że jest jednym z najlepszych tekściarzy w historii muzyki rozrywkowej, trafiającym w całą gamę emocji, od melancholii po euforię. Jego wielki idol Oscar Wilde byłby zachwycony słysząc tą płytę, o ile przetrwałby nawałnicę dźwięków z nieznanego sobie świata.

Osobiście uważam płytę „Super” za triumf. To ostateczne pożegnanie Pet Shop Boys jako dawnych gwiazd, a przywitanie i celebracja ich inkarnacji jako architektów popu gardzących rock’n’rollowym egotyzmem. Jednakże, jej sens i czar będzie klarowny jedynie dla fanów zespołu, dla których „It’s a Sin” i „Go West” to relikty przeszłości. „Super” to carte blanche na który Pet Shop Boys pracowali ponad 25 lat. Pozwala on robić im to, co zawsze chcieli – tworzyć wyborne dyskotekowe hymny, rasowe showstoppers, które porwą zarówno tłum na plaży Copacabana, jak i samotnego pasażera berlińskiego S-bahna. Być może dzięki temu trafią do kogoś zupełnie nowego, kto jeszcze ich nie zna. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load