Recenzje

2016-07-12
Roisin Murphy - "Take Her Up To Monto"
Po roztańczonej i rozkręcającej zabawę Roisin Murphy z czasów „Overpowered” nie ma już śladu. Owoce sesji wokalistki i producenta Eddie’ego Stevensa, które ukazały się pod postacią ubiegłorocznej płyty „Hairless Toys” i „Take Her Up To Monto”, która właśnie wyszła, są na to najlepszym dowodem.
Wykonawca: Roisin Murphy
Wytwórnia: PIAS
Rok wydania: 2016

Najpierw słowo o tytule całości, który został zaczerpnięty z starej folkowej piosenki z lat 60., spopularyzowanej przez The Dubliners. Podkreślenie irlandzkich korzeni wokalistki? Na pewno. Muzycznych już bowiem nie do końca. I choć otwierający płytę, mocno zanurzony w latach 80. (i jednocześnie sprytnie przedzielony synthowym pulsem) „Mastermind”, spogląda jeszcze w stronę klubowo-popowych poczynań Roisin z przeszłości, to już kolejny „punktowy” i nieco łamany electropop w „Pretty Gardens”, buduje znacznie mroczniejszy klimat. „Thoughts Wasted” zaskakuje natomiast wodewilowym fortepianem i innym ciekawym instrumentarium, co słychać głównie w środkowej części utworu, wypełnionej „rwanymi” partiami smyków i wibrafonem, które nasączają go na moment sporym niepokojem, by chwilę później ustąpić miejsca spokojnemu bitowi. Ta część zwraca uwagę ze względu na tekst deklamowany przez Roisin, będący swoistą deklaracją wokalistki wobec tego, co „tu i teraz”. Wodewilowo-kuglarski fortepian otwiera także swingujący „Lip Service”. Gdyby nie bit, numer idealnie nadawałby się do jazzowego klubu. Sporą przeciwwagą dla tego klimatu jest monumentalny, elektroniczny„Ten Miles High” (ponownie kłaniają się lata 80), który zbudowany jest na głośnej, acz miarowej perkusji w tle. Z kolei delikatny, kołysankowy „Whatever” przenosi w rejony bardziej oniryczne. Rewelacyjnie natomiast wypada „Romantic Comedy", gdzie klimat „ejtisowy” przenika się z ciekawie urozmaiconym wokalem Roisin. Partie te są do tego stopnia wielobarwne, że chwilami można odnieść wrażenie, że słuchamy głosu... Kate Bush. Zaś długi, wyciszający, a zarazem intymny „Nervous Sleep" do spółki z „Sitting And Counting", który brzmi, jak gdyby został zagrany na uszkodzonej katarynce i zepsutym Casio, dopełniają płyty.

Określanie stylistyki muzycznej, w jakiej obraca się obecnie Roisin Murphy mianem dojrzałej, ubliża tej znakomitej artystce. Wszak nawet jej znacznie bardziej taneczna twórczość z przeszłości, sięgająca nawet czasów Moloko, dowodzi, że mamy do czynienia z artystką niebanalną i wiedzącą, czego chce. Natomiast pozostanie na dłuższą metę w tym, co zaprezentowała na „Take Her Up To Mont” może jednak trochę znużyć. Mam nadzieję, że w przyszłości Roisin wykona kolejną woltę stylistyczną w swojej muzyce. Ma bowiem do tego wyjątkowy talent.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load