Recenzje

2018-01-25
Xylouris White - "Mother"
"„Mother” to najnowszy album duetu, nagrany dobrą passą i natchnieniem dwóch poprzednich krążków. To zebranie kilku światów – improwizacji, awangardy, oraz uduchowionej muzyki folk" - to fragment recenzji najnowszej płyty duetu Xylouris White autorstwa Jakuba Oślaka.
Wykonawca: Xylouris White
Wytwórnia: Bella Union / PIAS Poland
Rok wydania: 2018

Ta płyta ma troje bohaterów. Pierwszym jest lutnia kreteńska, muzyczny obiekt czci mieszkańców największej z greckich wysp. Sympatycy legend i mitów utrzymują, że na takim właśnie instrumencie grał bóg Apollo. Wśród śmiertelników zaś jej współczesnymi mistrzami są bracia Ksiluris: Nikos, Adonis i Janis, oraz syn Adonisa – Jorgos. To właśnie on jest drugim bohaterem tego krążka. Trzecim jest Australijczyk Jim White, perkusista-wirtuoz, o którym liczni współpracownicy wypowiadają się wyłącznie z nabożeństwem. Ci dwaj przedstawiciele jakże odległych światów spotkali się wiedzeni nicią przeznaczenia dopiero cztery lata temu, a już zdążyli nagrać wspólnie trzy krążki. Obaj mają na koncie wiele lat natchnionej i wielowątkowej pracy muzycznej. Swój wspólny projekt szerszej widowni ukazali zaś z pomocą niezawodnej Bella Union, poławiaczy muzycznych pereł.

„Mother” to najnowszy album duetu, nagrany dobrą passą i natchnieniem dwóch poprzednich krążków. To zebranie kilku światów – improwizacji, awangardy, oraz uduchowionej muzyki folk. To kolejna, jakże udana i efektowna, próba spotkania muzyki tradycyjnej z rozrywkową. Z jednej strony mamy tu „rockową” dynamikę, szarpanie ośmiu strun lutni oraz szybki rytm bębnów; z drugiej zaś, co jest moim zdaniem ważniejsze, medytacyjną równowagę i kontemplacyjny nastrój. Płyta pochłania bez reszty i dobrze odnajduje się zarówno w dynamicznym otoczeniu, na ulicy, wśród miraży i wiraży, jak i wieczorem, przy poświacie księżyca, przed snem. Zdolności, doświadczenie oraz radość z grania muzyki u obu instrumentalistów nie podlega dyskusji. Słuchacz potrafi to wyczuć, kiedy artysta dobrze się bawi, a kiedy gubi się, lub nawiedza go pustka. Ci dwaj mają frajdę i szybko nie przestaną.

Świat muzyki folkowej, tradycyjnej, etnicznej to planeta równie wielka co rock, jazz, klasyka czy elektronika. Gdy spotykają się w jednym miejscu, potrafią z tego wyjść cuda, ale i wianki. Duet Xylouris White na szczęście stoi po stronie cudów, tam gdzie chociażby niezwykle popularny zespół Tinariwen, ale także najwięksi: Rawi Shankar, Nusrat Fateh Ali Khan. Muzyka Xylouris White, co warto odnotować, nie przychodzi nam podana z łatką folk, etno, etc. Tu nie ma żadnych łatek – tu jest po prostu muzyka, która tym razem przybrała postać gruszkowatej lutni i jej kudłatego mistrza. To coś innego – powiew świeżości i przewietrzenie poddasza, gdzie kurzą się stare prog-rocki i krauty. Takie postaci jak Ksiluris i White, oraz ich coraz śmielsza i odważna muzyka, to efekt otwierania oczu i uszu: na kształty, barwy, dźwięki, instrumenty i niecodzienną atmosferę i sztukę. Oby więcej, im i nam. 

TUTAJ nasza galeria z ubiegłorocznego koncertu Xylouris White w warszawskim klubie Pardon To Tu. 


Autor: Jakub


End of content

No more pages to load