Recenzje

2017-03-17
Depeche Mode - "Spirit"
Depeche Mode na swojej czternastej płycie „Spirit” nie obniżają może poziomu, ale też nie wznoszą się za bardzo ponad to, co już zdarzyło im się w osiągnąć w przeszłości.
Wykonawca: Depeche Mode
Wytwórnia: Mute / Sony Music Polska
Rok wydania: 2017

Po raz pierwszy ekipa z Basildon pracowała z Jamesem Fordem w roli producenta. Na co dzień jest członkiem duetu Simian Mobile Disco, a wcześniej działał m.in. z Florence And The Machine, Klaxons, Bloc Party, czy Arctic Monkeys. I szczerze mówiąc, trudno jednoznacznie ocenić jego wpływ na „Spirit”, bo jak zwykle prym kompozytorski wiedzie Martin L. Gore, którego słychać tu bardzo wyraźnie. Już w otwierającym krążek „Going Backwards” wybrzmiewa lekko łamany klawisz na tle miarowego bitu perkusyjnego. Linia melodyczna, jak się okazuje, jawi się w nim jako jedna z najbardziej pamiętliwych, zwłaszcza gdy Dave Gahan wyśpiewuje słowa refrenu w tym ponurym tekście. Singlowy „What’s The Revolution” to już taki typowy Depeche Mode, gdzie analogowe syntezatory Gore’a mieszają się z partiami przetworzonych gitar. Akurat w tym przypadku refren kojarzy się to odrobinę z „Walking In My Shoes”. Dalej jest już nieco słabiej. „The Worst Crime” to dość mętna ballada, w której aranż nieco na siłę został zrównany z łkającym wokalem Gahana. Ciekawiej wypada za to dość minimalistyczny „cykający” „Scum”, który swoim industrialnym klimatem wprowadza nieco więcej ożywienia. A i przetworzony głos wokalisty idealnie koreluje się tu z podkładem muzycznym. „You Move” z kolei zdaje się być rozwinięciem poprzednika, zwłaszcza że paleta brzmień sięga momentami dawnych dokonań Kraftwerk, czy Jean Michel’a Jarre’a. Zaś ambientowy początek „Cover Me” sugeruje, że lada moment Gore przyłoży jakimś solidnym elektronicznym ciosem. Nic z tego. Utwór w większości delikatnie „plumka”, tworząc akwarelowy pejzaż dźwiękowy, który pod koniec został podbity nieco irytującym loopem rodem ze starego komputera. Natomiast taki utwór jak „Eternal”, będący solowym dokonaniem Gore’a na płycie Depeche Mode, jest kompletnie zbędny. Jego mętny, rozpościerający się na tle rzężących klawiszy głos zupełnie nic nie wnosi do całości. Na szczęście ten fragment płyty trwa niespełna dwie i pół minuty. Znaczniej bardziej interesująco wypada natomiast „Poison Heart”, który brzmi niczym elektroniczny blues. Wzbogacony znaczącymi ozdobnikami aranżacyjnymi (przetworzona gitara, „blinkujące” loopy w tle) wypada całkiem udanie. I nawet zawodzący głos Dave’a brzmi tu dużo lepiej. „So Much Love” to kolejny odnośnik do dawnych „depechowych” czasów. Takiego brzmienia gitary próżno szukać gdzie indziej, a i chórek Gahan/Gore wreszcie wybija się tu bardziej. Nie zdziwię się, jeśli panowie wybiorą go na kolejnego singla. Natomiast dość „komputerowo-mechaniczny” „Poorman” przepada w obliczu słabego refrenu, urywając się trochę niespodziewanie po niespełna czterech minutach i dwudziestu pięciu sekundach tuż przed mogącą nastąpić kulminacją. Trochę szkoda, bo to kompozycja, która aż prosi się o rozwinięcie, albo o co najmniej „grande finale”. Zwłaszcza, że wybrzmiewająca kolejno „No More (This Is The Last Time)”, choć naznaczona „depechowym” feelingiem, po prostu nuży. Płytę zamyka natomiast „Fail” – druga kompozycja na „Spirit” zaśpiewana  przez Martina Gore’a. Wypada ona dużo ciekawiej pod względem aranżacyjnym, a przede wszystkim wokalnym w stosunku do „Eternal”.

Zastanawiające jest to, że panom z Depeche Mode nie brakuje udanych pomysłów, które słychać na ich solowych wydawnictwach, a w swej macierzystej formacji zaczynają się coraz bardziej gubić. Trudno mówić o presji, skoro to już czternasty album. W każdym razem „Spirit” niewiele zmienia w ich dorobku, przynosząc ledwie garstkę udanej muzyki.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load