Recenzje

2018-02-20
Lao Che - "Wiedza O Społeczeństwie"
Nowa płyta Lao Che jednym z kandydatów do miana "polskiej płyty 2018 roku"? Szanse ocenił nasz recenzent Marcin Knapik.
Wykonawca: Lao Che
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2018

„Prawie 25,5 tys. absolwentów liceów i techników podeszło w 2017 roku do rozszerzonej matury z wiedzy o społeczeństwie. Tylko 13 proc. z nich przekroczyło próg 50 procent”. To informacja o wynikach matury z zeszłego roku. Nie wygląda to dobrze. Ale co wiemy tak naprawdę o polskim społeczeństwie, o sobie nawzajem? Nowa płyta Lao Che skłania do zastanowienia się nad tym. Ta refleksja zapakowana zaś jest – tradycyjnie w przypadku tego zespołu – w intrygującą oprawę muzyczną.

Bardzo czekałem na tę płytę. Lao Che jest jednym z tych polskich zespołów, który nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Bardzo polubiłem wydaną przed trzema laty album „Dzieciom”, która była moją prywatną polską płytą 2015 roku. Można było się spodziewać, że ich nowe dzieło będzie inne muzycznie od poprzedniego. I znów tak jest. „Wiedza o społeczeństwie” jest inna od „Dzieciom”. Zespół znów liczy siedem osób. Do składu dołączył Karol Gola (saksofony, flet, instrumenty klawiszowe), grający w Pink Freud czy Jazzombie i jego wkład też słychać na tym albumie. Producentem płyty ponownie jest Piotr „Emade” Waglewski wraz z Filipem „Wieżą” Różańskim.

Zapowiadano, że brzmienie „Wiedzy o społeczeństwie” będzie inspirowane muzyką lat osiemdziesiątych. I tą zapowiedź realizują już dwa pierwsze utwory – dwa strzały w środek tarczy już na sam początek albumu. Dyskotekowy i niesamowicie przebojowy „Kapitan Polska” z gościnnym udziałem Bartosza „Fisza” Waglewskiego. Ale gdy w tym tanecznym, radosnym nastroju pojawiają się słowa: „Przybądź i bądź, bez zarzutu, tak dla Tutsi, jak dla Hutu”, to jest to kubeł bardzo zimnej wody na głowę. Jeśli ktoś nie kojarzy tych plemion i nie wie o co chodzi, niech wpisze sobie te nazwy w wyszukiwarkę internetową. Zaraz potem – „United Colors of Armagedon” ze słowami: „Uchodźcą jestem. Zmuszony uchodzić jestem za kogoś, kim nie jestem”. Poezja.


Skoro jesteśmy przy tekstach Huberta Dobaczewskiego, czyli „Spiętego”. Znów trafiają w punkt. Teksty zmuszają do refleksji. Przekazują ważne treści, refleksje artysty na temat kondycji społeczeństwa i relacji międzyludzkich, tak jak w wymienionych wyżej przykładach. Czasem w ironiczny sposób, przez gry słów, zabawy językiem polskim, czasem prowokowanie („Nie rzucisz ziemi, skąd twój smród”). Do tego umiejętność ujmowania sprawy w jednym zdaniu, jak w kolejnym przebojowym momencie płyty – „Polak, Rusek i Niemiec”. Hasło „Naszych dusz nie uratuje nawet Chrystus plus” będzie chętnie wykrzykiwane przez publiczność na koncertach. Nie widzę innej opcji.

Hasło „inspiracja latami 80.” w przypadku Lao Che nie oznacza okopania się w jednym miejscu. Nie da się zaszufladkować tej płyty w jednym rodzaju muzyki. W wybranym na pierwszy singiel „Nie raj” kapitalna robota jest robiona przez bas. „Gott Mit Lizus” kłania się w stronę hip-hopu. Jazzująca „Liczba mnoga”  przywołuje w brzmieniu Voo Voo – saksofon nadaje jazzowego sznytu, zresztą nie tylko w tym utworze. „Sen a’la tren” zahacza o klimaty reggae, a „Szkolnictwo” o klubowe. Taneczne klimaty wręcz z Bałkanów słyszymy w „Baśni tysiąca i jednej nocki”.

Lao Che znów nagrał ważną płytę. Rozkazującą popatrzeć na siebie i na otoczenie. Różnorodną i niezaszufladkowaną. W ten sposób wyrósł bardzo poważny pretendent do miana polskiej płyty 2018 roku.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load