Recenzje

2018-02-08
Simple Minds - "Walk Between Worlds"
Simple Minds w kryzysie? Oto nasza recenzja nowego albumu Szkotów, który ukazał się 2 lutego.
Wykonawca: Simple Minds
Wytwórnia: Warner Music Polska
Rok wydania: 2018

Po czterech latach od ostatniego, dosyć dobrze przyjętego albumu „Big Music”, Simple Minds powracają z nową ofiarą na ołtarzu muzyki i pop-kultury. W międzyczasie zespół bynajmniej nie próżnował; jak zwykle mnóstwo koncertów, w tym seria występów akustycznych, oraz dość radykalna zmiana składu. Odszedł klawiszowiec Andy Gillespie, oraz długoletni perkusista Mel Gaynor. Co prawda zdołał on jeszcze dorzucić swoje nieomylne bębny na nowym albumie, ale na żywo zobaczymy już nie jego, a Cherisse Osei. Oś zespołu pozostaje niezmienna: wiecznie uśmiechnięty, niebieskooki Jim Kerr, oraz Charlie Burchill i jego magiczna, śnieżnobiała gitara. Stare fundamenty, ale nowi, młodzi mieszkańcy. Co nam zatem przynoszą wraz z „Walk Between Worlds”?

Mówiąc szczerze, coś bardzo dziwnego i w ogólnym rozrachunku rozczarowującego. Na wstępie, paskudna okładka, ale do tego akurat fani zespołu powinni być przyzwyczajeni (z blisko 20 albumów studyjnych tylko debiutancki krążek nie jest graficznym koszmarem). Dalej – singlowy „Magic”. Czy zespołowi z takim dorobkiem jak Simple Minds godzi się wydawać piosenkę w stylu Taylor Swift? Gdyby to rzeczywiście była Taylor Swift, albo chociaż młody, debiutujący zespolik, sprawa byłaby jasna; to materiał nie dla mnie, godzien polskich komercyjnych stacji muzycznych. Ale Simple Minds, którzy mają na koncie zarówno albumy nowatorskie, jak i upakowane przebojami? Niestety to prawda; aczkolwiek, jak zawsze powiadam, albumów należy wysłuchać w całości. Lubią zaskakiwać.


Niestety, zaskoczenia nie było. Dalej idzie „Summer” i już po tych dwóch tytułach można zacząć podejrzewać, że coś tu wyraźnie nie gra. Prostacko zatytułowane, nachalne quasi-hity, pełne elektroniki o ogłupiającym natężeniu i kluczowych słów w tekstach, typu forever, everybody, itp. Jim Kerr ma 58 lat na karku, głos mu coraz bardziej chrypnie, a wciąż pozwala sobie na takie terapie odmładzające. Ciężko w to uwierzyć, ale gdy ci dwaj, Jim i Charlie, mieli po dwadzieścia-parę lat, nagrali tak doskonały album jak „Empires and Dance”; także naładowany elektroniką, ale jakże porywający, eksperymentalny i przede wszystkim – poważny. Teraz natomiast dostajemy elektroniczno-gitarowe tutti-frutti, które z porywaniem ma tyle wspólnego, co poranny budzik.

Przykro to stwierdzić, ale cały album taki jest. Kilka iskierek nadziei – gitara Charliego jest nie do pokonania; każdy sympatyk zespołu rozpozna ją wszędzie. Szkoda, że ginie pod lawiną syntezatorów. "The Signal and The Noise" to dobry numer (poważniejszy niż „Magic”, „Summer” czy „Utopia”), ale za najsilniejszy uznałbym „Barrowland Star”. Ta piosenka pokazuje z czego Simple Minds słyną i za jakie brzmienie są najbardziej kochani. Dowcip polega jednak na tym, że ten numer powstał jeszcze w latach 90., i właśnie dlatego tak odstaje poziomem od reszty materiału. Podstawowy album zamyka „Sense of Discovery”, który również zaliczyłbym do udanych. Niestety wersja deluxe posiada jeszcze trzy – bardzo złe, w tym koncertowe wykonanie „Dirty Old Town”, w ciepłym, disneyowskim stylu.

Już „Big Music” wysłało mi sygnał ostrzegawczy. Być może nie było złe, ale dawało poczucie, że Simple Minds przestają być moim zespołem. Różnica między obecnym Simple Minds a tym, który uwielbiłem jest taka, jak pomiędzy „Summer” a „Someone Somwhere in Summertime”. Pop-rockowe przeboje też należy umieć pisać i podawać, a osoba dobrze osłuchana od razu rozpozna, kiedy zespół ma coś świetnego do zaprezentowania, a kiedy najzwyczajniej oszukuje. Z ich doświadczeniem, latami tłustymi i chudymi, piwnicami i stadionami, eksperymentami i powerplayami powinni wiedzieć lepiej. Uważam że to kiepska płyta, która zamiast wyrafinowania i dojrzałej kombinatoryki brzmi jak pop dla millenialsów. Czyli ma szanse na sukces. Ja polecam starocie, do „Real Life” włącznie.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load