Recenzje

2018-01-09
Black Rebel Motorcycle Club - "Wrong Creatures"
„Wrong Creatures” to płyta z najbardziej buntowniczym przekazem z dotychczasowych. To wybuch ich potencjału, spalenie bladej zasłony naciągniętej na oczy widowni" - ocenił nową płytę Black Rebel Motorcycle Club nasz recenzent Jakub Oślak.
Wykonawca: Black Rebel Motorcycle Club
Wytwórnia: Vagrant Records / PIAS Poland
Rok wydania: 2018

Przeciw czemu się tak buntujesz?, pada pytanie w filmie „Dziki”, a Marlon Brando, herszt Motocyklowego Klubu Czarnych Buntowników odpowiada, Przeciw czemu tylko chcesz. To motto stanęło u zarania jednego z najciekawszych zespołów rockowych, blisko 50 lat później. Black Rebel Motorcycle Club, trio z ponurej części Kalifornii, pozostaje mu wierne do dziś. Ich droga zaczęła się wielkim sukcesem, od typowego „genialnego debiutu”, który wciąż służy jako punkt wyjścia – klucz do drzwi za którymi czeka muzyka, oraz idący za nią rozwój osobisty. Buntownicy w porę zorientowali się, że pod opiekuńczymi skrzydłami wytwórni Virgin czają się szpony: wideoklipy, nagrody, tele-promptery i makijażystki. Ich bunt został zakontraktowany i miał służyć tylko jako stylowy trend to napędzania przepływu dolarów. Takie zespoły miały wtedy branie: był rok 2001, ludzie mieli dosyć elektroniki, chcieli brudnych gitar i zadymionego papierosami garażu. Warkotliwy bas, metronomiczna perkusja, gitara strzelająca iskrami na podłogę warsztatu. A zza nich dwa głosy, jeden niewinny i chłopięcy, drugi przykryty nikotynową chrypą. Śpiewali o miłości, natchnieniu, zagubionej duszy rock’n’rolla i wszystkich emocjach, jakie wbrew pozorom wzbierają w każdym z nas.

Od tamtej pory B.R.M.C. wydali jeszcze 5 albumów studyjnych, z czego każdy stanowi nie tyle dalszy rozdział ich opowieści, co jego odrębny tom. Wszystkie ich płyty ukazywały się bez pośpiechu, układane pół-na-pół metodycznie i impulsywnie. Czasami przyświecało im natchnienie, czasami niespokojny „wirus”, który zmusza artystę do działania, nierzadko w nerwach i stresie. Za każdym razem rodziła się z tego doskonała muzyka, o własnej tożsamości, stylu i barwach, niekoniecznie w odcieniach czerni, chociaż najczęściej. Podkreślała ona potencjał Buntowników, ich zapał, talent i szerokie horyzonty, które pomimo wielu przeciwności losu nie pozwalały odłożyć instrumentów. Muzyka to styl życia, jej nie da się zatrzymać; ona płynie w nas, ale i bez nas i tylko od nas zależy, czy będziemy jej posłuszni, czy będziemy stawać okoniem. Te dwa ostatnie elementy to modus operandi B.R.M.C. – kreatywność i bunt, chaos i dyscyplina, rock’n’roll i perfekcjonizm. Gdzieś na krańcach tych okalających świat sprzeczności jest most, po którym można dotrzeć do sedna tych płyt. Do kolejnych warstw zrzucanej i pozostawionej za sobą skóry. Do dźwięków, które towarzyszą nam jak abstrakcyjne motto przez całe życie, którego sens zrozumiemy dopiero podczas napisów końcowych.

Cokolwiek nie powiemy lub napiszemy o „Wrong Creatures” – będzie pasować. To płyta, która z dotychczasowych jest najsilniejszym, najdobitniejszym wyrazem owego kreatywnego buntu. Wszystko to, co do tej pory było odczytywane jako budowanie kolejnych pięter piramidy, całkowicie ją odwróciło i postawiło na czubku. „Wrong Creatures” mierzy wyżej i szerzej, niż cokolwiek, co B.R.M.C. dotychczas nagrali. Ich genialny debiut wypada przy nowej płycie być może nie blado, ale coś co nagrała zupełnie inna grupa muzyków (de facto, jedyna różnica zasiada za bębnami). Czarne kurtki i papierosy w zębach okazały się zabawkami dla dzieci, które opuściły rodzinne podwórka, oddając się natchnieniu, doświadczeniu, głosowi podświadomie wzywającego arcydzieła. „Wrong Creatures” to właśnie owo arcydzieło, gdzie zespół osiągnął pełnoletniość. To nie jest kulminacja dotychczasowych wysiłków i pomysłów; to brzmienie świadomości, jaką motocyklowe trio osiągnęło po 18 latach, od kiedy nagrali swoją płytę demo. Każda z ich dotychczasowych płyt była ważna i niezależna, lecz to, co słyszymy na „Wrong Creatures” brzmi jak formuła spajająca je w logiczny ciąg. Blues, rock’n’roll, psychodelia, Americana, krew i łzy, nieważkość w słońcu, piasek, zapach nocy.

„Wrong Creatures” jest płytą niecodzienną – złożoną, dopieszczoną, pękającą w szwach od pomysłów i rozwiązań. Tak jak dziecko nigdy nie spakuje się na wyjazd w jedną, małą walizkę, tak i Buntownicy naładowali nowy album tyloma fascynacjami, ile zdołali upchnąć. Posłuchajmy choćby tego intro, rodem z arizońskiej groty, gdzie swoją uduchowioną muzykę nagrywa Steve Roach. „Spook”, „King of Bones” – czy to oś płyty, czy to przeboje? Nie, tu nie ma przebojów, tu nie ma piosenek na singla. Tą enigmę należy przyjmować wyłącznie w całości, albo wcale. Czy słyszycie ile tu warstw, ile kanałów, ile przestrzeni, ile pejzaży i krajobrazów? Co to ma wspólnego z rock’n’rollem, garażem, punkiem – przecież to muzyka progresywna, co się zowie! A jednak te warkoczące gitary nie pozwalają nam zapomnieć, że cały czas znajdujemy się w warsztacie, chociaż w pobliżu ręki stoi czarna fiolka oznaczona tajemniczym napisem M.K. Ultra. To nie brzmi jak słynne Wypij mnie z „Alicji w Krainie Czarów” – lecz raczej powracające pytanie, Przeciw czemu tak się buntujesz? Po czym odpowiedź pada już machinalnie, zza czerwonej kurtyny, przy oklaskach widowni: Przeciw samemu sobie. Na bis możemy udać się na plażę („Echo”), lub na rozświetlone ulice metropolii („Ninth Configuration”).

Bogactwo i rozmach „Wrong Creatures” przekroczyło moje oczekiwania, a przecież do spotkania z nią przygotowałem się na koncertach, gdzie zespół prezentował jej fragmenty w tremie i nerwach. B.R.M.C. przyciąga fanów „brudem” - smarem i warkotem swojego brzmienia, jak i stylem życia z papierosem w ustach i środkowym palcem w oku cyklonu. Jednak pod tą coraz cieńszą powłoczką rock’n’rolla, o co podejrzewałem ich nie od dziś, skrywają się niezwykle kreatywne dusze. Ich celem nie jest życie w rynsztoku spadających gwiazd masowego przekazu, ani też punkowe 2 i pół minuty władzy nad światem, co wieczór. Oni przybyli tu tworzyć muzykę – kompleksową i nieprzeniknioną jak oni sami, wielobarwną i wielozapachową; taką, którą przeżywa się zarówno w pierwszym rzędzie podczas koncertu, jak i w swojej strefie bezpieczeństwa, na kanapie, wśród niewłaściwych stworzeń. Podkreślam i powiadam, „Wrong Creatures” to płyta z najbardziej buntowniczym przekazem z dotychczasowych. To wybuch ich potencjału, spalenie bladej zasłony naciągniętej na oczy widowni. Nie przypadnie do gustu tym, którzy oczekują powtórki z rozrywki oraz przebojów na miarę „Spread Your Love” czy „Berlin”. Tu nie ma rozrywki, tylko sztuka; chociaż, czy kto umie je dziś rozróżnić? 


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load