Recenzje

2016-05-10
Radiohead - "A Moon Shaped Pool"
Nowy album Radiohead został bardzo wysoko oceniony przez Jakuba Oślaka.
Wykonawca: Radiohead
Wytwórnia: XL Recordings / Sonic Records
Rok wydania: 2016

Coraz mniej na świecie artystów, na których albumy czekamy się w napięciu. Coraz mniej ukazuje się płyt, które wywołują światową sensację. Nie ma już Zeppelinów i Floydów, odeszli Jackson i Bowie, a U2 i Stonesi koncentrują się na odtwarzaniu muzyki. Depeche Mode, Metallica i Pearl Jam mają swoje rzesze fanów, oraz całe legiony wygłodniałych soczystej krytyki sceptyków. The Cure, Massive Attack i Peppersi stali się niszami. Nie ma już artystów, którzy wywołują pospolite ruszenie, gdy tylko ich nowa płyta jest dostępna. Nie ma już muzyków, którzy wyznaczają kierunki całej reszcie, oraz denerwują krytykę, która nie potrafi ich skrytykować. Nie ma drugich takich, co Radiohead.

Każda ich płyta to wydarzenie, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Jedni padają na kolana, tak na wszelki wypadek, a drudzy demonstracyjnie palą na stosie swoich opiniotwórczych blogów. Łączy ich jedno – podziw dla tego co Radiohead robi, jak robi i jak sprytnie kreuje swoją markę. I to, że po raz kolejny im się udało. Do ostatniej chwili nie znaliśmy ani tytułu albumu „A Moon Shaped Pool”, ani piosenek, które się na nim znajdą. I już na tym etapie czeka spora sensacja – garść nowych kompozycji jest znana fanom zespołu z występów na żywo, na czele z „True Love Waits”. Czyżby promowana przez Thoma Yorke idea recyclingu sięgnęła także sfery własności intelektualnej?

To oczywiście tylko didaskalia. Przechodząc do meritum, „A Moon Shaped Pool” to wspaniały album, mądrze rozplanowany i pochłaniający bez reszty. Poprzedni „The King of Limbs” był zbyt skomplikowany. Za dużo elektroniki, wołali fani gitar. To zbyt wymuskane, wydumane i nachalnie awangardowe. Teraz jest prościej. Radiohead przypominają swoim wielbicielom i sobie, że są zespołem rockowym, komponującym piosenki. Aranżacje uspokoiły się i wróciły do podstaw. Więcej tu orkiestry niż bit-maszyn. Więcej natchnionego wizjonierstwa niż eksperymentowania na ślepo. Więcej harmonii i krajobrazu, niźli kuchni molekularnej i fizyki kwantowej. Słowem, lepiej.

O samej muzyce warto napisać tyle, że jest uderzająco spokojna, stonowana, wręcz zmysłowa. Srogo zawiodą się ci, którzy oczekują od niej mocniejszego uderzenia lub nawałnicy fal dźwiękowych. Dominuje prostota wyrazu i oszczędność środków. Zespół stawia na atmosferę i wyciszenie, na izolację od bólu i trudu; na ciepły, żółty księżyc, którego poświata odbija się w lustrze wody w basenie. To brzmi jak późny Talk Talk, jak „Nightswimming” R.E.M. rozciągnięte do rozmiarów albumu, jak Brian Wilson szukający chwili samotności z papierosem w ręku. Pozornie dosyć monotonny krążek jest w istocie rzeczy fascynującą lekcją muzyki i wrażliwości.

„A Moon Shaped Pool” nie zmienia kolejności planet Układu Słonecznego, ale w zupełności zaspokaja zaostrzone oczekiwaniem apetyty. Nastanie tego albumu oznacza lepszy czas dla muzyki, dopóki kurz nie opadnie. Jego sympatycy jeszcze długo będą przeżywać każdą jego sekundę i dyskutować o tym, a przeciwnicy zrobią wszystko, żeby znaleźć dziurę w całym i pochwalić się tym przed światem. Najważniejsze jest to, aby go poznać i wyrobić sobie zdanie samemu. Nie wyróżniam absolutnie żadnej kompozycji, gdyż ten krążek należy podawać i przyjmować tylko i wyłącznie w całości. Wielokrotnie, w letnie wieczory, czując spokojne bicie swojego serca nie wypatrującego jutra. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load