Recenzje

2018-03-12
Belle & Sebastian - "How To Solve Our Human Problems"
Szkoci z Belle & Sebastian skompilowali na jednym wydawnictwie materiał z trzech ep-ek wydanych na przełomie 2017 i 2018 roku.
Wykonawca: Belle & Sebastian
Wytwórnia: Matador Records / Sonic Records
Rok wydania: 2018

Podobno najpiękniejsza muzyka to ta smutna, frapująca. Łzy, doły, melancholia, depresje i ogólne ponuractwo są postrzegane jako oznaka dojrzałości, powagi, wyższej wartości sztuki. Muzyka wesoła, optymistyczna to z kolei rzeczy niedojrzałe, trywialne, komercyjne, wymuszone, prostackie, urągające powadze dojrzałego, wymagającego słuchacza. Gdy zestawimy obok siebie Portishead i Abbę, to „dojrzali” słuchacze wybiorą arcy-doły z Bristolu ponad szwedzkie disco; no chyba, że wielki tandem piosenkopisarski Bjorna i Benny’ego publicznie pochwali Steven Wilson. Natomiast są zespoły, które od lat trudnią się muzyką radosną, optymistyczną, krzepiącą, a które nigdy nie zeszły z panteonu wielkich artystów, cenionych przez surowych krytyków na całym świecie. Przykładem takiej formacji jest Belle & Sebastian, szkocki kolektyw wrażliwych intelektualistów, którzy mimo wszystko postawili na wesołą, radosną muzykę pop/indie najwyższej próby – i do dziś są w tym niezrównani.

Pop w wykonaniu B&S jest wysmakowany i niezależny od jakichkolwiek trendów, poza rzecz jasna silnym nacechowaniem wpływów literatury, kina, sztuk pięknych, itd. Od lat niosą ze sobą ciepło i komfort, doskonałe melodie oraz przenikliwe, często poetyckie słowa. Ich nowe albumy nie pojawiają się zbyt często; ale, gdy już to czynią, zwykle są witane ogólnym westchnieniem aprobaty, radości, wręcz zaszczytu. „How to Solve Our Human Problems” to kompilacja trzech EP-ek, wydanych na przestrzeni grudnia 2017 i lutego 2018, ale należy ją traktować jak regularny album. Nie ma tu wypełniaczy ani zbędnych minut. Jest za to wiele doskonałych piosenek, które zachwycają i wskakują do głowy nie gorzej niż The Smiths, np. „We Were Beautiful” , „Everything is Now”, czy „Poor Boy”. Tego zbioru słucha się jednym tchem i momentalnie prosi o więcej. Oczywiście, ludzki nastrój nie zawsze pozwala na dobry odbiór takiej muzyki, ale w blaskach budzącej się wiosny – pasuje idealnie.


Nie jest łatwo oddać prostymi słowami gdzie leży magia Belle & Sebastian. Przede wszystkim – to estetyczne, retro-futurystyczne ciepło. Podobnie jak u Boards of Canada czy Stereolab, czuć tu powab beztroskiego vintage, takiego ze starych katalogów wysyłkowych Quelle lub filmów Jacquesa Tati. Po drugie, B&S to big band, gdzie wszyscy członkowie komponują, śpiewają i grają na instrumentach, a ich beztroskie koncerty szybko zamieniają się w spontaniczny festyn. Po trzecie, B&S szanują słuchacza, takiego w okularach i z brodą, który zaopatruje się w żółte winyle na Record Store Day. Ich muzyka, wbrew pozorom, przemawia najpierw do intelektu, a dopiero potem do tańca. Słowa piosenek, które często przepadają w radosnym art-popowym szumie, poruszają tematy społeczne i emocjonalne w sposób trafny i poetycki. Naprawdę można tak grać; co więcej, nigdy nie jest za późno, żeby taką muzykę odkryć i wcielić ją do swojej codzienności i rutyny – pomoże na wszelki ból.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load