Recenzje

2018-06-01
Snow Patrol - "Wildness"
7 lat czekali fani Snow Patrol na nowy album swoich ulubieńców. Czy "Wildness" spełni ich oczekiwania? O tym w naszej recenzji autorstwa Marcina Knapika.
Wykonawca: Snow Patrol
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2018

Siedem lat. Cała epoka – także w muzyce. Ale żeby tylko w niej? Tak właściwie, to każdy z nas mógłby sobie teraz postawić pytanie: co robił w 2011 roku i w którym momencie życia wtedy był.

Może i powyższe słowa zabrzmiały patetycznie i filozoficznie, ale fakty są takie, że ostatnia – do tej pory – studyjna płyta zespołu Snow Patrol ukazała się w listopadzie 2011 roku. Miała tytuł „Fallen Empires”. Po prawie siedmiu latach fani szkocko-irlandzkiej kapeli doczekali się nowego albumu. Nazywa się „Wildness”, a jego tytuł nie ma prawie nic wspólnego z muzyką, jaką na nim znajdziemy.

W trzecim akapicie recenzji znów zrobi się filozoficznie, bo filozoficzną i ciekawą klamrę kompozycyjną możemy zauważyć na płycie. Otwiera ją utwór „Life on Earth”, a zamyka piosenka „Life And Death”. Notabene, są to jedne z lepszych utworów proponowanych nam przez kapelę pod wodzą Gary’ego Lightbody’ego. Ładnie zbudowane. Pierwszy – bardziej oszczędny, spokojnie wprowadzający w całość, w drugim – dzieje się więcej i nie ma nudy. Pierwszym singlem z albumu jest „Don’t Give In”. Podnoszące na duchu przesłanie daje nam już sam tytuł. I jakby trochę pozmieniać w tekście, to sprawdziłby się w roli hymnu na mundial. Sama kompozycja – nośna, hymniczna, choć bez mocnego kopnięcia.


W czwartym akapicie nie będzie już o filozofii. Będzie o tym, co to za płyta. Jak już wspomniałem wyżej, tytuł niezbyt dobrze oddaje to, co usłyszymy w utworach. Dzikości to tu nie ma. Niewiele tu żywszych, bardziej energetycznych momentów. Możemy do nich zaliczyć „Empress” (bez szaleństw, jeśli chodzi o poziom, w pewnych momentach pojawia się myśl, że słuchamy utworu Electric Light Orchestra), „A Dark Switch” (bardziej popowy, ze smyczkami w tle) i „Wild Horses” (mocny punkt albumu, nie jest to cover utworu The Rolling Stones). Poza tym znajdziemy kompozycje ładne, bardziej popowe, ale przelatujące przez ucho (np. „Heal Me”). Ale „Wildness” to głównie płyta spokojna. Więcej tu wyciszenia, delikatności, ballad. Dla zwolenników ckliwości – minimalistyczny „What If This Is All The Love You Ever Get?”. Minimalistyczny w względzie brzmienia (pianino), bo na pewno nie w długości tytułu. Dla lubiących oszczędność, a zarazem podniosłość – „Soon”. Dla tych, którzy lubią mniej balladowe ballady – „A Youth Written In Fire” z przyjemnymi wtrętami elektronicznymi.

Na koniec wypadałoby napisać podsumowanie. Na płycie jest 10 utworów, więc można by się pobawić w ocenę w skali od 1 do 10. Cztery punkty – po jednym za cztery kompozycje („Life on Earth”, „Don’t Give In”, „Wild Horses”, „Life And Death”). Za pozostałe dołożyłbym jeszcze dwa. Wychodzi z tego szóstka. Szóstka w skali od 1 do 10. Niezła płyta, ale większości materiału z niego nie będziemy wspominać siedem lat. Bardziej możliwe, że zapamiętamy go góra na siedem dni, a i to optymistyczny wariant.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load