Recenzje

2018-03-12
Kasia Lins - "Wiersz Ostatni"
To jest przykład płyty, do której podszedłem z uprzedzeniami, a po wysłuchaniu której kompletnie zmieniłem pogląd na jej temat. Kasia Lins na swoim ‘drugim’ debiucie po prostu zachwyca.
Wykonawca: Kasia Lins
Wytwórnia: Universal Music Polska

Płytowy debiut Kasi Lins miał miejsce w 2013 roku. Wówczas ukazał się krążek „Take My Tears”, który w pierwszej kolejności został wydany w Japonii… Od tego czasu trochę się zmieniło. Przede wszystkim ta młoda artystka dojrzała do tego, by nagrać taki album jak „Wiersz Ostatni”. Skąd zatem uprzedzenia? Sugerując się niedawnym występem Kasi przed Jessie Ware, doszedłem do wniosku, że to materiał trochę zbyt monotonny. A że wysłuchałem koncertu praktycznie bez znajomości jej najnowszego dzieła… No właśnie. Tymczasem materiał prezentuje się spójnie, lirycznie, a monotonii nie ma praktycznie wcale. O ile króciutkie niespełna dwuminutowe „Odchodząc” troszkę myli trop dla całości, o tyle już kolejne kompozycje jawią się jako ciekawy mariaż popu, country, folku i soulu. Utwór tytułowy wchodzi z pełną mocą, przypominając nieco dokonania Florence Welch (te wokale), ale też solidnym gęstym brzmieniem gitary i partią tłustych bębnów. Jeszcze nośniej wypada „Kiedy Dobrze Jest Nam”, pomimo bardziej chropowatego soundu, niż w przypadku poprzednika. „Dawno” – znane już z singla, to jeden z ‘hajlajtów’ tego krążka. Powolny, snujący się fortepianem, gitarą i perkusyjną stopą, tworzy jedną z ciekawszych opowieści na płycie. Gościnny udział Łukasza Lacha z L.Stadt jest tu dodatkowym atutem.


Z kolei ”Save Me Boy” legitymuje się większą przejrzystością brzmienia, ale też buduje intrygujący klimat opowieści drogi rodem z Dzikiego Zachodu. „Hollow Words” rozwija ten kierunek jeszcze bardziej (ta gitara przypominająca tę z „Personal Jesus” Depeche Mode, daje znakomity efekt). „Tonę” natomiast nieco spowalnia atmosferę, a jednocześnie usypia zmysły przed kapitalnym, trafnie zatytułowanym „Southern Wind”. Kulminacją płyty jest jednak piosenka „Dzień”. Dlaczego? Bowiem tu słychać artystkę w skali 1:1 - tylko fortepian Kasi, wygrywający bardzo pamiętliwą melodię oraz jej głos(y). Znów kłania się twórczość Florence Welch, ale już w bardziej oszczędnej formie. Nieco ociężale wypada natomiast „Tak Widzę Nas”. Monumentalna perkusja przysłania tu brzmienia gitary, a chwilami nawet i głos Lins. Na tym tle „Forrest” jawi się trochę jak wypełniacz, zbierający to, co dotychczas na płycie można było usłyszeć. Zupełnie inaczej wypada natomiast końcówka płyty w postaci dubletu „These Days”/„Słowa Proste”. Pierwszy – bardzo minimalistyczny - ma w sobie coś z dokonań Alicii Keys. Drugi zaś, będący jego naturalnym rozwinięciem, to przepiękny, oniryczny i natchniony finał całości.

„Wiersz Ostatni” to dla Kasi Lins otwarcie szerokich wrót do dalszej muzycznej przygody. I poszukiwań. Bo o ile ta płyta z jednej strony pokazuje możliwści tej dwudziestosiedmioletniej dziewczyny, o tyle wierzę, że jeszcze niejednokrotnie zaskoczy słuchaczy w przyszłości.                                                                        

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load