Recenzje

2016-05-12
The 69 Eyes - "Universal Monsters"
Jedenasta płyta Finów miała być dowodem na to, że grupa nadal broni wartości rock and rollowych pod płaszczem około gotyckim. Tymczasem „Universal Monsters” zwyczajnie zawodzi...
Wykonawca: The 69 Eyes
Wytwórnia: Nuclear Blast

Wokalista Jyrki 69 w wywiadach stara się bronić swojej postawy rock and rollowego outsidera, określając swój zespół nawet mianem jednego z ostatnich prawdziwych... Nie wiem, czy jest to podyktowane chęcią zwrócenia na siebie uwagi, czy aktywowaniem trybu wodolejstwa... Otwierający płytę „Dolce Vita” rozpoczyna bicie dzwonów i rzekomo – odgłos skuterów. Dźwięki zostały zarejestrowane w Rzymie, a tuż po nich wchodzi kwadratowy rockowy riff, połączony z niskim, acz mdłym głosem Jyrkiego. Numer idzie równie sztampowo do przodu i jedyne, co nadaje mu minimalnego sznytu, to solówka gitarowa. Singlowy „Jet Fighter Plane” wprowadza natomiast komunikat z kokpitu samolotu. Zaś melodia godna raczej młodszych pobratańców z HIM i tym razem patetyczny wokal Jyrkiego, wywołuje nudności. Nieco lepiej wypada „Blackbird Pie” ze zgrabną partią gitary akustycznej we wstępie. Resztę mierzi rzężący riff i kolejna żałosna partia wokalna. Z kolei „Lady Darkness” chciał chyba aspirować do twórczości Davida Bowiego (wokal...?). Nie wyszło. I jeszcze rockowo-biesiadny „Miss Pastis” (akordeon) z klimatem rodem z knajpy żeglarskiej z barem karaoke... Na tym etapie już odechciewa się słuchać płyty, a tu wjeżdża „Shallow Graves” z nienajgorszym riffem, ocierającym się nieco o lata 80 ubiegłego wieku. Z kolei jednym z kluczowych utworów na „Universal Monsters” jest „Jerusalem”, napisany pod wpływem podróży wokalisty do Jerozolimy. Wycieczka ta na tyle go zainspirowała, że po powrocie dokonywał nawet poprawek w tekście. I trzeba przyznać, że akurat ten utwór emanuje jakimś smutkiem i nie odrzuca tak bardzo jak poprzednie. Może to dlatego, że nie jest taki patetyczny jak inne? Natomiast „Stiv & Johnny” ma za zadanie być jednym z przebojowych fragmentów płyty. Brakuje mu jednak tego, co w takich piosenkach najważniejsze – nośności. Bez tego brzmi jak demówka Rammstein (akcentowanie Jyrkiego). Płytę zamyka natomiast i dopełnia zarazem „Rock ‘n’ Roll Junkie” osadzony w stylu... The Rolling Stones. Wypada okazale. Trzydzieści lat temu byłby przebojem.

Jak na tyle lat doświadczenia, zjechanie poważnej części globu z koncertami, czy zwykłego – choćby najmniejszego – artystycznego rozwoju, nową płytę The 69 Eyes można sobie zwyczajnie darować. Jeśli chcą być outsiderami – droga wolna i prosta przed nimi...

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load