Recenzje

2016-10-14
White Lies - "Friends"
"Czasami trudniej jest trzymać się zasad i schematów, niż je łamać lub przekraczać. Szczególnie w sztuce wydaje się, że doskonalenie przetartych szlaków jest znacznie większym wyzwaniem, niż wyznaczanie nowych" - tak recenzję nowej płyty White Lies rozpoczyna nasz recenzent Jakub Oślak.
Wykonawca: White Lies
Wytwórnia: Sony Music
Rok wydania: 2016

Johnny Marr wielokrotnie podkreślał, jak wielką miłością darzy klasyczne piosenki trwające 3 minuty 30 sekund – medium, którym pozornie powiedziano już wszystko. Nowa płyta White Lies to właśnie terytorium tego rzemiosła – doskonalenia muzycznych sonetów, których konwencja wymaga dyscypliny, a jednocześnie nie lada wyobraźni, odwagi i wrażliwości.

„Friends” to klasyczny album z muzyką rozrywkową. To magazynek dziesięciu przebojowych pocisków, idealnie wypełniających przestrzeń płyty gramofonowej, oczywiście po pięć na stronie. Zresztą w brzmieniu całego tego krążka jest coś w rodzaju nostalgii lub celebracji klasyki i prostoty, która, jak uczy Da Vinci, jest szczytem wyrafinowania. Być może właśnie dlatego kolejne płyty tej trójki Londyńczyków tak bardzo podobają się publiczności, także w Polsce. W pogmatwanym, szalonym świecie w jakim żyjemy odrobina cudownej prostoty działa jak panaceum (lub opium).

Nie chcę wyróżniać żadnego z utworów tu zebranych. Absolutnie każda z piosenek zasługuje na naszą uwagę – każda jest potencjalnym przebojem, jednocześnie oczarowując gracją i doświadczeniem. Od samego początku płyty jest jasne, że panowie czerpią ochoczo z dziedzictwa muzyki brytyjskiej, starszej (Joy Division / New Order), jak i młodszej (Franz Ferdinand, Interpol, Editors). Każdy kto ceni sobie brytyjski post-punk-pop-indie-rock poczuje się tu jak w Londynie, gdzieś w tłumie na Liverpool Street lub w blasku słońca nad Tamizą. Radość tej muzyki jest zaraźliwa, a energia natychmiastowa.

Nie mam wątpliwości, że „Friends” to najlepsza z dotychczasowych płyt White Lies, chociaż poprzednia „Big TV” jest bardzo blisko. Nawet jeśli powielają schematy setek innych zespołów, a nawet siebie samych, robią to dobrze i wiarygodnie. Nigdy nie będą pionierami lub wpływowymi mistrzami piosenkowego rzemiosła, ale ta płyta pokazuje jak wiele można z tego rzemiosła jeszcze wycisnąć. Wreszcie, jest pewien konkretny element, który znacząco wyróżnia ich na tle innych, a który dodaje ich brzmieniu tożsamości i autentyczności – to te klawisze! 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load