Recenzje

2016-04-14
M83 - "Junk"
Po stworzeniu ścieżek dźwiękowych do filmów „Niepamięć”, czy „You Are The Night”, Anthony Gonzalez wrócił do tego, co rzekomo powinno mu wychodzić najlepiej – do retro elektroniki rodem z lat 70. i 80. No właśnie - powinno...
Wykonawca: M83
Wytwórnia: Mute
Rok wydania: 2016

Już „Do It, Try It”, pilotujący „Junk”, zwiastował, że coś jest na rzeczy. Nieco zawijała faktura, pomimo ogólnej nośności i pierwiastka tanecznego, nie przyciągała szczególnie. Okazuje się jednak, że w obliczu reszty zawartości płyty, jest to jeden z nielicznych ciekawych jej fragmentów. Nieco szybszy „Go!” z gościnnym udziałem wokalistki Mai Lan i... Steve’a Vai, który wyciął solo na gitarze, dość ordynarnie bazuje na dyskotekowej nostalgii lat 80. Atmosfera przejaskrawionych neonów, synthpopowej mgiełki i rozmarzonego obrazu, widzianego przez różowe okulary, to główne cechy tego utworu. Natomiast spokojniejszy i minimalnie nawiązujący do tytułu „Walkway Blues”, zwyczajnie nuży. Syntetyczny wokal, przetworzone klawisze i nawet dość żywe bębny niestety kładą numer w całości. Podobnie jest w „Bibi The Dog”. Nagrany ponownie z Mai Lan, męczy „ejtisowaniem” jeszcze bardziej, niż poprzednik. Na tym tle instrumentalny „Moon Crystal”, nawiązujący do disco lat 70., brzmi wręcz zbawiennie. Szkoda, że trwa niespełna dwie i pół minuty. Zaś pościelowy „For The Kids”, zaśpiewany przez Susanne Sundfør, po raz kolejny uderza w sentymentalne rejony - tym razem post-carpentersowe. Partia saksofonu Iana Younga w tym utworze przypomina gorsze dokonania Kenny’ego G... Zupełnie niepotrzebnym numerem wydaje się natomiast „Solitude”. Nawiązujący nieco do dokonań pobratańców z Air, w tym wypadku niestety całkowicie rozcieńcza całość. Z kolei „The Wizard” to kolejne interludium. Już nie tak udane jak „Moon Crystal” i do tego specjalnie „zamglone” i „przesynthowane”. Promyk nadziei  zaczyna lekko świecić przy „Laser Gun”. Znajomy głos Mai Lan tym razem brzmi okazale, a i „ejtisowa” stylizacja broni się ciepłem i nastrojowością. Jeszcze jaśniej robi się w tanecznym „Road Blaster”, gdzie wreszcie czuć jakiś koncept, stojący za tymi wszystkimi synthpopowymi zagrywkami. A i rozmarzony głos Gonzalesa, dodaje temu numerowi sporo uroku. Natomiast kolejne interludium pod postacią sennego „Tension”, płynnie wprowadza do ujmującego, fortepianowego „Atlantique Sud”, w którym Anthony i Mai Lan śpiewają na zmianę. Takiej linii fortepianu jak w tym utworze, nie powstydziłby się sam Elton John. Dziwnie natomiast wypada rozmazany „Time Wind” z gościnnym udziałem Becka, którego głos został tutaj trochę za mocno wyeksponowany. Gdyby ograniczyć warstwę muzyczną do samego bitu perkusyjnego i minimalnego klawisza, to brzmiałoby to znacznie bardziej interesująco. Króciutkie, oniryczne „Ludivine” zapowiada natomiast finał do poduchy w postaci „Sunday Night 1987”. To idealny utwór na zamknięcie oczu.

I taki właśnie w dużej mierze jest „Junk” – senny, nużący, czasem uroczy, a gdzie indziej słodki. Bywają tzw. momenty, ale jest ich niestety mało. Nawet sam tytuł płyty na swój sposób zdaje się trafiać w sedno... Chyba jednak lepiej włączyć sobie soundtrack do „Niekończącej się opowieści”, niż ponownie przysypiać przy słuchaniu siódmego albumy M83.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load