Recenzje

2016-04-29
Mogwai - "Atomic"
"Gdy mówimy o post-rocku, myślimy o Mogwai. Gdy mówimy o zmierzchu popularności post-rocka, także myślimy o Mogwai" - tak zaczyna recenzję nowej płyty szkockiej grupy nasz recenzent Jakub Oślak.
Wykonawca: Mogwai
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2016

Ta sympatyczna choć małomówna szkocka ekipa to jedna z najbardziej prominentnych marek w tej szufladce, niestrudzenie racjonująca kolejne albumy niemalże co roku. Gdy debiutowali blisko 20 lat temu (upływ czasu to największe oszustwo ludzkości), sprawili różnicę; ich instrumentalne, kombinowane, narastające pasaże dźwięków nurtowały i omamiały. Dziś, gdy post-rock powrócił do niszy z której wypełzł, pozostał nam zespół, który konsekwentnie robi swoje. Bez pośpiechu, bez ambicji definiowania nowych gatunków i nagrywania płytowych epopeji.

I rzeczywiście, zrodziło się z tego coś zaskakująco witalnego i ciekawego. „Atomic”, będąca ścieżką dźwiękową do filmu dokumentalnego o życiu w epoce atomu, przywraca wiarę w sens tego zespołu.  Już od jakiegoś czasu ich kompozycje stały się bardziej ilustracyjne niż „rockowe”, a ich talent i zapał do komponowania muzyki jest ochoczo wykorzystywany przez niezależnych filmowców. Tam, gdzie stare dzieła wyblakły i po latach zaczęły zwyczajnie irytować i nudzić, tam „Atomic” brzmi świeżo. Rzecz niby o atomie, o przekleństwach i błogosławieństwach jakie przyniósł, o koszmarze destrukcji oraz pięknie życia. Film nastraja filozoficznie, lecz sama muzyka przenosi w inny, bezpieczny wymiar.

Przede wszystkim, elektronika. Mogwai nigdy nie stronili od wykorzystywania jej dobrodziejstw w swojej muzyce, lecz tym razem wyraźnie wysunęli ją na pierwszy plan. To zdało egzamin, tchnęło nowe życie w ich brzmienie, przeniosło w kosmos, skąd obserwujemy skalaną radioaktywnie Ziemię. Gdyby Van Der Graaf Generator spotkał się z Tangerine Dream – mogliby nagrać coś podobnego. Ponadto, album jest przemyślany; mniej w nim instynktownego błądzenia, a znacznie więcej planu i pomysłu na siebie. Kolejne kompozycje nie tylko stanowią ciekawą, zwięzłą całość, ale także są niezwykle zajmujące same w sobie, co nie jest czymś typowym dla ścieżek dźwiękowych.

„Atomic” urzeka dyskretnym majestatem. Mówimy tu o sprawach epokowych, o części historii gatunku ludzkiego zapisanego śmiercią i życiem. Tymczasem Mogwai stawia na intymność, aniżeli pompatyczność. Ich punkt widzenia to kosmonauta zawieszony ponad naszą planetą, który jest bezstronnym świadkiem jej przypadkowej apokalipsy. Dużo w ich brzmieniu ponurej, mizantropijnej melancholii, ale też zachwytu nad pięknem metamorfozy i ewolucji. Jest w tym wszystkim trochę z Philipa Glassa, a trochę z Kraftwerk; najważniejsze, że najwięcej jest tu Mogwai. Polecam tym, którzy stracili w nich wiarę; polecam wszystkim, którzy nigdy w nich nie wierzyli. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load