Recenzje

2018-05-15
Mateusz Franczak - "Night-Night"
Ciemność. Wielu z nas się jej boi. Mądre zdanie głosi, że „lepiej zapalić świecę niż przeklinać ciemność”. Może być jednak ona motorem napędowym działań, przyczynkiem do refleksji, inspiracją.
Wykonawca: Mateusz Franczak
Wytwórnia: Too Many Fireworks
Rok wydania: 2018

Mateusz Franczak – znany z gry w zespołach HOW HOW i Daktari nagrywał swój drugi solowy album nagrywał w warszawskim Teatrze Syrena. Niemalże w ciemności, jak podkreśla artysta. Gdy już kończyła się praca przy nagrywaniu płyty, na ulicach też panowała ciemność. Musiała to być wytężona praca, bo album nagrywano w lipcu i sierpniu zeszłego roku.


„Night-night” to drugi owoc solowej działalności Franczaka. Pierwszym był „long story short” sprzed dwóch lat. Nowy album Franczaka zaczyna się blisko dziesięciominutowym „Hold Your Fire”, który można podzielić na trzy części. W pierwszej – mechaniczne dźwięki,  w drugiej – delikatna gitara i malowanie muzycznych krajobrazów, w trzeciej – gitara, bębny i głos. Głos, który zmienia się na przestrzeni całej płyty. Słyszymy jego różne barwy. Ciemność też ma różne odcienie. Minimalistyczne, przestrzenne, fortepianowe (krótkie kompozycje: „Over” i „Pointing”). Ale też bardziej grunge’owe, z przesterowaną gitarą (prosty, rockowy „Defy” oraz „All About”). Spośród ośmiu kompozycji, które znalazły się na albumie – dwie są instrumentalne: „Pointing” i „Revealing”. Bardzo nocne.

Muszę jeszcze dodać radę dla słuchających. Nie zawsze utwory na tej płycie kończą się wtedy, kiedy nam się może wydawać. Np. zamykający ją utwór „Fool” wycisza się po około dwóch minutach. Przy pierwszym odsłuchu płyty myślałem, że oznacza to już jego koniec, a tu po kilkunastu sekundach – dalszy ciąg. I to bardzo ładny. Z bębnami i z dodatkowym smaczkiem saksofonowym.

Na „Night-night” nie ma przeładowania tysiącami instrumentów i tysiącami dźwięków. Ale są przestrzeń i piękna skromność. W sam raz na podróż w krainie nocy.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load