Recenzje

2018-03-01
The Breeders - "All Nerve"
Ukazał się pierwszy od 10 lat album studyjny amerykańskiej formacji The Breeders. Czy warto było czekać tyle czasu? Na to pytanie odpowiedział Jakub Oślak.
Wykonawca: The Breeders
Wytwórnia: 4AD / Sonic Records
Rok wydania: 2018

Oczekiwania potrafią zabić płytę. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy nawet mała kropla informacyjna potrafi wywołać lawinę niepotrzebnego hype’u. Najlepiej załatwili sprawę My Bloody Valentine, którzy wydali swoją pobożnie oczekiwaną od 22 lat płytę po prostu naciskając guzik. Dziś nawet jedno wspólne zdjęcie może być powodem informacyjnego szaleństwa i gwałtownego wzrostu oczekiwań. Tym bardziej, gdy zespół wydający rzeczoną płytę nie czyni tego regularnie co dwa lata. The Breeders nagrywali płyty wtedy, gdy Kim Deal miała przerwę od Pixies. Teraz, gdy Deal opuściła swój macierzysty zespół na dobre, chcąc nie chcąc w obozie The Breeders zaczęło dziać się więcej. Światło dzienne ujrzała nie tylko wypasiona, jubileuszowa reedycja najpopularniejszej płyty zespołu, czyli „Last Splash”, ale – co ważniejsze – zapowiedziany został nowy album. I to nie byle jaki, bo nagrany w tym samym składzie co właśnie „Last Splash”. Sam ten fakt brzmiał jak obietnica poranka.

Wszystkiemu winny jest oczywiście największy przebój Breedersów, czyli „Cannonball”. Nie sposób jest postrzegać czegokolwiek, co siostry Deal nagrały później inaczej, niż przez pryzmat tej piosenki. Ten klimat, rok ’93, grunge, alternatywa, MTV, cały ten cyrk – ten przebojowy hałas i ta doskonała linia basu Kim Deal. Oczywiście nie chodzi o to, żeby nagrywać kolejne coraz gorsze klony swojego przeboju, ale aby zachować tą atmosferę i estetykę, jaka chcąc nie chcąc zdefiniowała ten projekt. I muszę powiedzieć, że w kilku momentach albumu „All Nerve” jest go nawet słychać. Szkoda tylko jednak, że są to momenty. Cała reszta tych 34 minut składa się na coś przedziwnego – brzmiącego jak taśma demo nagrana w piwnicy. Czegoś, co mogłaby nagrać początkująca grupa, chcąca brzmieć jak Pixies, Sonic Youth czy Dinosaur Jr. Ale tak doświadczoną ikonę muzyki alternatywnej jak Kim Deal jest chyba stać na coś więcej? Taki symbol niezależności, swobody artystycznej wie chyba lepiej?


No właśnie, pytanie o sens płyty „All Nerve” to tak naprawdę pytanie o to, co Kim Deal chce nam powiedzieć, przekazać, zainspirować, zamanifestować. Wypuszczone w eter pojedyńcze piosenki „Nervous Mary”, „All Nerve” i „Wait in the Car” brzmiały obiecująco (znowu to słowo). Składają się one także na pierwsze trzy kompozycje na całym albumie, co już jest pewną nieśmiałą lampką ostrzegawczą. Jednak gdy miną i przychodzi czas na tzw resztę albumu, czar pryska jak tłuszcz z patelni. Nie chodzi o to, że są to piosenki dziwaczne („Last Splash” też był dziwaczny, podobnie jak albumy Pixies, chociażby „Surfer Rosa”), surowe, hałaśliwe; one są po prostu kiepskie, nudne i irytujące. Całe szczęście, że mijają szybko – 34 minuty czasu trwania tego albumu to akurat jego zaleta. Piszę to bez przekąsu - lubię krótkie albumy, nie męczą i jeśli są dobre, to chce się je od razu włączyć z powrotem. „All Nerve” niestety nie. Przeciwnie, mam ochotę już nigdy do niego nie wracać.

Nasuwa mi się kilka odpowiedzi dlaczego. Przede wszystkim, „All Nerve” nie jest ani płytą przebojową, ani poszukującą; ani jednoznacznie piosenkową, melodyjną, ani też przesadnie udziwnioną. Stoi dokładnie na środku tych dróg, co sprawia, że w efekcie jest... żadna. Średnia. Okej. Na pewno zda egzamin przy piwku i pogaduchach, nie przyniesie też wstydu stojąc na półce z płytami obok Thurstona Moore’a, MBV, czy Pixies. Ale to z całą pewnością nie są te elektrowstrząsy, jakich oczekiwano. Nie ma tu ani jednej kuli armatniej. Nie ma tu niczego, co miał „Last Splash”, a co sprawiło, że po latach doczekał się super hiper deluxe boxu. W każdej z piosenek na „All Nerve” tkwi spory potencjał, dobre granie i kilka świetnych, klimatycznych zagrywek („MetaGoth”, „Dawn: Making an Effort”). Ale są one przez coś na naszych oczach i uszach zabite i doprowadzone do postaci kleiku, którego zadaniem jest przelecieć niezauważonym przez żołądek chorego. Duży zawód.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load